czwartek, 14 lipca 2011

produkcja falafli i deszcz

Wczoraj upał, dziś od rana burza. Lubię, kiedy deszcz sobie spokojnie( lub niespokojnie) pluska za oknem, prosto na świeżo skopaną grządkę, podlewając moje niewyplewione jeszcze chwasty...widzę okiem wyobraźni, jak na tej grządce niedługo będą rosły ogórki, sałata zimowa i kalafiory, jak będę się uwijać w kaloszach (których nie mam), formując odpowiednie kopczyki ziemi, sadząc, zbierając...A jesienią ugotuję coś z plonów z własnego ogródka. Oko wyobraźni jest dość szczodre w tym momencie, bo trzeba sporo pracy, żeby to wszystko się wydarzyło - ale czemu nie?



Na wsi mieszka się spokojnie. Przywykłam już do tego, że do sklepu robi się całą wyprawę i nie można tak po prostu skoczyć sobie po hoop colę - ale to nawet dobrze, bo mniej kupuję pierdół, lepiej planuję zakupy, wykorzystuję wszystko do końca. Z powodu posiadania elektrycznego piekarnika, który sporo ciągnie, przestałam tyle piec, co mnie boli, ale trudno.
Wczorajszy obiad to falafle, które zostały z dnia poprzedniego, sos z tahini, puree ziemniaczano-kalafiorowe z koprem, duszona marchewka z kabaczkiem i świeże oraz marynowane warzywa.

A falafle? Tym razem z surowej ciecierzycy, bo tylko takie są autentyczne





Wróciłam sobie z DIY Festu, dość fajnie spędziłam czas w Trójmieście, choć niektóre ceny i rozwiązania na koncertach moim zdaniem nie były DIY...ale fajnie bylo zobaczyć Agrimonię, Beyond Pink, Wasted, Downfall of Gaia. Towarzysko ciekawy wyjazd, obczaiłam też wegańskie miejscówki w Trójmieście - byłam na lodach ( karmel z kokosem pycha!), w Biowayu ( szału nie robi, ale się najadłam), na sojowym latte (drogo i średnio smacznie).

Miała też miejsce niezbyt przyjemna sytuacja, i nigdy nie zrozumiem, czemu ludzie uważają, że mają prawo innym wytykać to, co ich nie dotyczy. Tak, jak ci którzy na ulicy potrafią powiedzieć komuś, że jest gruby czy ma krzywy nos - czy naprawdę myślą, że ta osoba tego nie wie, że są pierwszymi we wszechświecie, którzy to mówią, że ich bezceremonialna uwaga coś zmieni?
W piątek na koncercie musiałam się nasłuchać od podpitego "znajomego" jaka to jestem niefajna, jak się lansuję w necie, jak to, co piszę na blogu i forum to bieda ( i inne gorsze epitety padły na temat mojej internetowej kontrybucji), jak miał mnie za fajną osobę, która wiele robi, a okazało się, że jest inaczej...Otwierałam szeroko oczy, bo naprawdę przez większość tej przemowy miałam wrażenie, że to nie o mnie. Ten człowiek zna mnie mało, zamieniliśmy w życiu pewnie kilkadziesiąt kurtuazyjnych zdań, nie wie, gdzie działam, co organizuję, w czym pomagam ( a jest tego trochę), swoją wiedzę czerpie z widywania mnie na koncertach i bytu wirtualno-forumowego, który czasami plecie, co mu ślina na język przyniesie. I przykro mi bardzo, że ktoś moją feministyczną, koncertową, wegańską działalność wrzuca do worka z napisem bieda, przykro mi, że feruje jakieś wyroki robiąc z siebie alfę i omegę, tak jakbym nie zdała jakiegoś jego testu, do którego wcale podchodzić nie zamierzałam, przykro mi, że niepytany, bez żadnego powodu podchodzi z takim wywodem...
Ucięłam rozmowę i odeszłam, bo nie miałam pojęcia, co powiedzieć. Nie chciałam wdawać się w pyskówkę i przerzucać się argumentami typu " a ty...", choć parę takich miałam na końcu języka. Usiadłam na ławce z boku i popłakałam sobie trochę, myśląc, czy naprawdę można mnie tak ocenić. Już kiedyś słyszałam, że mój blog to pozerstwo i zastanawiam się, czemu ludzie tak mówią. Jeśli blog to pozerstwo, to kim ja jestem, kłamcą, lansiarą internetową?
Nie rozumiem, jak ludzie, którzy mnie znają i wiedzą, że jestem weganką i nie idę w tej sprawie na kompromisy, że nie piję, że wspieram scenę, chodzę na koncerty, działam w kolektywach, organizuję i pomagam organizować różne wydarzenia, mogą nazywać mnie pozerką? To całe moje życie, nie mam niczego poza tym.
Zobaczymy, gdzie ci, co dziś rzucają kamieniem, będą w wieku 31 lat.

12 komentarzy:

  1. robisz świetną robotę - szkoda łez na jakiegoś debilka z malutkim ego :)
    vegepozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  2. luz, takim ludziom można tylko powiedzieć (jaka mądrość się kryje za tym!) jak z piosenki Shakiry "don't bother, I'll be fine". Inni mogą być dla nas lustrem ale tak naprawdę to sami w sobie widzimy o sobie prawdę i tylko to się liczy.
    Swoją drogą nie wiem na czym polega twój netowy lans - nie występujesz w dzień dobry tvn z wegańskimi przepisami, nie zarabiasz na tym, nie uzurpujesz sobie prawa do bycia wegan wyrocznią - dzielisz się ze świetem ważnymi dla siebie i być może pożytecznymi dla innych (chociaż raczej na pewno niż być może) sprawami i myślę że każda osoba, którą skłoniłaś do przemyślenia sprawy weganizmu znaczy więcej niż 1000 słów.

    I jeszcze jedno słowo o scenie - byłam kiedyś w warszawskim infoshopie (wtedy na Świętojerskiej albo Długiej, nie pamiętam już za bardzo, w jakimś 1996 roku to mogło być? może rok wcześniej, może później ale nigdy nie byłam związana ze sceną hc/punk więc tylko tak przypadkowo ze znajomymi byłam) koledzy usłyszeli jakie są nowości płytowe i koszulki a ja z koleżanką dostałyśmy pudełko z kolczykami i katalog farb directions do przeglądania - to dopiero było słabe i mam dziwne wrażenie że w wielu kwestiach za dużo się nie zmieniło :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Olga, trochę się zmieniło, ale w sumie niewiele - nadal dziewczyny są niedoreprezentowane i nadal nie zawsze rozmawia się z nimi poważnie, bo co one mogą wiedzieć o płytach, scenie itp.? A jak już są feministkami, to w ogóle najlepiej trzymać się z daleka, bo "nie mają poczucia humoru".
    Na szczęście jest wiele świetnych, pozytywnych osób, których jeden uścisk ręki i uśmiech sprawia, że czuję się dobrze i na miejscu, i nic mi tego nie odbierze.

    A blog nie służy lansowaniu mojej osoby ani zarobkowi - miałam różne propozycje, które odrzuciłam (m.in. sprzedaży całości bloga i wszystkich zdjęć portalowi kulinarnemu), bo prowadzę go w celach informacyjnych, nie chcę na nim zarabiać, reklamować niczego, co nie jest zgodne z moimi przekonaniami. Nie da się mnie kupić ani nic mi narzucić.

    OdpowiedzUsuń
  4. ej ziom! powiem tak: miej wyjebane.;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Icant..... krytykantami niektórzy są z zawodu a niektórzy w ten sposób chcą podnieść poczucie swojej wartości , szkoda na nich czasu i atłasu :)
    A z pieca będziesz zadowolona zimą - cudowna rzecz ;)
    Pozdrawiam ciepło

    PS. a mnie Twój blog się podoba i juz :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie warto sie przejmowac burakami, a tym bardziej przez nich plakac. Jesli jestes przekonana o slusznosci tego, co robisz, innym, zwlaszcza obcym, guzik do tego. Nie daj sobie wmowic, ze jest inaczej.

    Pozdrawiam Cie z tez deszczowej Kopenhagi.

    Marta

    OdpowiedzUsuń
  7. Nasz (?) kraj jest pełen takich zakompleksionych gości jak ten podpity "znajomy". Jak mawia moja znajoma "sram na to" - w przypadku niektórych jednostek to najlepsze co można zrobić, bo tłumaczyć nie ma sensu, a rozmową nic się nie wskóra - on nie skuma. Szkoda nerwów.

    OdpowiedzUsuń
  8. Halo, halo ! I ja się wypowiem :) ... Miej to gdzieś! Wiem,że boli... Oj dobrze wiem... Ale My wiemy jak jest, Ty wiesz jak jest, więc jego zdanie jest gówno warte. O! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zlekceważyć dziada! ;)
    Blog jest cudny, smaczny, dobrze reklamuje wegańską kuchnię, więc jak Pan Zbytdużeego myśli, że mozna więcej, lepiej, to niech pokaże jak to się robi, a nie krytykuje. Zresztą każdy sposób, żeby reklamować wegański/wegetariański styl życia jest czymś cennym i nie powinna być krytykowana! Pozdrawiam, trzymaj się dobrych myśli. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. W pełni popieram komentujących :)
    I generlanie ja uważam że sprzedanie przepisó do tvnu nie jest niczym złym (ha! może sama na to liczę ;) ale oczywiście to tak poza komentuję bo Ciebie to nie dotyczy :)
    bloguj dalej i rób to co Cię cieszy :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Takich ludzi spotkałam i spotykam praktycznie codziennie . Ja myśle że oni sami są nieszczesliwi,nie udalo im sie cos jakby sobie tego zyczyli ,sa próźni i rozgoryczeni i mozna by wymieniac w nieskonczonosc dlatego swoje negatywne emocje chca rozsiewac na innych ludzi najczesciej na takich ktorzy robia cos co daje im radosc ,robią cos dobrego dla innych ludzi i zwierzat . Wiem ze to czasem niemozliwe ale najlepiej popatrzec sie na taka osobę usmiechnac sie do niej i odejsc i nie dac jej satysfakcji ze nas to jakos super przejelo.napewno nie jest to mile slyszec rozne rzeczy ale wiesz po co i dla kogo robisz to co robisz i dalej to rob :)
    Tez jestem weganka i uwazam ze na tym świecie bardzo potrzebne sa takie dzialania -chocby blog zeby rozszerzac milosc i szacunek do zwierzat :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo fajny blog, olać dziada,naprawdę niektórym ludziom zbyt łatwo udaje się nas zranić. Nie są tego warci. Najczęściej sami niewiele robią, a mają mnóstwo pomysłów jak pożyteczniej moglibyśmy spożytkować nasz czas.Trzymaj się ciepło!!

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...