poniedziałek, 26 grudnia 2011

poświątecznie






Pierwszy w życiu zwijany makowiec, pyszny i bardzo słodki. Może nawet zbyt.













środa, 14 grudnia 2011

z cyklu niemodne warzywa - biała rzodkiew

Biała rzodkiew może być dyskusyjna w tym cyklu, bo pewnie wielu/e z was ją zna i jada. Smakuje trochę jak rzodkiewki, ostro, surowo, jest twarda. Często dodaje się ją do surówek i sałatek.

Postanowiłam jednak włączyć ją do mojego cyklu, bo nie znam nikogo, kto by ją jadał inaczej, niż na kanapkach.



Pomyślałam, poprzeglądałam różne strony...i zrobiłam z niej zupę.

Zupa-krem z rzodkwi



1 biała rzodkiew
3 ziemniaki
biała część pora
olej
sól, pieprz ziołowy, dwie szczypty chili
grzanki razowe z dwóch kromek chleba


Ziemniaki i pora drobno kroimy, rzodkiew obieramy i ścieramy na tarce. Wszystko podsmażamy na oleju, solimy i zalewamy kilkoma kubkami wody. Gotujemy do miękkości, miksujemy na gładko, doprawiamy.



Zdjęcia ciemne, bo robione wieczorem, krótki dzień nie pozwala czasem sfotografować obiadu z dobrym światłem, bo zdarza mi się gotować i jeść ok. 17-18.
Zupa jest cudownie żółta, ostra i kremowa. Warto spróbować.

wtorek, 13 grudnia 2011

zupa minestrone

Zupa - 22 aminokwasy, czyli maksymalnie kompletna jeśli chodzi o wartości odżywcze. Warzywa, białko pod postacią fasoli, tłuszcze w pesto, samo dobro.



Minestrone

pół białej części pora
1 cebula
3-4 ziemniaki
2 marchewki pokrojone w krążki
puszka białej fasoli
puszka pulpy pomidorowej
1 pietruszka
dużo rozmarynu
oliwa
zioła prowansalskie
garstka makaronu penne
grzanki razowe


Cebulę i por drobno pokroić, podsmażyć na oliwie. Dodać pokrojone warzywa korzeniowe, zalać wodą i pomidorami, posolić, dodać rozmaryn i zioła, i niech się gotują ze 20 minut. Po tym czasie dodać fasolę i zostawić na kolejne 15-20 minut, czasem mieszając. Warzywa mają być miękkie, a fasola lekko się rozpływać. Pod koniec gotowania (np. 5 minut przed wyłączeniem gazu) dodać garstkę surowego makaronu penne prosto do gara z zupą - ugotuje się tam elegancko.
Na patelni lekko skropionej oliwą podsmażyć drobno pokrojone grzanki razowe.

Oddzielnie robimy pesto :

pęczek natki
50g podprażonego na złoto słonecznika
1 ząb czosnku
chlust oliwy lub oleju
szczypta soli
2 łyżki wody


Blendujemy na gładko.



Do gorącej zupy nakładamy porządną łyżkę pesto i posypujemy grzankami. Jedna z lepszych zup ever!

niedziela, 11 grudnia 2011

ciasta świąteczne - wegański piernik

W tym roku pewnie powtórzę się z kilkoma świątecznymi wypiekami, choć mam zamiar spróbować upiec też zawijany makowiec, co będzie pewnym novum. Poza tym to, co zwykle, czyli ślimaki cynamonowe, sernik z tofu, coś czekoladowego, pewnie tort...Przyznam, że kompletnie nie myślę jeszcze o świętach; jakoś pogoda ku temu nie nastraja. Mam niby jakieś kulinarne i wyjazdowe plany, ale mgliste i odległe się wydają.

Jako że obserwuję sobie dla zabawy statystyki bloga, zaobserwowałam, że mnóstwo osób wchodzi na niego szukając wegańskich ciast, a szczególnie tych świątecznych wypieków.

No to proszę, pro publico bono, wegański piernik z bakaliami.



2 szklanki mąki
1 szklanka cukru
1 szklanka wody lub mleka roślinnego
120 ml oleju
1/2 łyżeczki sody plus 3/4 łyżeczki proszku
przyprawa do piernika (Prymat będzie dobry)
pół torebki rodzynek
50g drobno posiekanych orzechów włoskich
2 łyżki słodu, np. ryżowego


Wymieszać porządnie drewnianą łyżką, ewentualnie dodać kroplę aromatu rumowego. Polewę zrobiłam z deserowej czekolady Vabene i dwóch łyżek mleka roślinnego, które to ingrediencje rozpuściłam razem na parze.



Piec 30-40 minut na 180C.
To proste, dobre, szybkie ciasto, które zawsze się udaje.
Popijać szklanką niesłodzonego mleka.

sobota, 10 grudnia 2011

obiad bardzo zimowy - fake meatballs z sosem spaghetti

Grudzień jest mało zimowy w tym roku, ale ma to swoje zalety. Po kilku szarych, krótkich dniach dziś za oknem widzę żywoniebieski prostokąt nieba, nareszcie słońce. Zaraz nastąpi wyprawa na pobliski targ - po warzywa, jabłka, chleb razowy i ciepłe rajstopy.

A tymczasem...



Fake meatballs z sosem spaghetti

Fake meatballs to kulki z czerwonej fasoli i cebuli, obtoczone w sezamie i obsmażone, jedzone z makaronem i sosem pomidorowym. Chrum chrum.

puszka czerwonej fasoli
1 cebula
2 zęby czosnku
chili w proszku
sól
bułka tarta


Cebulę i czosnek przesmażamy, łączymy z resztą składników, formujemy kulki ( wielkości dwóch orzechów włoskich maks). Obtaczamy w sezamie, smażymy na złoto.

kartonik przecieru pomidorowego
zioła prowansalskie
posiekana natka pietruszki
oliwa


Podgrzewamy razem w rondelku, nie solimy. Nie solimy także wody na makaron - u mnie były to kombinowane resztki świderków i razowego spaghettini. Kulki wyszły bardzo słone, a poza tym nie lubię przyćmiewać solą poszczególnych smaków, nigdy nie solę dodatków do jedzenia, czyli makaronu, ryżu, ziemniaków, kasz...

piątek, 9 grudnia 2011

dania w miseczkach

W przerwie między kolejnymi niemodnymi warzywami postanowiłam pokazać kilka innych smacznych rzeczy.
Moja tajemnica - lubię jeść z miseczek. Dania wyglądają wtedy ładniej, a porcje wbrew pozorom wcale nie są mniejsze, niż na tradycyjnym talerzu. Wszystko za to można ładnie zakomponować i czasem aż strach zanurzyć łyżkę...



Wczorajszy obiad składa się z raczej modnych warzyw, choć brukselka dla niektórych jest, jak zauważyłam, nieznana lub niedobra i w ogóle fuj. Ja za nią przepadam.



W misce mamy cztery mini dania - pęczak gotowany bez soli (fajnie by było swoją drogą zrobić cykl o zapomnianych kaszach), cieciorkę w sosie indyjskim ( na bazie tandoori masali), brukselkę na parze i paprykę duszoną z cukinią.

A tu już zwykła, lecz przepyszna owsianka - z sezamem, wiórkami koko i suszonymi malinami.



I, jako że zawsze muszę pokazać coś poza jadalnymi rzeczami, oto książka, którą obecnie kończę. Lubię niespiesznie rozwijające się skandynawskie kryminały, a ten w ogóle jest feministyczny. Sprawę prowadzi policjantka w siódmym miesiącu ciąży, która nadal nie wyobraża sobie życia, gdy dziecko się urodzi.

czwartek, 8 grudnia 2011

z cyklu niemodne warzywa - brukiew

Dziesiejszy odcinek sponsoruje literka B jak brukiew. Znana też jako karpiel, należąca do rodziny kapustowatych (kto by pomyślał, wygląda jak skrzyżowanie selera z dużym ziemniakiem i kalarepą).
Pochodzi prawdopodobnie ze Skandynawii. Czytając wegańskie blogi z tamtego rejonu świata, natrafiałam często na brukiew w postaci puree z ziemniakami i cebulą. To norweskie danie świąteczne - mam zamiar je także wypróbować.

Brukiew wygląda tak :



Po ugotowaniu przypomina coś pomiędzy ziemniakiem a kalarepą, smakowo bardziej po stronie tej ostatniej. Nabiera pięknej żółtej barwy.
Co do jej właściwości odżywczo-zdrowotnych, to jarmuż z poprzedniego wpisu bije ją na głowę - jedyna ciekawostka to to, że hamuje transport jodu w tarczycy i może prowadzić do niedoczynności (przy dużym spożyciu). Więc jeśli ktoś ma nadczynność, to chyba zupa z brukwi będzie od czasu do czasu w sam raz...

Zupa-krem z brukwi z pieczarkami i razowymi grzankami



1 brukiew (jedna średnia waży ok. pół kilo)
2 marchewki
1 pietruszka
1/4 selera
1 mała cebula
3 nieduże ziemniaki
szklanka mleka roślinnego
5 dag pieczarek
natka pietruszki
resztki pora (zostały mi po sałatce)
olej, sól, pieprz ziołowy, chili, curry, liść laurowy, ziele ang.
grzanki z kilku kromek razowego chleba


Zupę robi się szybko i przyjemnie. Najtrudniejszy krok - dostać brukiew. Potem czeka nas już tylko siekanie, obieranie i poopatrywanie, co jakiś czas, czy warzywa już miękkie. Na całą operację starczy mniej, niż godzina.

Warzywa, oprócz pieczarek, obrać i pokroić w kostkę. Cebulę posiekać, przesmażyć na oleju, wrzucić na nią wszystkie warzywa ( garnek ma być spory!) i chwilę smażyć. Posolić, wrzucić liść i ziele, nalać tyle wody, by lekko przykryła warzywa i gotować do ich miękkości (ok.30 minut). Wyciągnąć zioła i kilka kostek brukwi. Resztę zblendować i postawić garnek z powrotem na gaz - teraz uzupełniamy wodę, wlewamy szklankę mleka i doprawiamy. Z curry i chili nie przesadzamy, zupa nie ma być orientalna w smaku, co do soli też bym uważała - większość warzyw w tej zupie jest naturalnie słodkawa i warto czuć ich smak.
Pieczarki kroimy na plasterki (nie na drobno!) i przesmażamy na złoto na oleju. Grzanki prażymy na suchej patelni, natkę siekamy.




W miseczce umieszczamy zupę, dodajemy odłożone wcześniej kilka kostek brukwi, by nie była tak jednolita, i posypujemy pieczarkami, grzankami i natką, można jeszcze dodać odrobinę sera wegańskiego Cheezly, co fajnie zaostrzy smak.



Pan, sprzedający mi jarmuż i brukiew na targu, powiedział Pani, to tylko jacyś dziwni kupują, więc tym bardziej wypada znać i używać!

środa, 7 grudnia 2011

z cyklu niemodne warzywa - jarmuż

Ideał diety to dieta lokalna i sezonowa. Wiem, że w głupich gazetach typu "Shape" czy "Glamour" można przeczytać o opieraniu diety na produktach sezonowych, bo to taka niby mantra zdrowego człowieka, ale potem bez refleksji wrzuca się do kosza w sklepie banany, pomarańcze, avocado czy dziwne odmiany sałat, które nigdy nie widziałyby Europy, gdyby nie przyjechały tu stłoczone w ładowni statku. Jadam czasem te produkty, część z nich jest dobra i zdrowa, ale naprawdę warto skupić się na autentycznej lokalności i sezonowości swojego stołu i garnka.
Czemu? Bo jeśli coś jedzie do nas z bardzo daleka, to zostawia długi ślad węglowy z powodu zużycia paliwa, a to nieekologiczne. Bo jeśli kupujemy tanie banany, to musimy mieć świadomość, że farmerzy je sadzący nie dostali za nie prawie nic; tak samo jest zresztą z kawą, herbatą i kakaem. Bo pomidory z Maroka czy Holandii o tej porze roku prawie nie mają smaku, są wodniste, bez zapachu, bez koloru. Jeśli nie przemawia do nas problem ekologii i praw pracowniczych, to smak i cena z pewnością przemówi.

Można powiedzieć, że w grudniu nie da się kupić prawie nic lokalnego i sezonowego, ale to nieprawda. Nie jesteśmy wcale całą zimę skazani/e na ziemniaki, marchew i cebulę. Na targu jest sporo innych warzyw, są kiszonki, orzechy, jabłka, mnóstwo korzeniowych i kapustnych. Dodajmy do tego strączki i różnorakie kasze, i zimę da się przeżyć, jedząc smacznie i zdrowo.

Mój nowy cykl niemodne warzywa będzie miał za zadanie przybliżyć wam lokalne, zdrowe, a często mało znane lub wcale nieznane rośliny, które z powodzeniem można tanio kupić i zjeść, albo posadzić samodzielnie.



Na pierwszy ogień idzie jarmuż, bardzo zdrowe warzywo. Zawiera witaminy A,K i C w dużych ilościach, a to nie wszystko, co potrafi. Pełno w nim fosforu, potasu i żelaza, ma działanie antyrodnikowe i antyrakowe, a zawarta w nim witamina K zmniejsza bolesność miesiączek. Same plusy.

W smaku przypomina szpinak bądź duszoną pokrzywę, jest pyszny.



Penne z jarmużem, orzechami i tofu-fetą

wiecheć fioletowego lub zielonego jarmużu
150g naturalnego tofu
pół opakowania makaronu penne
50g orzechów włoskich
olej, czosnek, cebula, sól


Jarmuż trzeba umyć i przebrać, odcinając grube łodyżki. Z dużego wiechcia mało zostanie, ale moje danie nie opiera się tylko na nim.
Drobno pokrojoną cebulę i czosnek przesmażyć na oleju, dodać liście jarmużu, i dusić jak szpinak, do zmięknięcia. Tofu pokroić na kwadraty i wcześniej umieścić w mieszance "fetowej", czyli wodzie z octem, ziołami i solą. Ugotować penne, a pokrojone orzechy podprażyć na suchej patelni. Wszystko wymieszać w garnku.

Danie bardzo proste, ale wyjątkowo smaczne.

...a jutro odcinek o brukwi.

wtorek, 6 grudnia 2011

śniadania w nowym domu

Wracam do minolty, a więc powraca ziarninowa faktura zdjęć, którą bardzo lubię, ale do fotografowania potraw średnio się nadaje, a po zmroku w ogóle wymięka. Ale ma wiele oldschoolowego uroku, niezaprzeczalnie.



Ciasto daktylowe bez pieczenia (robione jeszcze zanim naprawiony został piekarnik), mandarynka, kawa bez niczego.



Cheezly Blue Style Cheese, który pięknie rozpłynął się na chrupiących grzankach z chleba razowego. Oliwki, ogórek kiszony. W sam raz na grudzień.

piątek, 2 grudnia 2011

przeprowadzka



Przenoszę się jutro do ładnej, starej dzielnicy niedaleko parku, będę miała pod nosem skwer i balkon w pokoju. Niestety, nie działa piekarnik. Może da się coś z tym zrobić, a na razie wklejam drożdżówkę autorstwa kolegi.

czwartek, 24 listopada 2011

jutro Dzień Bez Futra - historia Kajetana!

Jutro dzień bez futra. Wiadomo, futer naturalnych nosić nie należy, niemodne, passe i wzbudzają niesmak ( szkoda, że tak samo nie jest ze skórą...), ale wszystko to przemyka gdzieś na obrzeżach świadomości osób bezpośrednio nie zaangażowanych w akcje antyfutrzarskie. Tu nam pokrzyczą, dadzą ulotkę, no i niby jesteśmy ok, niedźwiedzi nie skalpujemy przecież, kochamy swoje psy i koty...Wzruszamy się losem małego lisa, który uciekł z fermy, podczas gdy z powodu naszej próżności, pazerności i chęci zysku giną jego pobratymcy. Popyt napędza podaż, lisy i norki są przetrzymywane, gazowane i zabijane w brutalny sposób tylko dlatego, że MY, LUDZIE chcemy nosić na sobie ich futro. Część ich zwłok...

Smutne to, dlatego chciałabym z okazji jutrzejszego dnia pokazać wam coś pozytywnego. Kajetana, lisa, symbol wolności, zwierzę, które uciekło z fermy srebrnych lisów i odnalazło dom.http://www.blogger.com/img/blank.gif



Oto Kajetan w domu tymczasowym, jeszcze nieufny, smutny, ale bezpieczny...

A oto film z jego nowego domu, który odnalazł w Przystani Ocalenie.



Widać na nim szczęśliwego lisa, który szaleje, biega i bawi się, i zupełnie nie jest już nieśmiały...

A oto jego historia:

Kajetan to symbol chęci życia i Wolności. Kajetan jest srebrnym lisem znalezionym w lesie, z którego trafił do Schroniska Miejskiego w Toruniu.Uciekł z ciasnej klatki, z futrzarskiej fermy. Był leczony, zaopiekowano się nim. Po kwarantannie i po stwierdzeniu, iż stan jego zdrowia jest
dobry, zaczęliśmy szukać odpowiedniego miejsca, gdzie Zwierzę będzie mogło przeżyć godnie resztę swojego życia.
Lis srebrny nie występuje w Polsce, nie można wypuścić go do lasu. Handlarze zwierząt futerkowych często importują gatunki, które mogą być - i są - zagrożeniem dla polskiej fauny, szczególnie norki amerykańskie, potrafiące na wolności zabić nawet 20 ptaków dzienne (nie wszystkie po to, aby je zjeść, powoduje nimi instynkt). Setki zwierząt przeznaczonych ,,na futra" uciekają z polskich ferm, ingerując w środowisko naturalne i będąc zagrożeniem dla zwierząt domowych, także dla ludzi.

Przystań Ocalenie (www.przystanocalenie.pl) zgodziła się zaopiekować Kajetanem, tą niesamowicie piękną żywą istotą, tak, jak kiedyś naszą bohaterką Borutą. Ufamy, że tam będzie wieść właściwe
życie, pełne i prawdziwe, bez głodu, cierpienia, bez śmierci zadawanej prądem.

Bardzo prosimy o wasze wsparcie finansowe! Kajetan ma prawo żyć - jak każdy z nas, ani mniej, ani więcej. Ma miejsce, gdzie spędzi życie, ma odpowiednich opiekunów i doświadczy czułości oraz Szacunku, czyli tego, czego wszyscy tak bardzo pragniemy.

Z całego serca dziękujemy wszystkim, którzy sprawili, że ten wyjątek w tragicznym pseudożyciu więźniów ferm futerkowych stał się możliwy. On już nie nazywa się 57 lub 220, lub jakikolwiek inny numer klatki. Kajetan ma imię i chociaż nie może podziękować ludzkimi słowami, to patrzy swoimi oczami, w których jest cała światowa historia Życia i Wolności.

środa, 23 listopada 2011

kuchnia społeczna w Poznaniu



Masz ochotę na smaczny posiłek i rozmowę w miłym towarzystwie? Przyjdź na spotkanie z cyklu „Kuchnia Społeczna”. Ideą projektu jest promocja tanich, wegańskich pyszności oraz podejmowanie dyskusji dotyczących ciekawych i ważnych zagadnień. Będziemy rozmawiać o aktualnych wydarzeniach społeczno-politycznych. Znajdzie się również miejsce na lżejsze tematy – kulturę, podróże, kulinaria.

Zapraszamy w każdą pierwszą niedzielę miesiąca. Najbliższe spotkanie odbędzie się 4.12 o godz. 13.30 w Kluboksięgarni „Głośna” (św. Marcin 30/8-9 – lewa oficyna w bramie Kina Muza, pierwsze piętro).

Naszym gościem będzie socjolog i działacz społeczny Jarosław Urbański, który wygłosi wykład: „Czy w Polsce wybuchną protesty oburzonych? O ruchach miejskich oraz przyczynach i konsekwencjach protestów społecznych”.

Kuchnia Społeczna jest tworzona przez wszystkich uczestników, zachęcamy więc do przyniesienia przygotowanych przez siebie potraw. Uwaga! Prosimy, żeby były to wyłącznie posiłki wegańskie, czyli nie zawierające mięsa (w tym ryb) ani żadnych składników odzwierzęcych tj. mleka i jego przetworów, niektórych margaryn(zawierają tłuszcze zwierzęce), jajek, miodu, żelatyny, lecytyny i laktozy. (Inspiracji szukaj np. na stronie http://www.puszka.pl/).

Wstęp 10 zł i jesz do woli (zwrot kosztów za przyniesione potrawy). Weź ze sobą talerz i sztućce!

niedziela, 13 listopada 2011

kolejne ciepłe jedzenie na jesień

Comfort food znowu...Wyjazd na blokadę i pobyt w Warszawie obfitował w nagłe zwroty akcji. W sobotę marzyłam tylko o kąpieli, rozgrzaniu się, czystym ubraniu, chwili spokoju, książce...
Kulinarnie byłam na wyjazd dobrze przygotowana - miałam drożdżowe rogale z kapustą kiszoną i parówkami, kanapki z fasolowym kotletem, kanapki z masłem orzechowym i cytyrynową konfiturą, potem w CDQ też było jedzenie do kupienia...ale co domowe, to domowe, rzecze wam kuchenna bogini, zwana też królową krastów.



Pitta z kotletem soczewicowym

puszka gotowej brązowej soczewicy lub ze 2 garstki ugotowanej
3 duże pieczarki, posiekane
zielona część dymki
sól, pieprz ziołowy, czosnek
bułka tarta, mąka kuku

Formować płaskie kotlety, smażyć na oleju. Po podgrzaniu do pitty wrzucamy kotleta, sos pomidorowy ( pomidory plus zioła plus oliwa podgrzane razem przez chwilę), oliwki, sałatkę z kiszonych ogórków i co tam chcemy.

Zupa warzywna ze szczególnym uwzględnieniem brukselki

z 10 brukselek
3 duże ziemniaki
2 marchewki
zielona część pora
dwa zęby czosnku



Gotujemy wszystko razem, po podsmażeniu pora z czosnkiem, by dały aromat. Doprawiamy asafetidą ( ewentualnie suszonym czosnkiem i cebulą), solą, pieprzem ziołowym - ale bez przesady, zupa jest pyszna mało przyprawiona i nie musi być przesadnie słona.



No to cześć.

czwartek, 10 listopada 2011

dobre jedzenie na trudny czas

Ostatnie kilka dni było dla mnie bardzo trudne psychicznie. Musiałam ponownie przemyśleć kilka spraw i stawić czoła czemuś, z czym nie wiem, jak sobie poradzić i o czym wolałabym wcale nie myśleć, nie wiedzieć.
Jest dla mnie koniec pewnego okresu, który trwał od 2004 roku, zamknięcie za sobą tych najważniejszych drzwi, których miałam nadzieję nigdy nie zamknąć - a przy tym okazało się, że dla własnego zdrowia psychicznego będę musiała zamknąć jeszcze kilka innych.

Czas obfituje w decyzje, i dobrze. Daję sobie pół roku na wdrażanie kolejnej zmiany. A przeprowadzam się już teraz, niedługo (tak, znowu).



Na pocieszenie zrobiłam sobie najlepsze, najbardziej pracochłonne, najtłustsze i najsmaczniejsze rzeczy, jakie mogłam wymyślić.
Pierwsza to bakłażan burger z frytkami.

Frytki oczywiście domowe, co możecie poznać po nieregularnych kształtach. W bułce sezamowej są podsmażone plastry bakłażana w sosie sojowym, smażone wędzone tofu, ogórki kiszone, pomidor, pasta z cieciorki i papryki oraz sos musztardowy. Pomysł podawania burgerów z frytkami jest typowo amerykański, ale podoba mi się, pomimo że na pierwszy rzut oka zestaw buła plus ziemniak wydaje się niedorzeczny.

Tort czekoladowo-spekulusowy ( nazwa "spekulusowy" jest inspirowana kawiarnią Kwadrat, chodzi oczywiście o krem z ciasteczek speculoos, który kiedyś już robiłam, ale nie miałam dla niego polskiej nazwy).



Przepis na tort czekoladowy według post Punk Vegan Kitchen - "Just chocolate cake". Krem ciasteczkowy, konfitura z malin, czekolada. Może nie wygląda, bo świeżo ukrojony jeszcze na ciepło, ale przepyszny.

niedziela, 6 listopada 2011

zupa dyniowa na niedzielę




Zupa dyniowa to nic odkrywczego, zeszłej jesieni pokazywałam ich na blogu przynajmniej kilka w różnych wariacjach. Tym razem wersja z dyni hokkaido, która ma cudownie pomarańczowy miąższ, dużo bardziej pomarańczowe, niż inne odmiany.



miąższ z jednej dynii hokkaido
300g oddzielnie ugotowanych ziemniaków
2 podsmażone cebule
pół puszki czerwonej fasoli
sól, pieprz ziołowy, asafetida, czosnek suszony

piątek, 4 listopada 2011

na jesień - placki, soczewica, zupa

Placki kukurydziane są proste i szybkie. Mam wrażenie, że mąka kukurydziana jest mało doceniana w naszym kraju, pomimo że jest tania - ale staram się jej często używać, polewając np. tarty czy zapiekanki sosem kukurydzianym. Idealnie zastępuje też jajka na przykład w pączkach czy ciastach.



3 szklanki mąki kuku
sól, ostra papryka, zioła
2 łyżki oleju
woda


Na talerzu znajduje się jeszcze czerwona soczewica z pomidorami, resztki gulaszu "meksykańskiego", który już pokazywałam i sałatka ze świeżych warzyw, banalna, ale pyszna.

Zupa brukselkowa

Brukselka, niedoceniane jesienne warzywo...smaczna po upieczeniu i ugotowaniu, świetnie się rozgotowuje tworząc gęstą zupę, jak wszystkie kapustne.



20dag brukselki
2 marchewki
1/2 białej części pora
dym wędzarniczy - 2 łyżeczki
sól, pieprz, zioła prowansalskie
łyżka oleju
3 duże ziemniaki
1 pietruszka
1 cebula

piątek, 28 października 2011

konsekwencja



W ostatnim czasie mam trochę przemyśleń dotyczących aktywizmu, własnego i cudzego działania, i konsekwencji w życiu codziennym oraz odbioru osób zaangażowanych przez ogół.Myślę o tym więcej, bo do tej pory działałam raczej na zasadzie odruchu przez wiele lat ( "to, co robię jest dobre, nie umiem inaczej, po co poświęcać temu wiele namysłu"), ale od niedawna napotykam na jakiś ciąg niechęci i oporu w stosunku do tego, co robię i mówię, mimo że moje metody się nie zmieniły. Coraz częściej pada słowo oszołomstwo, coraz więcej dziwnych, niby-ironicznych, podważających zasadność mojego działania i poglądów pytań...

Czy boli? Nie bardzo, bo żeby mówić pewne rzeczy trzeba mieć twardą dupę. Boli raczej ukrywany gniew i złość, kiedy kolejny raz muszę słuchać żartów o dziwnych ekologach, boli kompletny mur niezrozumienia ze strony wielu tzw. zwykłych ludzi, którym muszę setny raz udowadniać, że nie jestem wielbłądem. Boli, że krańcową eksploatację zwierząt uważa się za normalną, akceptowalną i nie do zmienienia, a próby dyskusji o tym, a nawet po prostu pokazywanie, że żyje się inaczej, że można - za zamach na ich wolność.

Nie jestem osobą, która siada do stołu z mięsożercą i zaczyna rozmowę o obrzydliwości jego posiłku ( tak szczerze, to chyba, oprócz ojca, po prostu nie jadam z mięsożercami, jakoś tak się składa, że prawie brak ich w moim otoczeniu). Nie oblewam nikogo farbą i nie truję dupy o każdy drobiazg. Cierpliwie i z uśmiechem staram się odpowiadać na pytania, które słyszałam tysiące razy, typu Co jest złego w jedzeniu jajek? Ale buty masz ze skóry? To co ty właściwie jesz?
Ok, mają prawo nie wiedzieć, zdziwić się, pierwszy raz się zetknąć z takimi koncepcjami. Jeśli ktoś chce posłuchać i podyskutować, a nie atakować na oślep, będę rozmawiała i odpowiadała na najdziwniejsze pytania, bo weganizm nie jest lifestyle'm, nie jest moją prywatną sprawą tylko, ale informacją do niesienia.
Nie mogę jednak ścierpieć płytkiej ironii i szukania dziur w moim pancerzu konsekwencji. Ludzie, którzy w danej sprawie nie robią NIC, dążą do pokazania mi, jak bardzo to, co robię nie ma sensu, jak to jedna osoba nic nie zmieni ( jaka jedna? na świecie są miliony wegan), i próbują podgryźć to z jednej, to z drugiej strony, a to o buty, a to o konsumpcję, a to o codzienne wybory, których dokonuję. Wiele razy prowadziłam podobne dialogi - No, ale na pewno nosisz buty ze skóry? Nie? A wiesz, że plastikowe rozkładają się dłużej? (tak, bo buty skórzane są jak wiadomo pozbawione całkowicie plastikowych elementów, rozkładają się niemalże w szafie!. Ale pewnie czasem zjesz coś niewegańskiego, np. na święta? A co twoi rodzice na to? A nie myślisz, że komuś robisz przykrość nie jedząc tego, co przygotował?

I tak dalej. Niektóre pytania z ciekawości, dobrej woli, zainteresowania - inne ze złośliwości, chęci ośmieszenia tej, co poświęca czas na bzdury, zamiast zająć się życiem. Tej, co nie potrzebuje telewizji, eleganckich knajp, siłowni, samochodu, tej, która świadomie mało pracuje, by mieć czas na aktywizm, tej, która bierze używane buty od znajomych i kupuje ciuchy tylko w lumpeksach, tej, która je warzywa ze śmietników supermarketów, której ideał spędzania wolnego czasu to weekend na skłocie, która nie pragnie tak wielu rzeczy, których inni pragną.

Zdziwienie - że nie zjem tego czy tego, choć na opakowaniu nie ma składu, więc przecież możesz, że nie olewam pomniejszych składników żywieniowych i tropię je na etykietach, że sobie nie odpuszczam. Że piętnuję picie i palenie fajek, bo to akcyza i testy na zwierzętach. Że nie kupię niewegańskiego kosmetyku, chociaż tani i ładny.

Nie czuję się lepsza, poczucie jakiejś wyższości moralnej nie jest w moim spectrum, nie o to w tym chodzi. W pancerzu konsekwencji każdego z nas są dziury, nie ma możliwości bycia 100% weganinem/weganką - bo przecież kleje, opony, klisze, niedługo ma być wprowadzony plastik z ptasich piór...Ale moim celem jest świadome niekorzystanie z eksploatacji zwierząt, nawet za cenę mojej wygody i czasu. To bardzo wygodne uznać, że tak już musi być. Ale to niewielki problem oddać część swoich ludzkich przywilejów i traktować pewne pokarmy, sprzęty, zachowania jakby ich nie było. Kwestia decyzji. I konsekwencji. Każdego dnia.

środa, 12 października 2011

placki warzywne, zupa jesienna kremowa

Dziś trzy szybkie potrawy z ostatnich zimnych dni. Na jesieni do mojej kuchni wracają warzywa korzeniowe, które są w Polsce zawsze tanie i wszędzie ich pełno. Niestety, owoce się kończą ( z wyjątkiem jabłek i gruszek), a pomidory i inne letnie cuda zaczęły niebezpiecznie drożeć.
Ale taka sezonowośc ma swój urok. Dobieranie potraw do potrzeb organizmu związanych z porami roku to jest to! No i ważny jest dla mnie czynnik lokalności - najlepiej jeść to, co rośnie w naszym klimacie i bez problemu możemy to kupić, wspierając lokalne rolnictwo. Mam mieszane uczucia co do bananów, avocado, ananasów, mimo że czasem je jem - ale nie latem!

Kremowa zupa jesienna

Miksowanie zup nic im nie daje pod względem odżywczym, ale osobiście sto razy wolę jeść gęstą, aromatyczną, gorącą zupę, niż cienki rosołem z pływającym z rzadka warzywem, więc - jeśli się da, miksuję i tym samym zagęszczam. Niby to samo, a inaczej...

2 marchewki
1/2 dużego selera
1 cebula
10 dag pieczarek
2 duże ziemniaki




Całą ekipę, oprócz pieczarek, podsmażamy w garnku na oleju. Po kilku minutach wlewamy wodę i gotujemy do miękkości warzyw. Ilośc wody zależy od tego, jak gęstą chcemy mieć tę zupę, można zawsze jej dolać, gdy produkt finalny okaże się taki, że łyżka stoi...


Miksujemy, garnek wraca na gaz i doprawiamy - solą, czarnym pieprzem, tymiankiem, cząbrem, wędzoną papryką. Oddzielnie podsmażamy pokrojone w talarki pieczarki i dekorujemy nimi zupę. Kto lubi zapychacze, może jeszcze trzasnąć czosnkowe grzanki...

Placki warzywne

To przepis z zina "Let's taste a revolution" - jeśli nie znacie, to polecam! Uległ w moich rękach pewnym modyfikacjom, bo szpinak zastąpiłam groszkiem ( nie ma już świeżego), a zamiast sosu słonecznikowego zrobiłam swój żelazny sezamowy.



3 szklanki mąki
1,5 szkl. wody lub mleka roślinnego niesłodzonego
pół puszki groszku
2 pomidory drobno pokrojone
1 duża cebula drobno pokrojona
sól, pieprz, zioła

Ciasto ma być gęste. Smażamy na oleju na chrupko i złoto. Z tej porcji wychodzi ok. 10-12 dużych placków.

Na koniec dziesiejsze danie pseudomeksykańskie - kasza kukurydziana na słono i gęsto plus sos z pomidorów, pieczarek, fasoli, kukurydzy i sambal oelek. Pyszne i zapycha.



Wczoraj stworzyłam też twarożek koperkowy z nerkowców, a w lodówce mrozi się blok czekoladowy na mleku kokosowym - ale o tym następnym razem...

niedziela, 9 października 2011

październik miesiącem zimna

Znowu jestem tu, choć ostatnio nomadycznie trochę - a to Poznań, a to Warmia, a to miasto, które tuż o krok, i nie chce się z niego po nocy wracać na wieś...Tam, gdzie jestem, gotuję. Nie jest dla mnie problemem rozłożyć się z reobieniem obiadu czy ciasta u kogoś.
Przy nowej płycie Karoshi popijam gorzką kawę i zamieszczam wreszcie zdjęcia z ostatnich dni.


Makaron z granulatem sojowym, bobem, pieczarkami i pomidorami.



A oto jedno z dań, którym przywitała nas mama, kiedy w zimny piątek przyjechałyśmy w odwiedziny. Zapiekany w specjalnym kokilkach kalafior w sosem pomidorowym plus parówka sojowa.


jesień, jesień...
I coś szybkiego na sobotę - kolanka z cukinią, oliwkami i smażoną parówką, z odrobiną rozpuszczonych drożdży. Smaczne, tłuste, w sam raz do herbaty.







Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...