sobota, 27 marca 2010

marcowe posiłki

Odpuściłam sobie strasznie tego bloga, przepraszam. Mam ciężki okres w życiu, na szczęście zaczyna się wiosna, jest wiele planów i rzeczy do zrealizowania.

Kotlety z chleba, drożdży i pieczarek, majonez sojowy, oliwki, ogórek.

Ziemniaki na parze i wegański sos serowy.

Żurek śląski z pieczarkami i ziemniakami - pyszny, muszę zrobić znowu.

Naleśniki z nadzieniem meksykańskim.

Sernik z tofu ( zwany też tofucznikiem) z morelami i kruszonką.

piątek, 12 marca 2010

zimny marzec i normalne posiłki

Normalne, czyli nareszcie nie surowe...Następnym razem muszę podejść do tematu surowej diety bardziej kompleksowo i na pewno wybrać odpowiedni moment.
Na razie, narzekając na mroźną wiosnę i ohydne przeziębienie, wracam radośnie do wegańskiego gotowania, które obecnie wydaje mi się szczytem wyrafinowania i daje nieograniczone możliwości.

Znana już z bloga "ryba z selera" - udoskonalona, bo z przyprawą do ryb, obtoczona dodatkowo w mące kukurydzianej. Do tego brązowy ryż, buraczki i ogórek.

Dzisiaj na śniadanie była tofucznica z pieczarkami plus dwie kromki pełnoziarnistego chleba podpieczone w tosterze.

Zaczyna się weekend, więc planuję mnóstwo czasu spędzić w kuchni, co może się udać, zwłaszcza że jestem chora i nie zamierzam miotać się po mieście. Oby udało mi się zrealizować choć połowę zamierzeń...

poniedziałek, 8 marca 2010

witarianizm mi nie wyszedł

Trzeciego dnia diety ból głowy zaczął powoli ustępować, ale spadł śnieg i pojawił się mróz. Bardzo pragnęłam napić się czegokolwiek gorącego i zjeść coś mającego inną, niż płynna konsystencję.

Wytrzymałam cały dzień na oliwkach i gazpacho, ale wieczorem wypiłam herbatę i upiekłam oliwkowe bułeczki. Dieta została przerwana i nie miałam siły jej kontynuować.
Trudno odżywiać się w ten sposób zimą, bo organizm prosił o nieco inne rzeczy, niż te, których mu dostarczałam. Poza tym byłam zabiegana w związku z organizacją manify, a trudno biegać ze spotkania na spotkanie prawie nie jedząc.
Gazpacho

1 czerwona papryka
pół czerwonej cebuli
woda
pomidorki koktajlowe
perstki dyni
sól

Wszystko zmiksować, posypać pestkami.

wtorek, 2 marca 2010

surowa dieta - dzień drugi

Ból głowy stał się uporczywy i naprawdę paskudny, czuję go nawet przez sen. Nie wiem czy to mój organizm w taki sposób pozbywa się toksyn, czy to wpływ pogody albo jakiejś choroby, która podstępnie rozwija się w moim ciele.
Rok temu nie miałam takich objawów, byłam po prostu głodna - teraz jestem słaba i obolała. Ale może tak musi być na początku? A może za mało jem?

Moje dziesiejsze surowe śniadanie to owsianka bananowa z bakaliami

nazwałam ją tak z wygody - nie zawiera oczywiście płatków owsianych. skład to dwa dojrzałe banany, 1 jabłko, cynamon, wiórki kokosowe, len mielony i pokrojone migdały w skórkach.
Jest naprawdę pyszna i słodka, a cała ta słodycz pochodzi z owoców. Myślę, że będą ją jeść również po zakończeniu tygodnia witariańskiego.

Pinacolada

sok z jednego kokosa ( dziurki zrobiłam korkociągiem)
połowa świeżego ananasa
woda niegazowana

Wiew, może to i surowe, ale na pewno mało lokalne - ananas był z Kostaryki, a kokos pewnie też z bardzo daleka. Jednak uwielbiam pinacoladę i od czasu do czasu muszę ją sobie zrobić. Ta wyszła smaczna, choć lepsza jest na mleku sojowym i dosłodzona.


I obiad

Rzodkiewki, oliwki, wczorajsza kontrowersyjna pasta z suszonych pomidorów ( postanowiłam ją dokończyć) i zielona sałata z dymką i makowo-migdałowym surowym sosem.

1 filiżanka migdałów
1/4 filiżanki oleju
1/2 szklanki wody
sok z połowy cytryny
szczypta soli
2 łyżeczki maku

Zmiksować wszystko, dodać mak. Można przechowywać przez tydzień w zamkniętym słoiku w lodówce.

Na dziś planowana jest jeszcze sałatka owocowa. Poza tym jem migdały, daktyle, surowe jabłka i piję dużo wody.

poniedziałek, 1 marca 2010

surowa dieta - dzień pierwszy

Pierwszy dzień na surowych warzywach i owocach dobiega końca. Czuję się normalnie, choć lekko boli mnie głowa - ale może być to równie dobrze wynik porannego spaceru w zacinającym deszczu.

Zrobiłam kilka smacznych potraw, jadłam do oporu i czuję się raczej najedzona. Nawiedzają mnie obsesyjne, pornograficzne wręcz myśli na temat frytek, chipsów i czekolady, ale jestem twarda.

Śniadanie - mandarynka i koktajl bananowo-wiśniowy ( oczywiście z wodą, nie z mlekiem sojowym).

Mrożone wiśnie, jeden banan, kilka łyżek niegazowanej wody, zero cukru. yum yum.

Witariański obiad - sałatka ( kapusta pekińska, oliwki, pomidorki koktajlowe, oliwki, ogórek kiszony, pestki dyni, zioła, olej), zupa cucado, sok jednodniowy z marchwi ( specjalnie sprawdzałam - jest napisane, że jest surowy i niepasteryzowany).

Zupa cucado - najlepsza surowa zupa jaką jadłam

2 ogórki
2 miękkie avocado
sok z cytryny
woda niegazowana
pomidory do dekoracji
sól
koperek

Ogórki obrać i pokroić, avocado wydrążyć, wszystko zmiksować z odrobiną wody i soku z cytryny( ale z niedużą ilością - zupa ma być gęsta), dosolić, udekorować kawałkami pomidorków. Posypać koperkiem.
Brzydka, ale smaczna pasta z suszonych pomidorów i słonecznika

1 filiżanka słonecznika
1/3 filiżanki suszonych na słońcu pomidorów
2 łyżki wody
sok z cytryny
bazylia, sól
olej
1 ząbek czosnku
pół czerwonej cebuli

Słonecznik i suszone pomidory ( to mają być takie suche, a nie ze słoika z zalewy) namoczyć ( oddzielnie) na 1-2 h. Zmiksować z 2 łyżkami wody, sokiem i olejem. Dorzucić posiekaną cebulę i czosnek, dosolić, dodać ziół.

Pasta jest pyszna - szkoda, że nie mam dehydratora i nie mogę zrobić sobie do niej jakiegoś witariańskiego chleba, ale jedzona łyżką wprost z miski też smakuje cudownie.

Poza tym jadłam dziś suszone daktyle i banany, piłam tylko wodę.

Przepisy pochodzą z różnych anglojęzycznych serwisów witariańskich.

Co myślicie o jedzeniu oliwek, ogórków kiszonych i suszonych owoców? Można czy nie? W końcu chodzi o nieprzetworzoną żywność, a one jakimś procesom były poddawane...Ale w niektórych witariańskich przepisach widziałam np. kapustę kiszoną.
A więc dylemat.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...