sobota, 25 czerwca 2011

letni obiad na męczący dzień

Niektórzy znajomi żartują sobie ze mnie, że zawsze robię obiad kilkudaniowy. Fakt, choćbym nie miała czasu, to staram się zrobić kilka różnych potraw choć po odrobince, tak by na talerzu było weselej, i by nie zanudzić kubków smakowych własnych oraz osoby częstowanej. Zdarzają mi się oczywiście potrawy typu makaron z sosem czy jakaś kilkuskładnikowa breja, i wtedy jem tylko to, ale zazwyczaj kombinuję, by były i strączki, i zapychacz, czyli ryż, kasza lub ziemniaki, i coś surowego, i gotowane warzywa, i sos...



Dziś kotleciki z czerwonej fasoli z garam masalą, kasza gryczana palona, kapusta na parze z bułką tartą i sałatka.



Sałatka jest tu najważniejsza i najsmaczniejsza - liście rukoli, sałaty rzymskiej, cykorii pomieszałam z dojrzałym avocado, pomidorem, ogórkiem, oliwkami z zalewy olejowej oraz pestkami słonecznika.
Uwielbiam sałatki, mogę je jeść nawet bez pieczywa, codziennie potrzebuję czegoś świeżego.

Na obiad była jeszcze zupa z młodego selera ( bulwy i liści) oraz zebra orzechowo-czekoladowa, jednak czeka już w pudełku na wieczorne spotkanie z koleżankami.



Ostatnio ja i Emil byliśmy na cudnym wegańskim grillu. Spokój, odpoczynek, rozmowy, jedzenie, jedzenie! Było pełno wszystkiego, co lubię - marynowane tofu, cukinia, papryka i pieczarki z grilla, parówki w cieście, pieczone w popiele ziemniaki, grillowane banany z włożonym do środka kawałkiem gorzkiej czekolady, chleb razowy z hummusem...I biegające wokół psy, i niestety czepliwy patrol policyjny, który uważał, że piwo bezalkoholowe jest również alkoholem i nie może być pite w miejscu publicznym...

9 komentarzy:

  1. o, jak ja bym chciała bywać na wegańskim grillu, ba - wegetariańskim :]
    na ostatnim grillu na jakim byłam jakaś laska chwaliła mi się, że mieszkała przez pół roku z weganką i razem jadły posiłki itp itd i mówiąc to chlasnęła surowym kawałem mięsa prosto na moją pitę z falaflem :P
    chyba te pół roku nie nauczyło jej niczego, a już na pewno nie szacunku do nawyków żywieniowych innych...

    ech, sorry, musiałam się wyżalić ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. omułek :) przy grillach z mięsożercami też mam problem , nijak nie położę na ten sam ruszt warzyw :( szkoda , ze nas innych jest tak mało ...

    OdpowiedzUsuń
  3. ja na "typowe" grille nie chodzę, zapach mnie zniechęca, nie lubię też picia alkoholu, a już zestaw typu "karkówka i ciepła wóda" wkurza mnie niezmiernie...na szczęście znam wielu wegan i wspólnie robimy grille.

    OdpowiedzUsuń
  4. na zestaw domowy kompot (owocowy!!!) i ciepła wóda to bym się skusiła bo to wspomnienienie letnich dni z czasów hmm wczesnej młodości ;)
    wegańskie grille rządzą :) i bez tych wspomnianaych dodatków

    OdpowiedzUsuń
  5. jejku jak ja dawno nie bylam na grillu, a jeszcze taki weganski grill, na takim to nigdy, zazdroszcze bardzo, musialo byc super.

    OdpowiedzUsuń
  6. Może trochę nie w temacie, ale czy jest szansa na jakieś przepisy/zdjęcia wegeprzekąsek z kociego bazarku? Bo ciekawam, czym tam raczono podniebienia kotolubów, a być i kosztować na miejscu nie mogłam.
    pozdrawiam,
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  7. honestly - i can't belive it's vegan!!! :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Asiu, ja na bazarku nie byłam, nie mieszkam w Krakowie. Reklamowałam go na blogu na prośbę krakowskiej koleżanki. Podobno były tarty, pasztety i ciasto bez pieczenia, i inne pyszne rzeczy:)

    OdpowiedzUsuń
  9. To pozostaje mi sobie wyobrażać te pyszności:), ale dzięki za odp.
    Asia

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...