piątek, 11 lutego 2011

pesto z liści rzodkiewki i pustki na targu

Mróz wraca. Właśnie radio powiedziało mi, że od jutra minus dwanaście. A już była prawie-wiosna, już kupiłam w second handzie ładne czarne trampki, już cieszyłam się z dłuższego dnia i braku śniegu. I nic, i jeszcze miesiąc co najmniej...A na targu pustki, w warzywnej alejce tkwią tylko prawdziwi sprzedawcy-twardziele, a raczej twardzielki, bo to głownie kobiety tam handlują. W rękawiczkach bez palców, zakutane w czapy i chusty sprzedają równie zziębniętym starszym paniom jajka, główki kapusty i kilogramy ziemniaków.
Poza tym na targu szał, bo postawiono mlekomat. Tak, tak, mlekomat. Elegancka niebiesko-biała budka gada męskim głosem o pożywności mleka (tfu), a podekscytowana kolejka babć wybiera w końcu spośród siebie jedną, która wrzuca monetę i, uwaga uwaga, pojawia się szklana butelka w stylu PRL-u, którą automat napełnia mlekiem. Napisy głoszą, że to mleko prosto od krowy , co jest ewidentną ściemą, bo muszą je jakoś pasteryzować, jeśli jest wlewane do takiej maszyny. Ale tłumek wierzy prawdziwości słów niewidzialnego głosu, choć pewnie zamiast wiejskiego mleka pije zwykłe UHT po wyższej cenie...
Ja mleko krowie uważam za szkodliwe i nieprzeznaczone dla człowieka, więc z nowego urządzenia nie korzystam, ale i tak mam ubaw przechodząc.



Tęsknię za kolorowymi warzywami, które miałyby smak. Nasza lodówka wypełniona jest po brzegi zieleniną, ale kolorów w niej trochę mało...zielona papryka, pietruszka, sałata lodowa, szczypior, przecenione pieczarki, marchew, korzeń pietruszki...tylko pomarańcze i poobijane banany dziarsko dbają o kolorystykę, ale to mało, mało.

Zrobiłam ostatnio pesto z liści rzodkiewki. Tak, rzodkiewki. Obrzydliwe? A gdzie tam, pyszne. Czuję, jakby otworzył się przede mną nowy poziom gotowania - oto nauczyłam się wykorzystywać coś, co do tej pory wyrzucałam, i co wyrzucają prawie wszyscy, jako niejadalne i niepotrzebne.

A tymczasem...



Potrzebujemy :
liście z pęczka rzodkiewki
garść słonecznika
garść orzeszków ziemnych
ząbek czosnku
2-3 łyżki oleju
sól
odrobinę wody

Liście myjemy i przebieramy jak szpinak, odcinając twarde części. Słonecznik prażymy na jasnobrązowo na patelni. Orzeszki namaczamy we wrzątku, który po 15 minutach odlewamy ( usuwamy w ten sposób sól). I teraz wszystko do wysokiego naczynia, blender w dłoń i najprzyjemniejsza część - szur, szur, brum brum, dolewamy po trochu oleju i wody, aż uzyskamy pożądaną konsystencję.



Ależ byłam z siebie dumna, przekładając pesto do słoiczka i opatrując karteczką "Pesto z liści rzodkiewki i pestek"! Gwoli ścisłości, przepis nie jest mój - znalazłam go na blogu "Strawberries from Poland", ale zawierał orzeszki pistacjowe (drożyzna) i ser, więc zmodyfikowałam dość znacznie...nie powiedziałam też jeszcze w sprawie liści rzodkiewki ostatniego słowa, mam przepis na zupę na ich bazie!



I jeszcze wieczorna minestrone, gęsta, pełna warzyw, fasoli i makaronu rigatoni. Do tego ciabatta cebulowa i wieczór staje się lepszy...

14 komentarzy:

  1. Czy to naprawdę jest jadalne? Przecież liście rzodkiewki są takie... kujące.

    OdpowiedzUsuń
  2. tylko na sucho...po umyciu i zmieleniu z wodą i olejem miękną i zachowują się jak szpinak...i są pyszne!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mlekomat mam w sklepie! Błyszcząca, cudowna, nowa, potężna maszyna. Sama nie korzystam, jestem wychowana na złym UHTowym tworze i mleko krowie mnie jakoś nie pociąga, a wręcz odrzuca. Podziękuję.

    Pomysłowe pesto, ale nie wiem czy się odważę :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Zupa z liści rzodkwi kojarzy mi się z japońską książką 'kobieta z wydm'. I od czasu przeczytania tej książki (lat temu dwa? trzy?), planuję wykorzystać do czegoś liście rzodkwi ;) i na planach się kończy, bo a to za brązowe, a to nie mam z czym przyrządzić.. obiecuję (sobie), że przy najbliższym zakupie rzodkiewek liście nie pójdą do kosza!

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem co zrobiło na mnie większe wrażenie - liście rzodkiewki do pesto czy wiadomość, że zima będzie trzymać jeszcze miesiąc...

    OdpowiedzUsuń
  6. z czego wnioskujesz, że to mleko w mlekomacie nie jest świeże? dlaczego zaraz domyślnie przyjmujesz, że ktoś kłamie tak twierdząc?

    mleko jest pewnie prosto od krowy bo sam taki mlekomaty produkuję i wiem, że nie ma z tym problemu

    OdpowiedzUsuń
  7. Napisałam, że "pewnie jest pasteryzowane". Mleko ma to do siebie, że się psuje szybko, więc nie sądzę, żeby porcję prosto z udoju bez oczyszczania czy pasteryzacji wlewano do takiej maszyny, w której nie wiadomo nile będzie stało, a bakterie będą się mnożyć. Poza tym, o ile wiem, obowiązuje zakaz sprzedaży mleka niepasteryzowanego, i to w całej Unii. Więc uważam ten sposób reklamy za chwyt marketingowy - ludzie cieszą się nowością, a dostają pewnie to samo, co w butelce czy kartonie.

    Inna sprawa to to, że mleko krowie jest szkodliwe dla człowieka i większość dorosłych wcale go nie trawi, nie ma więc co przesadzać z jego piciem, nie tylko z powodów etycznych, ale również zdrowotnych.

    OdpowiedzUsuń
  8. więc zapewniam, że jest prosto z udoju, bez pasteryzacji, bez "wyciągnięcia" z niego tłuszczu lub innych składników

    nie może stać "niewiadomo ile" bo stoi 24h, jest oczywiście ciągle schładzane do 4-5 st. C, cały czas mieszane, szczelnie zamknięte w zbiorniku

    na wszystko są zezwolenia i odpowiednie atesty

    nie ma zakazu sprzedaży takiego mleka

    "Inna sprawa to to, że mleko krowie" to już inna kwestia, tu się nie wypowiem bo nie jestem specjalistą, jedni piją i sobie chwalą a inni wręcz przeciwnie - jak w życiu :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja liści rzodkiewek nie wyrzucam, ale pesto? WOW, świetna myśl, zrobi się oczywiście!

    OdpowiedzUsuń
  10. Chwalmy liście rzodkiewki i produkujmy pesto!

    OdpowiedzUsuń
  11. pyszne z podprażonym sezamem :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Zrobiłam to pesto w wersji dla ubogich, tzn. bez żadnych orzechów i szału nie ma. Pewnie przestoi imprezę i pójdzie do wywalenia. Następnym razem będzie lepiej:]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pesto musi mieć orzechy, jakiekolwiek, albo pestki słonecznika, inaczej wychodzi tylko zielony sos, niezbyt gęsty:)

      Usuń
    2. No to właśnie to wyszło:]

      Usuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...