czwartek, 28 lipca 2011

gulasz meksykański i tofucznica na obiad

Rzadko jadam w Green Wayu, powiedziałabym, że nawet bardzo rzadko - kilka razy do roku. Głowną przyczyną jest wąski wybór wegańskich potraw, ale nie tylko - nie mam zaufania do przypraw, tłuszczów, których używa się w barach i restauracjach ( i chyba nie nabiorę, dopóki restauracja 100% vegan nie powstanie w okolicy). Green Way'owe jedzenie niespecjalnie mi też smakuje, bo ile można jeść samosy na przemian z kotletami sojowymi i enchilades? Zwłaszcza, że domowe żarcie to nie jest - po prostu fast food, i to w raczej wysokich cenach.
Do czego zmierzam? Otóż w Green Wayu mozna kupić tzw. gulasz meksykański. Nic wymyślnego - kostka sojowa, kukurydza, cienki sos. Nigdy mi specjalnie nie smakował, ale parę razy zdarzyło mi się go jeść. Parę dni temu postanowiłam odtworzyć podobny w warunkach domowych, i efekt przeszedł moje oczekiwania.



Gulasz meksykański

szklanka kostki sojowej
puszka czerwonej fasoli
puszka kukurydzy
100g zielonych oliwek
4-6 pomidorów
150 ml przecieru pomidorowego
1 duża cebula
15dag pieczarek
1 czerwona papryka
1/4 papryczki chili
przyprawy : sól, pieprz, chili w proszku, 1 łyżeczka harissy, cząber, oregano, sos sezamowy do dekoracji


Kostkę sojową gotujemy w oddzielnym garnku w odrobiną soli, osączamy na sicie. Cebulę i paprykę drobno kroimy, podsmażamy na oleju w garnku o grubym dnie ( to jest garnek, w którym już docelowo będzie się gotował gulasz, więc weźcie duży). Dorzucamy pieczarki i łyżeczke soli, mieszamy, aż wszystko zmięknie. Zalewamy wodą ( ok. 3-4 kubków), dodajemy przecier i pokrojone pomidory. Gotujemy do zmięknięcia pomidorów. Dorzucamy zawartość puszek oraz wszystkie przyprawy i oliwki. Gotujemy do połączenia smaków, ok. 20-30 minut. Gulasz powinien być gęsty, puszkowe warzywa miękkie, a pomidory rozpadające się, ze schodzącą skórką.
Całośc na talerzu polałam pysznym sosem sezamowo-czosnkowym na bazie tahiny, uwielbiam go, i jest to ostatnio mój przebój nr jeden, wciskam go wszędzie i każdego częstuję.




A oto wczorajsza obiado-kolacja. Wiem, że tofucznicę pokazywałam już tu kilka razy, ale jest to potrawa uniwersalna ( na każdą porę dnia, można też zabrać ją ze sobą na podróż w pudełku, i po wystygnięciu nie jest obleśna, w przeciwieństwie do zwykłej jajecznicy), i można dodać do niej bardzo rożne składniki, więc nie jest nudna.

Tofucznica

1 cebula
1 duży pomidor
kilka pieczarek ( mogą być zdechłe i dogorywające)
kawałek papryczki chili
2 parówki sojowe pokrojone w plasterki
kostka tofu 180g
kurkuma, curry, chili, sól, olej


Cebulę i pieczarki kroimy drobno i smażymy na oleju. Dorzucamy parówki, całość smażymy, mieszając i zasypujemy solą. Parówki mają się zrumienić, cebula zmięknąć - dopiero wtedy czas na pokruszone tofu i pomidory. Wsypujemy resztę przypraw, dolewamy oleju, ewentualnie odrobinę wody, ciągle mieszamy, aż do osiągnięcia odpowiedniej konsystencji.

Udawajcie, że nie widzicie kuchennego bałaganu na drugim planie zdjęcia!

5 komentarzy:

  1. Smakowicie to wszystko wygląda :) No wiesz jaki bałagan ?? To najwyżej nieład artystyczny :) ja jak gotuję to kuchnia przypomina czasem pole walki ;)
    Pozdrawiam bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Sos sezamowo-czosnkowy :

    z 4-5 łyżek tahini lub sezamu zmiksowanego z wodą ( ale lepiej tahini, ma wyrażniejszy smak)
    sok z połówki cytryny
    2 posiekane ząbki czosnku
    2 łyżki oleju
    pól łyżeczki soli
    trochę przegotowanej wody ( ilośc zależy od was, od tego, czy chcecie mieć konsystencję majonezową czy rzadszą)

    zmiksować wszystko żyrafą. sos wymiata!

    OdpowiedzUsuń
  3. smak gulaszu w greenwayu jeszcze zależy od tego kto go robi bo to akurat jedno z niewielu dań tej sieci, które nie są z mrożonki :P
    nie wątpię za to, że domowy jest na zupełnie innym poziomie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Za Green Wayem też średnio przepadam. Twój domowy gulasz znacznie bardziej mnie pociąga :). Mam w swoich okolicach całkiem niezłe 2 baro-puby wegetariańskie, czasem odwiedzam.
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...