wtorek, 7 czerwca 2011

chłodnik ogórkowy i ciasto bez pieczenia

Dziś dwa przepisy idealne na upały, bo nie wymagające prawie wcale włączania kuchenki. Czary mary, mieszamy, blendujemy i mamy - smaczne potrawy bez powiększania swojego śladu węglowego na naszej planecie.

Chłodnik ogórkowy

Ideę chłodnika ściągnęłam radośnie z bloga http://weganie.blogspot.com. Spodobał mi się pomysł zmiksowania tofu z mlekiem roślinnym - do tej pory robiłam chłodniki z jogurtu sojowego.

No ale:

kostka tofu 180g
szklanka mleka soj. naturalnego
kilka ząbków czosnku
3 ogórki
garść pestek słonecznika
ostre papryczki




Tofu i mleko blendujemy razem z czosnkiem. Dodajemy posiekane, obrane ogórki i papryczki. Doprawiamy hojnie solą i czarnym pieprzem. Posypujemy prażonym słonecznikiem.
Bajkowy smak. Zimna zupa, która nigdy nie była ciepła.



I ciasto bez pieczenia, tym razem warstwowe.

mleko sojowe
kasza manna
zapach rumowy
płatki migdałowe
4 łyżki kakao
2 łyżki cukru
odrobina soku z cytryny
herbatniki wiatraczki firmy San




Ciasto ma dwie warstwy, ale nie jest pracochłonne. Najpierw wykładamy blachę herbatnikami ( jedna warstwa, przerwy nas nie obchodzą, nie musimy robić pyłu i ich wypełniać). Gotujemy kaszę na gęsto na mleku, słodzimy i dodajemy soku z cytryny. Wykładamy masę na spód. Na to druga warstwa herbatników. Gotujemy kolejną porcję kaszy, tym razem z kakao i aromatem rumowym. Wylewamy na wszystko, uklepujemy. Jak starczy herbatników - mi nie starczyło - to kładziemy ich jeszcze jedną warstwę. Jeśli nie, to górę posypujemy płatkami migdałowymi i możemy też polać roztopioną czekoladą.

No i teraz najgorsze, czyli ciasto musi ostygnąć i się przegryźć, co oznacza ze 2 godziny w lodówce. Potem można kroić i jeść łyżeczką, pijąc do tego czarną mocną kawę i ciesząc się letnim dniem.

***

A w ogole to...nie mam pokoju na lato i kolejny raz żądza zmian zawiodła mnie w ślepy zaułek, ale nic to, gdyż ślepe zaułki kończą się zazwyczaj murem, który można przeskoczyć, podkopać albo obejść.
Męczy mnie upał, choć doświadczyłam dziś też cudnej burzy, w wyniku której kompletnie zamókł mi telefon. I wiecie, fajnie nie mieć telefonu. Wieczorem byłam na pikniku na trawniku koło fontanny, i jadłam dobre rzeczy, ale zapomniałam aparatu, i rozmawiałam na milion tematów, i patrzyłam jak chińska delegacja otwiera wystawę fotografii na temat zapory na rzece Jangcy. Kompletny kosmos, koło fontanny zjawiła się nagle wielka grupa Chińczyków w garniturach i wygłoszono przemówienia w dwóch językach, po czym dla zerowej publiczności ( nawet my siedziałyśmy tyłem) otwarto wystawę, która i tak stała tam od jakiegoś czasu i kto chciał, to już ją widział.

A jutro jest środa, dzień, który lubię.

6 komentarzy:

  1. to ciasto mi przypomina stefanke na herbatnikach z puszki :) ciasta z kasza manna sa strasznie fajne, bo sie je krotko robi i zawsze wychodza ;d

    OdpowiedzUsuń
  2. tak, to coś w rodzaju tej stefanki. też lubię te ciasta, są szybkie i nie mogą nie urosnąć:)

    OdpowiedzUsuń
  3. O ja też lubię wszystkie przekładańce z kaszą manną albo z tapioką, zawsze robię je na spokojnie, czytając drugą ręką książkę i nawet jak się zaczytam to nic złego się nie stanie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Heh... co za historia z tymi Chińczykami ;) Ciasto jem wzrokiem, niestety muszę ograniczyć słodycze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciasto wygląda pysznie! Nigdy takiego rodzaju słodkości nie jadłam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Chłodnik wygląda pysznie, ale to ciasto bez pieczenia to już mnie zachwyca, zwłaszcza sposobem przygotowania. Oba przepisy zapisuję :-)

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...