poniedziałek, 29 listopada 2010

banana bread na pocieszenie

Czuję się bardzo słabo, bo dopadły mnie niestety comiesięczne kobiece przypadłości (niech żyją eufemizmy!), jestem więc obolała, zniechęcona i trochę marudna. Kiepsko spałam, próbując zapanować nad bólami brzucha (nie dało się, od wczoraj pożarłam pięć apapów), a po śniadaniu, na które złożyły się kanapki z avocado i chili, postanowiłam upiec sobie na pocieszenie wielkie ciasto bananowe.



Skorzystałam z przepisu z bloga WEGANIE (http://weganie.blogspot.com), choć moja wersja jest uboższa - nie dałam rodzynek ( nie przepadam), ani skórki cytrynowej (nie miałam), a brak syropu z agawy złagodziłam czterema łychami brązowego cukru.



Oto ono - pyszne, lekkie, słodkie ciasto, jedzone na ciepło łyżeczką. Położyłam na nim trochę śmietany kokosowej, która szybko się rpzuściła, nadając całości charakteru.

xxx

Nadchodzi zima, zima, zima. Dziś -3 i podobno ma padać cały dzień. Na dzień dobry na balkonie zamarzły mi w dziwne kształty prześcieradła, które bardzo inteligentnie wywiesiłam tam z rana, zamiast ograniczyć się do łazienkowych sznurków.
Nie mam odwagi wychylić się na zewnątrz, choć potrzebuję paru rzeczy,i, niestety, więcej środków przeciwbólowych...

niedziela, 28 listopada 2010

vegan buddy, pasztet grochowo-pomidorowy i ryba z selera

Z prawdziwą przyjemnością informuję tych, którzy jeszcze nie wiedzą, o powstaniu polskiej strony projektu VEGAN BUDDY - http://veganbuddy.pl

W skrócie : to strona zrzeszająca wegan z jakimś już stażem bycia na tej diecie, jak i wegan potencjalnych, którzy dopiero szukają informacji na temat tego stylu życia i odżywiania się. Wiele osób uważa dietę wegańską za trudną, a prodkuty za mało dostępne, wobec czego wielu aspirujących wegan wykrusza się już na początku drogi, często z powodu braku pomocy i odpowiedniego pokierowania, ponieważ nie mają obok siebie nikogo, kto odpowie na pytania "co jeść?", "czy to na pewno jest wegańskie?" i kto mógłby wesprzeć w chwili zwątpienia. Niełatwo być jedynym weganinem/weganką w mieście czy w kręgu znajomych. VEGAN BUDDY ma na to odpowiedź - pomaga znaleźć przyjaciół i doradców z naszego miasta dzięki internetowi.
Sama wiem dobrze, że początki są trudne, mam za sobą jedną nieudaną próbę (sprzed lat) zostania weganką, gdy wytrwałam...tydzień. Nie potrafiłam jeszcze zbyt dobrze gotować, uważałam, że wszystkie produkty trzeba kupować w eko sklepach...i nikt z moich znajomych nie był na wegańskiej diecie. Potem przez wiele lat byłam "tylko" wegetarianką, mimo że dobrze wiedziałam, że nie jest to ideał diety. Dziś wiem, że decyzję o przejściu na weganizm mogłam podjąć dużo wcześniej - ale trwam w nim również dzięki ludziom, którzy jedzą tak samo.
Kiedy tak teraz piszę i zastanawiam się, to wychodzi mi, że prawie wszyscy moi bliscy znajomi są weganami...

A teraz cuda z ostatnich dni. Oto przepyszny pasztet grochowo-pomidorowy.





Szklanka grochu połówki
1 czerwona cebula
pestki słonecznika i sezam
olej
150g przecieru pomidorowego lub koncentratu
sól, pieprzy, ostra papryka, majeranek
bułka tarta

Groch namoczyć na noc ( ok. 6 godzin). Ugotować do miękkości. Na patelni podsmażyć drobno pokrojoną czerwoną cebulę. Podprażyć sezam i pestki. Zmiksować ugotowany groch, dodać przecier, cebulę i resztę, doprawić, zagęścić bułką tartą.
Piec 50-60 minut w okrągłej tortownicy, kroić jak ciasto.

To białe to sos chrzanowy - dwie łyżeczki chrzanu ( sprawdźcie, czy nie zawiera mleka w proszku lub śmietany!) zmieszałam z trzema łyżeczkami wegańskiego majonezu. Wyszedł cudnie.

Znana już ryba z selera plus frytki-samoróbki i brokuły w sosie pomidorowym.



Zachęcam do zostania vegan buddy lub skorzystaniu z wegańskiej pomocy!

wtorek, 23 listopada 2010

wegańska chińszczyzna i tofucznik warstwowy

Dziś ekskluzywne wypasy, czyli, po pierwsze, wegańskie danie chińskie.

Lubię kuchnię chińską, choć niewiele o niej wiem i chciałabym poznać ją bardziej, najlepiej wybierając się do Azji osobiście. Na razie pozostają mi własne wariacje, bo niestety w chińskich knajpach w moim mieście raczej nie da się zjeść niczego wegańskiego.



marchew, czerwona cebula, brokuły, kukurydza, osobno obsmażone tofu, sos sojowy, imbir, przyprawa pięć smaków.
Ugotowałam biały ryż bez soli. Zrobiłam też sos arachidowy na ostro.

Tofucznik ("sernik") warstwowy

Trochę z nim roboty, ale wychodzi bardzo delikatny i smaczny.

kostka tofu 300g
1 gorzka czekolada
5 łyżek masła orzechowego
sok z 1 cytryny
mała puszka brzoskwiń
zapach jaki chcemy ( kupiłam specjalny do sernika)
2x1/2 szkl. brązowego cukru
mleko roślinne
kilka łyżek mąki kukurydzianej

Zrobić spód jak do tarty (jeśli nie macie własnego sposobu, to mój przepis jest w poście nt. tarty dyniowej), schłodzić.
Przygotować dwie miski. Tofu podzielić na pół. Jedną połowę rozdrobnić, zmiksować z cukrem, mlekiem, sokiem z cytryny, 2 łyżkami mąki kuku i rozpuszczoną czekoladą. Dodać pokrojone drobno brzoskwinie i zapach, odstawić.
Z drugą połową postąpić tak samo minus czekolada i zapach, plus mało orzechowe.

Na spód wyłożyć najpierw masę czekoladową, potem orzechową. Piec 45-55 minut.



Na zdjęciu nie widać jeszcze warstw, bo fotografowałam gorące, nieuleżane jeszcze ciasto, ale zapewniam, że potem były widoczne. Warstwa orzechowa jest węższa. Gościom bardzo smakowało.

piątek, 19 listopada 2010

hummus, oliwki, hummus, oliwki...i ciasto bez pieczenia

Hummus z ciecierzycy jest najlepszym na świecie smarowidłem do pieczywa, i koniec, kropka, żadne tam pasty warzywne, paprykarze i wędliny sojowe, a nawet wegański ser nie wymiata tak jak skromny żółty hummus, odpowiednio doprawiony oliwą, solą, papryką i ewentualnie natką.



puszka cieciorki
oliwa
szczypta lub więcej soli ( osobiście nie lubię zbyt słonego hummusu)
czosnek granulowany lub dwa zęby świeżego
1/4 natki pietruszki
szczypta ostrej papryki

Zmiksować. Jeść na tostach z oliwkami i sambal oelek, lub wypełnić hummusem podgrzaną pittę i dodać świeże warzywa.



Na wieczorne spotkanie mojego feministycznego kolektywu robię ciasto bez pieczenia, znane też jako 'chocoloco" bądź "wegańska stefanka".

paczka wiatraczków firmy San
1 szkl. kaszy manny
paczka daktyli
1-2 szkl. mleka roślinnego
paczka wiórek koko (100g)
ew. kakao, jeśli chcemy by krem był ciemny
1 tabliczka gorzkiej czekolady (od niedawna Wedel nie ma już "śladowych ilości")
zapach rumowy (lub jaki chcecie)

daktyle zagotować w połowie mleka, gdy trochę się rozciapciają zmiskować je na masę. wstawić z powrotem na gaz, dodać mannę - masa błyskawicznie zgęstnieje, trzeba cały czas mieszać, bo szybko się przypala. Dodać wiórki i kakao oraz zapach, energicznie wymieszać.
Formę lub naczynie wyłożyć wiatraczkami ( można całymi, można pokruszyć) i zalać masą. Wyrównać wierzch i ułożyć na nim kolejne wiatraczki. Ostudzić. Dekorować rozpuszczoną czekoladą i wiórkami. Wstawić na kilka godzin do lodówki.



Moje ciasto jeszcze przed zaaplikowaniem czekolady. Masa wyszła pyszna, w ogóle nie smakuje kaszą manną, to raczej kokosowo-daktylowy krem.

Dziś na obiad chińszczyzna mojego własnego pomysłu, jutro tofucznik trójwarstwowy, so stay tuned!

niedziela, 14 listopada 2010

owsianka, apple crumble i znów zupa. witariański sklep w Polsce!

Nie dalej jak tydzień temu napisała do mnie czytelniczka z pytaniem, czy znam jakiś polski sklep sprzedający raw food. Zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że niestety nie i że surowa dieta jest na tyle mało rozpowszechniona w naszym kraju (weganizm jest dziwactwem, a co dopiero witarianizm!), iż wątpię w istnienie i powodzenie takiego przedsięwzięcia na tym etapie.

Okazało się, że nie miałam racji! Natrafiłam dziś na www.rawfoods.pl, czyli sklep od początku do końca witariński, sprzedający nie tylko kiełki i suszone owoce, ale także surowe czekolady, surowe masła z ziaren i orzechów, napoje, a nawet...surowe kosmetyki! Nic jeszcze nie zamówiłam, ale na pewno zdam wam szczegółową relację, gdy to zrobię.
Czytający tego bloga od początku wiedzą, że każdego roku robię sobie kilka dni/tydzień na surowej diecie. W 2009 nie wyszło to specjalnie dobrze, było zbyt zimno i przerwałam eksperyment, ale w tym roku nie odpuszczę.

xxx

Tymczasem jednak listopadowa pogoda skłania mnie raczej do gotowania i jedzenia mnóstwa ciepłych, sycących, dobrze przyprawionych posiłków - gęstych zup, warzywnych zapiekanek, ziemniaków, placków. Nie ma też dnia bez czegoś słodkiego.

"Owsianka" jęczmienna

Oto pierwsza propozycja na jesienne śniadanie. Słowo owsianka wzięłam w cudzysłów, bo nie ma słowa "jęczmienianka", a to danie robi się z płatków jęczmiennych. Owsiane są bardzo zdrowe, zawierają żelazo i są idealnym śniadaniem, ale pamiętajcie też o jęczmiennych, orkiszowych i innych płatkach zbóż!



szklanka mleka roślinnego
1 banan
5-10 łyżek płatków jęczmiennych
ew. łyżka trzcinowego cukru ( nie trzeba jeśli banan jest słodki)
mozna dodać rodzynki i wiórki koko

Zagotować mleko z płatkami, dodać rozdrobnionego banana i rodzynki, często mieszać, aż do zgęstnienia i zupełnego rozpadniecia się banana.
Jadłam z domowym dżemem z czarnej porzeczki, można też dodać masła orzechowego.



Stały zimowy punkt programu, czyli zupa. Brokułowa jest zresztą dobra na każdą porę roku, jem ją zarówno latem ( wtedy robię bardzo lekką, po prostu zmiksowane na krem brokuły), jak i teraz, dodając ziemniaki, marchew, koperek, olej...

I apple crumble, absolutny hit deserowy mojego życia, bomba kaloryczna, eksplozja smaku, deser, którego nie sposób nie lubić. Zawiera to, co najlepsze na świecie - jabłka z cynamonem i cukrem, kruszonkę, masło orzechowe i śmietanę kokosową. Zapieka się go krótko w naczyniu żaroodpornym i je na gorąco, koniecznie łyżeczką z okrągłej miski. Poprawi humor każdemu! I nie da się zmęczyć na raz więcej, niż jednej miseczki...



ps Jeszcze cos a propos czwartkowej blokady marszu neofaszystów w Warszawie - FASZYZM NIE PRZEJDZIE! Za rok nie przejdą nawet tych paru metrów...byłam, blokowałam, oberwałam, zmęczyłam się, ale wierzę głęboko w sens takich akcji.

niedziela, 7 listopada 2010

zupka chińska

Oczywiście nie jadam typowych zupek chińskich, przeładowanych glutaminianem sodu i inozynianem, który nie jest nawet wegański. Czasem podczas zakupów zaglądam do koszyków ludziom, albo patrzę, co wykładają na taśmę przy kasie, i przeraża mnie, jak wiele osób kupuje takie zupki albo zupy w proszku firmy Knorr czy innego potentata spożywczego, którego wyroby nawet nie leżały przy prawdziwych warzywach. Tak, zupki chińskie są pewnie tanie (ok. 1 zł na porcję), ale, po pierwsze, skrajnie niezdrowe, po drugie nie mają prawie żadnej wartości odżywczej, a po trzecie i ostatnie - za 1 zł mogę nagotować gar zupy warzywnej dla całej rodziny, zrobiony z tanich warzyw prosto z targu.
Jedyne, co pewnie przemawia na korzyść takich zupek to szybkość przygotowania - zalewamy wodą i jest. Ale zupę własnego wyrobu można zamrozić i w kolejne dni odgrzewać, co też zajmie tylko kilka minut...

Syf z kolorowego opakowania nie ma nic wspólnego z "chińszczyzną", ale prawdziwe chińskie zupy istnieją! Oto moja wariacja.

ZUPA CHIŃSKA

dwie garście zielonej fasolki ( zamroziłam latem i teraz jak znalazł)
2 marchewki
5 dużych pieczarek
sos sojowy
imbir, chili
100 g tofu
1 cebula

Marchew i cebulę podsmażamy pokrojone na oleju. Dodajemy fasolkę i posiekane pieczarki, dolewamy k. 0,75 litra wody, dosypujemy imbiru i chili. Gotujemy do miękkości warzyw.
Tofu kroimy w kostki i obsmażamy na złoto i chrupiąco na patelni. Pod koniec gotowania dodajemy je do zupy, doprawiamy całość sosem sojowym.

wtorek, 2 listopada 2010

miliony dobrych posiłków i akcja Empatii

Jak możecie wywnioskować z banera wklejonego na mojej stronie, postanowiłam przyłączyć się do akcji Empatii "Weganizm - spróbujesz?". Akcja ta ma na celu promowanie diety wegańskiej poprzez pokazywanie wegańskich blogów. Wspieram ją z całych sił, ponieważ zakładając bloga stawiałam sobie za cel promowanie przede wszystkim weganizmu, jako diety zdrowej, kompletnej i pozbawionej cierpienia. Dziękuję za zaproszenie!

Nazbierało mi się mnóstwo zdjęć na dysku - zupy, dania główne, ciasta...sukcesywnie zamieszczę, co się da, a tymczasem zaczynam od zupy z czerwonej soczewicy ( przepis pojawił się już na tym blogu).



Ciasto zebra - mało skomplikowane, choć trzeba rozmieszać dwa ciasta w dwóch miskach, ale szybkie i pyszne.



Śniadanie z zeszłego tygodnia - znów pieczywo, ale tym razem z ziarnami. Bułki wypełniłam czerwoną fasolą i pastą z czerwonej papryki, pokroiłam pomidory i avocado, posypałam chili...do tego sojowe cappuccino. ekstaza.



Zupa z cukini
to bardzo prosta sprawa. Podsmażamy cebulę i pokrojoną cukinię oraz suszoną papryczkę chili. Dolewamy wody, gotujemy 20-30 minut, blendujemy. Podsmażamy na suchej patelni razowe grzanki. Ostrzegam, jest bardzo ostra!



Kapusta z grochem to wigilijna potrawa charakterystyczna dla południowego regionu Polski. Nie pochodzę stamtąd, ale parę ładnych lat mieszkałam na południu i bywałam na wigiliach, więc poznałam i polubiłam taką kapustę, zupełnie inną od "naszej" kwaśnej z grzybami. Robi się ją bardzo prosto - gotujemy groch połówki, oddzielnie gotujemy lub podsmażamy kiszoną kapustę, wszystko mieszamy, solimy i gotujemy razem. Podałam ją z tłustymi grzankami usmażonymi na oleju, z przyprawą "diabelska posypka".



1 listopada był Światowy Dzień Weganizmu, a dzień wcześniej Dzień Wszystkich Zjedzonych. Razem z mamą zapaliłyśmy znicz na symbolicznym grobie wszystkich zwierząt, które towarzyszyły nam przez kilkadziesiąt lat i już, niestety, nie ma ich wśród nas, oraz znicz dla wszystkich zwierząt, które zostały w życiu przez nas zjedzone ( niestety mało kto jest weganinem/weganką od urodzenia, pewnych rzeczy nie da się już cofnąć...).
Przez trzy dni pobytu w domu dużo gotowałam, po pierwsze dlatego, że to po prostu lubię, odpręża mnie to i uszczęśliwia, po drugie, by kontynuować zaznajamianie rodziny z dietą pozbawioną nabiału.
Jeden z tych obiadów to kotleciki z grochu i czerwonej soczewicy, frytki, duszone grzyby, sałatka ( kapusta pekińska + prażony słonecznik + czerwona papryka + ogórek kiszony) i żurawina.



Pyszny okazalo się Pissaladiere, za którą to wyszukaną francuską nazwą kryje się cienki drożdżowy placek z karmelizowaną cebulą, oliwkami i czosnkiem. Inspirację zaczerpnęłam z bloga WHITE PLATE, wymieniłam tylko czarne oliwki na zielone.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...