czwartek, 30 grudnia 2010

another dinner is possible

Wreszcie czas na obiecany post o części świątecznych prezentów.
Mimo mojego antykonsumpcyjnego stosunku do rzeczywistości, przyznaję, że lubię zarówno dawać, jak i dostawać przedmioty. Jednak nie miliony rzeczy, byle było dużo, byle się świeciło i bogato wyglądało, nie. Tylko nie to. Lubię myśleć, co sprawi moim bliskim przyjemność, podpytywać, planować. Lubię też robić część rzeczy sama - w tym roku były to własnoręcznie wykonane kartki świąteczne (dla rodziców z motywem religijnym, dla siostry po prostu zimowym), nad którymi spędziłam miły, relaksujący wieczór przy muzyce.

Dostaję zazwyczaj mnóstwo kuchennych przyrządów. W tym roku ten temat obrodził wyjątkowo, dostałam trzy formy do ciast o róznych kształtach, jedną formę silikonową, rękawicę kuchenną, szklaną deskę do krojenia, kokilki do zapiekania (będą idealne do apple crumble) oraz rzeczy, które chcę wam dziś pokazać.



Wegańska książka kucharska "Another dinner is possible" - świetna rzecz. Bez zdjęć, wydana ekologicznie i skromnie, bo oprócz pięknej okładki jest po prostu czarno-biała. Ma fajny patent - jest w formie kołonotatnika, kartki wpięte są w drut, dzięki czemu łatwo przewraca się strony. Wszystkie ksiązki kucharskie powinny być tak wydrukowane - ileż to razy książka nie chciała mi ładnie leżeć na stole, otwarta na stronie z przepisem, a ja miałam ręce w mące, cieście, masie na kotlety, niepotrzebne skreślić, i brakowało mi czwartej ręki, by ją przytrzymywać!

Oprócz mnóstwa ciekawych przepisów (naprawdę świetnych, zwłaszcza sekscja "sweet stuff" jest rozbudowana) ksiązka zawiera też artykuły dotyczące ekologicznego stylu życia, jak i wiele praktycznych rad (np. czym zastąpic jajka w ciastach, jak gotować dla 20,30 czy 100 osób, a nawet jak pedzić własne piwa).

Obok książki na zdjęciu znajdują się wegańskie czekolady do picia, rodem z Amsterdamu. Dostałam trzy puszki - o smaku pomarańczowym, migdałowym i cynamonowo-kardamonowym. Niebo w gębie, zalewam gorącym mlekiem sojowym i mam pyszną, pachnącą czekoladę, dużo smaczniejszą, niż zwykłe kakao na mleku krowim.

sobota, 25 grudnia 2010

świąteczny czas i stół

Dziś jest taki dzień, kiedy właściwie nic nie trzeba robić. Według staropolskiej tradycji 25go grudnia nie powinno się w ogóle opuszczać obejścia, aby coś złego nie wślizgnęło się do domostwa...więc nie opuszczam, planuję za to gry planszowe, państwa-miasta, gorącą czekoladę, czytanie nowych książkowych nabytków ( ach, Zadie Smith i Paul Theroux), rozmowy...



Mój wigilijny talerz - panierowane boczniaki, groch z kapustą, sos żurawinowy, smażone pierogi z kapustą i grzybami, chrzan.



Ciasteczka waniliowo-żurawinowe z migdałami, cudne, kruche, o naprawdę maślanym smaku.



Cytrynowy tofucznik z brzoskwiniami i rodzynkami oraz piegus z kremem i czekoladą.

A teraz lenistwo i poczucie, że wszystko jest, nigdzie nie jadę, nie piekę, nie gotuję, mogę ewentualnie zalać czekoladę gorącym mlekiem albo ukroić sobie kawałek delikatnego ciasta...



...kto mnie znajdzie na tym zdjęciu?

piątek, 24 grudnia 2010

świąteczne ślimaki cynamonowe kanebullar

Od zawsze chciałam upiec szwedzkie ślimaki kanebullar, znane na anglojęzycznych blogach jako vegan cinammon rolls.



Ciasto drożdżowe

mąka
mleko sojowe
olej
cukier
kostka drożdży

Zagnieść 10 minut, odstawić do wyrośnięcia na 1-2h.

Rozwałkować na prostokąt. Wypełnić nadzieniem, zwinąc w rulon, po czym kroić na 2,5 centymetrowe kawałki.

Nadzienie

2 szklanki orzechów włoskich
pół szklanki brązowego cukru
kilka łyżek oleju
cynamon
gałka muszkatołowa

Surowe ślimaki ułożyć w odstępach na wyłożonej papierem blasze i dać im wyrosnąć, aż zaczną się stykać - około 20-30 minut. Polać każdy olejem i piec na jasnozłoty kolor.



Lukier

2 łyżki mleka sojowego
2 łyżki wegańskiej margaryny
szklanka cukru pudru
cukier waniliowy

Zmiskować. Polać wystudzone ślimaki.

Są wręcz obłędnie pyszne. Jadłam świeże, tuż po upieczeniu, wraz z filiżanką gorącej czekolady z kardamonem. Nadają się też na śniadanie, do gorzkiej kawy.

czwartek, 23 grudnia 2010

wegańska wigilia - zupa grzybowa, tofu po grecku, groch z kapustą

Pierwsza część wigilii już za mną. Było bardzo miło, dostałam przecudne prezenty, związane z moim największym hobby, czyli gotowaniem. Niedługo pokażę je na blogu, a tymczasem czas na relację z tej kolacji.
Może przepisy jeszcze komuś się przydadzą, w końcu wigilia dopiero jutro.



Tofu po grecku

3 marchwie
2-3 małe cebule
koncentrat pomidorowy plus łyżka octu
sól
olej
kostka tofu
mąka i bułka tarta
woda

Marchew zetrzeć na tarce, na grubych oczkach. Cebulę drobno pokroić i poddusić na oleju wraz z marchwią. Zestawić z ognia, dodać koncentrat (4-5 łyżeczek) i ocet, jeśli za kwaśne łyżkę cukru.
Moja mama zamiast koncentratu, octu i cukru daje do tej potrawy od razu ketchup, który zawiera wszystkie te składniki - ale oprócz nich zawiera jeszcze wiele innych, np. konserwanty takie jak dictan sodu, więc nie polecam, lepiej zrobić to krok po kroku.

Tofu pokroić w półplasterki. Z mąki i kilku łyżek wody zrobić gęste jak śmietana ciasto. Moczyć w nim każdy kawałek tofu, obtaczać w bułce tartej, smażyć na złoty kolor.
W szklanej salaterce ułożyć warstwy - marchew z cebulą, tofu, na górze znów marchew.

Uwielbiam tę potrawę, kojarzy mi się z dzieciństwem i wigiliami sprzed lat.



Groch z kapustą

Jedyna potrawa wigilijna, którą jem czasem na co dzień, na zwykły obiad.

200g grochu połówki
300g kiszonej kapusty
olej
sól
pieprz

Groch namoczyć na kilka godzin, ugotować, aż zacznie się rozpadać. Kapustę podsmażyć na oleju. Zmieszać obie rzeczy, doprawić, poddusić razem około 10 minut.



Zupa grzybowa

2 garście suszonych grzybów
woda
sól
oliwa
2 garście makaronu razowego

Grzyby namoczyć na pół godziny we wrzątku. Ugotować przez 30-40 minut, posiekać na paski. Do wywaru dodać wody, doprawić, dolać łyżkę oliwy i wrzucić makaron. Zupa gotuje się ok. 15-20 minut, więc makaron można dodać pod koniec - choć razowy gotuje się dłużej.
Można zabielić mlekiem sojowym lub sojową śmietaną.

Jak widzicie, potrawy, które prezentuję są bardzo proste, więc kilkuskładnikowe, a ich składniki są tanie i dostępne w każdym sklepie. I bardzo dobrze, najlepsze jest to, co proste.



Oto winyl, którego słuchaliśmy przy kolacji.

***

Dziś jestem już w domu rodzinnym i miotam się pomiędzy stołem a piekarnikiem, z którego wyjmuję coraz to nowe wypieki. W tym roku wszystkie ciasta będą wegańskie, więc piekę ich bardzo dużo. Piegus czeka na dekorację kremem, ciasteczka żurawinowe są już gotowe, wypasiony cytrynowy tofucznik stygnie, a my z siostrą wałkujemy ciasto na ślimaki kanebullar.
A potem filiżanka gorącej czekolady i gazeta...

wtorek, 21 grudnia 2010

słone muffiny i nutella z bananów

Chwila oddechu przed gotowaniem na święta, które na pełnym tempie zacznie się jutro i potrwa do piątku. Większość rzeczy już czeka (warzywa, mąki, strączki, kapusta, grzyby, tryliony kostek tofu), więc mogę odprężyć się i zająć ostatnim w tym roku tłumaczeniem, piekąc sobie przy okazji coś dobrego.



Pierwszy raz stworzyłam słone muffiny.

szklanka mąki
1/3 szklanki oleju
zioła prowansalskie
sól
trzy łyżki drobno posiekanych oliwek
3 łyżki koncentratu pomidorowego
łyżeczka proszku do pieczenia
odrobina mleka sojowego
tofu pokrojone w drobną kostkę

Taka porcja ciasta starcza na 8 sztuk. Są przepyszne - to dla mnie naprawdę odkrycie, że takie wypieki mogą też smakować słono. Nie mogłam się powstrzymać i wsunęłam pięć, gdy tylko ostygły.




Nutella z bananów

2 dojrzałe banane ( te z czarnymi kropkami będą pasować jak ulał)
3 łyżki brązowego cukru
kardamon lub cynamon
pół czekolady gorzkiej lub dwie łyżki gorzkiego kakao
sok z połowy cytryny

Banany pokroić, wrzucić do rondelka, poddusić z cukrem i cynamonem. Zmiksować, dodać soku z cytryny i rozpuszczoną czekoladę lub kakao.

Czytałam o tej nutelli ostatnio na kilku blogach i nabrałam wielkiej ochity, by ją wypróbować. Bardzo różni się od klasycznej wegańskiej nutelli z cieciorki, wyraźnie czuć smak bananów, ale jest przepyszna i ma fajną konsystencję.
Jadłam ją z dyniowymi babeczkami, które też upiekłam wczoraj.

poniedziałek, 20 grudnia 2010

wegańska Chanuka i ostatnia zupa dyniowa w tym roku

Wśród moich znajomych wegan jest tradycja wspólnych kolacji czy też obiadów, w każdym razie spotkań towarzyskich, połączonych z konsumpcją wielodaniowych posiłów. Imprezy takie są składkowe - każdy gotuje potrawę w określonej stylistyce, mile widziane są też przebrania.
Ostatnio eksplorujemy kuchnie świata. Była już kolacja japońska, meksykańska, a w tę sobotę w moim domu odbyła się żydowsko-palestyńska.

Byłam odpowiedzialna za część związaną z kuchnią żydowską. Nie tak łatwo znaleźć wegańskie przepisy chanukowe, ale udało mi się zweganizować przepisy wegetariańskie. Zrobiłam siekaną wątróbkę (mock liver) z soczewicy, orzechów i cebuli, zapiekankę pasterską z podsmażanych warzyw i puree ziemniaczanego z groszkiem i rosół grzybowy z kulkami z macy.

Rosół grzybowy z kulkami z macy

2 litry wody
pęczek włoszczyzny
1 duża cebula
garść grzybków suszonych
liść laurowy, ziele angielskie
sos sojowy
pieprz czarny
oliwa

Włoszczyznę oczyścić, pokroić i wrzucić do gara z wodą, liściem i zielem. Zagotować, dodać pokrojoną cebulę i grzyby. Gotować do miękkości warzyw i, co ważniejsze, grzybów, doprawić sosem sojowym i pieprzem, polać oliwą, by wytworzyły się rosołowe "oka".

Kulki z macy

opakowanie macy (nawet udało mi się dostać z certyfikatem koszerności)
kostka tofu 180g
3 łyżki mąki ryżowej
2 łyżki octu
odrobina wody lub mleka soj. (2-3 łyżki)

Macę pokruszyć drobno do miski, dodać rozdrobnione tofu i zmiksować blenderem. Wsypać mąkę, wlać ocet, zmiksować ponownie. Jeśli za gęste, dodać wody lub mleka, ale ma być gęste na tyle, by swobodnie lepić małe kulki.
Po uformowaniu smażyć je na złoto na patelni. Podgrzać rosół, wrzucić kulkę, jeść od razu. Nie gotujcie kulek w rosole, bo rozmiękną i rozpadną się.



Dzięki dodatkowi octu tofu smakuje jak twaróg. Kulki wzbudziły spory entuzjazm i parę osób pytało o przepis, więc zamieszczam tutaj.



A poniżej ostatnia zupa dyniowa w tym roku.

1 kg miąższu dyni
2 marchewki
puszka czerwonej fasoli
4 ziemniaki
sól, pieprz, gałka muszkatołowa, cynamon, oliwa

Ugotować dynię z marchewką i ziemniakami do miękkości, zmiksować. Krem wstawić ponownie na gaz, doprawić i dorzucić fasolę, gotować, aż zmięknie. Zupa powinna być słodkawa i gęsta.



Jeść z ciabattą lub inną świeżą bułką.



Niespieszne przygotowania do świąt - wczoraj ubraliśmy choinkę, zawzięcie targując się o nią na, nomen omen, targu, z panem, który sprzedawał krzywe drzewka w wiaderkach z napisem "śledzie w oleju". Po krótkich namyśle dokupiliśmy wielką donicę i wiadro jest niewidoczne.
Wieczór spędziłam na wyklejaniu kartek świątecznych dla mojej rodziny. Kiepsko z kasą w tym roku, a taki pozytywny dodatek D.I.Y powinien im się spodobać...

czwartek, 16 grudnia 2010

potrawy świąteczne - "kaczka" z jabłkami

"Kaczka" oczywiście w cudzysłowie, bo mięsa tutaj ani grama.
Potrawa jest w stu procentach wegańska, a jednocześnie tłusta, zimowa i przywodząca na myśl tradycyjne polskie świąteczne smaki.

Czemu wegańskie danie ma udawać kaczkę, zapytacie? Otóż nie ma, nie musi. Nie zamierzam wciskać go nikomu twierdząc, że to mięso, skoro jedzenie mięsa uważam za nieetyczne i niezdrowe. To alternatywa dla świątecznej potrawy, podobna smakowo, ale lżejsza, zdrowsza i pozbawiona cierpienia.



"Kaczka" sojowa z jabłkami

4 duże jabłka
opakowanie kotletów sojowych-tekturek
przyprawa do kurczaka Prymat lub Cykoria
ok. 1 kg ziemniaków
opakowanie suszonego majeranku
pieprz, sól lub sos sojowy

Kotlety ugotować w wywarze z przyprawy do kurczaka, pociąć na paski i podsmażyć na oleju. Jabłka obrać i grubo pokroić, poddusić na oleju z dużą ilością majeranku i szklanką wodą, aż się rozpadną i wchłoną większość wody. Oddzielnie ugotować drobno pokrojone ziemniaki.
Zawartość trzech garnków zmieszać, doprawić solą, pieprzem i sosem sojowym, w razie potrzeby dodać jeszcze majeranku, poddusić razem ok. 10 minut dla połączenia smaków, często mieszając.



Danie z typowo brejowatych, ale naprawdę smaczne i sycące.
Osobiście mam już go trochę dość, bo zrobiłam właśnie wielki gar na dziesiejszą wegilię, ale wam polecam, pasuje i do wieczoru wigilijnego, i do świątecznego obiadu.

środa, 15 grudnia 2010

ciasta świąteczne - piegus z kremem waniliowo-kokosowym

Sezon ciast świątecznych otwiera w tym roku piegus z kremem. Baza została zaczerpnięta z przepisu na piegusa, zamieszczonego w świątecznym numerze "Vege" (swoją drogą po metamorfozie to pismo dostało skrzydeł, więc polecam je z czystym sumieniem). Postanowiłam jednak trochę pokombinować, bo samo ciasto z suchym makiem i lukrem wydało mi się mało świąteczne, poza tym nie cierpię lukru.

Ciasto

2 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki suchego maku
3 łyżeczki proszku do pieczenia
zapach rumowy
1/2 szklanki cukru brązowego lub słodu
1/2 szklanki oleju rzepakowego
mleko sojowe (tyle, ile potrzeba, by ciasto miało odpowiednią konsystencję, ok.1/2-1 szklanki)

Wszystkie składniki zmiksować lub dokładnie zmieszać. Piec ok.40-45 minut na 200C, do suchego patyczka.

Krem

budyń waniliowy (wspomagajcie lokalne firmy, np. Cykorię, nie Knorr czy Gellwe)
mleko sojowe
łyżka cukru
100g wiórków kokosowych

Budyń ugotować na mleku sojowym - ale na dużo mniejszej ilości, niż zwyczajny budyń do jedzenia łyżką. Masa ma być gęsta. Zdjąć z ognia, domieszać wiórki, ostudzić.



Ciasto przekroić na dwa blaty, posmarować połową kremu. Drugą połowę rozsmarować na górnej warstwie. Całość polać rozpuszczoną gorzką czekoladą. Odstawić w chłodne miejsce na 2 godziny.



Piekłam to ciasto w ostatnich dwóch tygodniach około sześciu razy (na prezenty mikołajkowe, na benefit na food not bombs, dla przyjaciół, dla siebie), więc mogę zagwarantować, że jest szybkie i pyszne, i zawsze się udaje.
I można by nim oszukać nawet ciocię Wiesię z Białej Podlaskiej, nikt nie zorientuje się, że jest wegańskie. I just can't believe it's vegan!

wtorek, 14 grudnia 2010

lista potraw świątecznych 2010


Jak co roku, robię dwie wigilię, jedną trochę wcześniej, drugą 24go grudnia, poza tym uczestniczę też jako jedna z gotujących w Wegilii Antykonsumpcyjnej (to już ten czwartek!).

Właśnie stworzyłam listę potraw, które w tym roku przygotuję:

- pasztet z dyni i chleba razowego
- pasztet z fasoli i orzechów
- smalec wegański
- tofu po grecku
- groch z kapustą
- barszcz czerwony
- zupa grzybowa z makaronem
- "kaczka" z jabłkami
- boczniaki panierowane
- pierogi drożdżowe z ziemniakami i grzybami ( z wczorajszego wpisu)
- sos chrzanowy
- sos żurawinowy
- pesto ze słonecznika i pietruszki
- ciasta: tofucznik z brzoskwiniami, keks wegański, babeczki kokosowe, ciasteczka pistacjowo-żurawniowe, piegus z budyniem i czekoladą i szwedzkie ślimaki kanebullar

poniedziałek, 13 grudnia 2010

zimowe pierogi drożdżowe

Zimą mam większą ochotę na tzw. polskie smaki. Pierogi drożdżowe, pieczone w piecu lub smażone na głębokim oleju a la samosy, robię często, ale tym razem postanowiłam nie wrzucać do środka włoskiego nadzienia (oliwki, pieczarki, pomidory, zioła), ani kiszonej kapusty w rosyjskim stylu, tylko upiec pierogi typowo polsko-zimowe, mogące również posłużyć za danie wigilijne.



Ciasto drożdżowe

kostka drożdży
pół szklanki mleka sojowego
3 łyżki oleju
mąka - ok.750g
woda letnia

Mleko podgrzać, ale nie zagotować, odstawić na chwilę. Rozpuścić w nim drożdże, dodając łyżkę cukru jako pożywkę. Odstawić na 10 minut, zobaczyć czy "ruszyły" - jeśli tak, dodać mąkę, olej i po trochu wody, wyrobić ciasto, odstawić pod ściereczką w ciepłe miejsce.

Nadzienie

pół kilo ziemniaków
1 marchewka
grzyby suszone, ilość dowolna

Ziemniaki obrać, pokroić w kostkę, a marchew w plasterki. Grzyby wrzucić do garnuszka z wrzątkiem, pogotować ok. pół godziny, mają być miękkie, ale sprężyste.
Kiedy grzyby się gotują robimy nadzienie - warzywa podsmażamy na oleju z przyprawami (czosnek, ostra papryka, kminek, majeranek), zalewamy szklanką wody i dusimy do zmięknięcia. Pod koniec duszenia dodajemy grzyby wraz z wodą, w której się gotowały (ma być jej nieduża ilość) i ponownie zagotowujemy nadzienie razem, by smaki się połączyły. Doprawiamy solą.

Ciasto dzielimy na kulki, każdą rozwałkowujemy (nie mogłam znaleźć wałka, więc użyłam słoika po oliwkach), kroimy na połowę i wypełniamy nadzieniem. Formujemy pierogi, polewamy ich wierzcvhy oliwą lub olejem, pieczemy do zrumienienia - w dobrze nagrzanym piekarniku będzie to max.20 minut, a pewnie mniej.

Z podanej porcji ciasta wyszło mi 27 dużych pierogów, więc najeść się mogą ze cztery osoby, jeśli dorzucimy im jeszcze jakiś barszczyk czy kapustę z grzybami.



Są przepyszne - pachnące, miękkie w środku i chrupkie na zewnątrz.



Za oknem śnieg. Koty lubią zimę, ale tylko oglądaną przez okno...

czwartek, 2 grudnia 2010

jedzenie antyśnieżne - samosy i trzysmakowa szarlotka

Jak sobie radzić z zimą? Ukryć się w domu, odpalić fajną muzykę, obłożyć się książkami i gazetami i przede wszystkim - nagotować sobie i napiec mnóstwo smacznych rzeczy, tak żeby pod ręką było wszystko, na co będzie się miało ochotę, bez konieczności wychodzenia do sklepu.

Będę musiała dziś wyjść, co wcale mnie nie cieszy, ale przede mną jeszcze trzy godziny relaksu, z muzyką (właśnie leci Poison The Well), internetem i gazetą. Od rana zdążyłam przygotować kilka rzeczy, którymi się właśnie pożywiam, m.in

Trójsmakową szarlotkę ( dla pana naprawiającego kranik w łazience)

Dziś wieczorem przyjdzie znajomy pan pomoć w naprawie kranika, z którego cieknie. W ramach wynagrodzenia upiekłam tę oto szarlotkę.



Spód tartowy ( mąka, olej, woda)
Na to konfitura z kwaśnych wiśni (Lidl, sauerkirche), budyń waniliowy ugotowany na waniliowym mleku sojowym i jabłka podduszone z brązowym cukrem i cynamonem. Piec 40 minut.



Daniem obiadowym są za to samosy. Pisałam o nich już sporo na tym blogu, więc nie będę powtarzać receptury, dodam tylko, że samosy mojej własnej roboty są pierwszymi, jakie w życiu jadłam, i do tej pory smakują mi najbardziej, moze to siła przyzwyczajenia? Te z green waya są zupełnie inne, i uważam, że przy moich mogą się spakować i wyjechać na Islandię:)



Talerz samosów z salsą pomidorowo-kolendrową i nowa książka Margaret Atwood, oto przepis na udane grudniowe przedpołudnie!



A oto winyl na dziś - A Birthday Party Band "Lead sky"

poniedziałek, 29 listopada 2010

banana bread na pocieszenie

Czuję się bardzo słabo, bo dopadły mnie niestety comiesięczne kobiece przypadłości (niech żyją eufemizmy!), jestem więc obolała, zniechęcona i trochę marudna. Kiepsko spałam, próbując zapanować nad bólami brzucha (nie dało się, od wczoraj pożarłam pięć apapów), a po śniadaniu, na które złożyły się kanapki z avocado i chili, postanowiłam upiec sobie na pocieszenie wielkie ciasto bananowe.



Skorzystałam z przepisu z bloga WEGANIE (http://weganie.blogspot.com), choć moja wersja jest uboższa - nie dałam rodzynek ( nie przepadam), ani skórki cytrynowej (nie miałam), a brak syropu z agawy złagodziłam czterema łychami brązowego cukru.



Oto ono - pyszne, lekkie, słodkie ciasto, jedzone na ciepło łyżeczką. Położyłam na nim trochę śmietany kokosowej, która szybko się rpzuściła, nadając całości charakteru.

xxx

Nadchodzi zima, zima, zima. Dziś -3 i podobno ma padać cały dzień. Na dzień dobry na balkonie zamarzły mi w dziwne kształty prześcieradła, które bardzo inteligentnie wywiesiłam tam z rana, zamiast ograniczyć się do łazienkowych sznurków.
Nie mam odwagi wychylić się na zewnątrz, choć potrzebuję paru rzeczy,i, niestety, więcej środków przeciwbólowych...

niedziela, 28 listopada 2010

vegan buddy, pasztet grochowo-pomidorowy i ryba z selera

Z prawdziwą przyjemnością informuję tych, którzy jeszcze nie wiedzą, o powstaniu polskiej strony projektu VEGAN BUDDY - http://veganbuddy.pl

W skrócie : to strona zrzeszająca wegan z jakimś już stażem bycia na tej diecie, jak i wegan potencjalnych, którzy dopiero szukają informacji na temat tego stylu życia i odżywiania się. Wiele osób uważa dietę wegańską za trudną, a prodkuty za mało dostępne, wobec czego wielu aspirujących wegan wykrusza się już na początku drogi, często z powodu braku pomocy i odpowiedniego pokierowania, ponieważ nie mają obok siebie nikogo, kto odpowie na pytania "co jeść?", "czy to na pewno jest wegańskie?" i kto mógłby wesprzeć w chwili zwątpienia. Niełatwo być jedynym weganinem/weganką w mieście czy w kręgu znajomych. VEGAN BUDDY ma na to odpowiedź - pomaga znaleźć przyjaciół i doradców z naszego miasta dzięki internetowi.
Sama wiem dobrze, że początki są trudne, mam za sobą jedną nieudaną próbę (sprzed lat) zostania weganką, gdy wytrwałam...tydzień. Nie potrafiłam jeszcze zbyt dobrze gotować, uważałam, że wszystkie produkty trzeba kupować w eko sklepach...i nikt z moich znajomych nie był na wegańskiej diecie. Potem przez wiele lat byłam "tylko" wegetarianką, mimo że dobrze wiedziałam, że nie jest to ideał diety. Dziś wiem, że decyzję o przejściu na weganizm mogłam podjąć dużo wcześniej - ale trwam w nim również dzięki ludziom, którzy jedzą tak samo.
Kiedy tak teraz piszę i zastanawiam się, to wychodzi mi, że prawie wszyscy moi bliscy znajomi są weganami...

A teraz cuda z ostatnich dni. Oto przepyszny pasztet grochowo-pomidorowy.





Szklanka grochu połówki
1 czerwona cebula
pestki słonecznika i sezam
olej
150g przecieru pomidorowego lub koncentratu
sól, pieprzy, ostra papryka, majeranek
bułka tarta

Groch namoczyć na noc ( ok. 6 godzin). Ugotować do miękkości. Na patelni podsmażyć drobno pokrojoną czerwoną cebulę. Podprażyć sezam i pestki. Zmiksować ugotowany groch, dodać przecier, cebulę i resztę, doprawić, zagęścić bułką tartą.
Piec 50-60 minut w okrągłej tortownicy, kroić jak ciasto.

To białe to sos chrzanowy - dwie łyżeczki chrzanu ( sprawdźcie, czy nie zawiera mleka w proszku lub śmietany!) zmieszałam z trzema łyżeczkami wegańskiego majonezu. Wyszedł cudnie.

Znana już ryba z selera plus frytki-samoróbki i brokuły w sosie pomidorowym.



Zachęcam do zostania vegan buddy lub skorzystaniu z wegańskiej pomocy!

wtorek, 23 listopada 2010

wegańska chińszczyzna i tofucznik warstwowy

Dziś ekskluzywne wypasy, czyli, po pierwsze, wegańskie danie chińskie.

Lubię kuchnię chińską, choć niewiele o niej wiem i chciałabym poznać ją bardziej, najlepiej wybierając się do Azji osobiście. Na razie pozostają mi własne wariacje, bo niestety w chińskich knajpach w moim mieście raczej nie da się zjeść niczego wegańskiego.



marchew, czerwona cebula, brokuły, kukurydza, osobno obsmażone tofu, sos sojowy, imbir, przyprawa pięć smaków.
Ugotowałam biały ryż bez soli. Zrobiłam też sos arachidowy na ostro.

Tofucznik ("sernik") warstwowy

Trochę z nim roboty, ale wychodzi bardzo delikatny i smaczny.

kostka tofu 300g
1 gorzka czekolada
5 łyżek masła orzechowego
sok z 1 cytryny
mała puszka brzoskwiń
zapach jaki chcemy ( kupiłam specjalny do sernika)
2x1/2 szkl. brązowego cukru
mleko roślinne
kilka łyżek mąki kukurydzianej

Zrobić spód jak do tarty (jeśli nie macie własnego sposobu, to mój przepis jest w poście nt. tarty dyniowej), schłodzić.
Przygotować dwie miski. Tofu podzielić na pół. Jedną połowę rozdrobnić, zmiksować z cukrem, mlekiem, sokiem z cytryny, 2 łyżkami mąki kuku i rozpuszczoną czekoladą. Dodać pokrojone drobno brzoskwinie i zapach, odstawić.
Z drugą połową postąpić tak samo minus czekolada i zapach, plus mało orzechowe.

Na spód wyłożyć najpierw masę czekoladową, potem orzechową. Piec 45-55 minut.



Na zdjęciu nie widać jeszcze warstw, bo fotografowałam gorące, nieuleżane jeszcze ciasto, ale zapewniam, że potem były widoczne. Warstwa orzechowa jest węższa. Gościom bardzo smakowało.

piątek, 19 listopada 2010

hummus, oliwki, hummus, oliwki...i ciasto bez pieczenia

Hummus z ciecierzycy jest najlepszym na świecie smarowidłem do pieczywa, i koniec, kropka, żadne tam pasty warzywne, paprykarze i wędliny sojowe, a nawet wegański ser nie wymiata tak jak skromny żółty hummus, odpowiednio doprawiony oliwą, solą, papryką i ewentualnie natką.



puszka cieciorki
oliwa
szczypta lub więcej soli ( osobiście nie lubię zbyt słonego hummusu)
czosnek granulowany lub dwa zęby świeżego
1/4 natki pietruszki
szczypta ostrej papryki

Zmiksować. Jeść na tostach z oliwkami i sambal oelek, lub wypełnić hummusem podgrzaną pittę i dodać świeże warzywa.



Na wieczorne spotkanie mojego feministycznego kolektywu robię ciasto bez pieczenia, znane też jako 'chocoloco" bądź "wegańska stefanka".

paczka wiatraczków firmy San
1 szkl. kaszy manny
paczka daktyli
1-2 szkl. mleka roślinnego
paczka wiórek koko (100g)
ew. kakao, jeśli chcemy by krem był ciemny
1 tabliczka gorzkiej czekolady (od niedawna Wedel nie ma już "śladowych ilości")
zapach rumowy (lub jaki chcecie)

daktyle zagotować w połowie mleka, gdy trochę się rozciapciają zmiskować je na masę. wstawić z powrotem na gaz, dodać mannę - masa błyskawicznie zgęstnieje, trzeba cały czas mieszać, bo szybko się przypala. Dodać wiórki i kakao oraz zapach, energicznie wymieszać.
Formę lub naczynie wyłożyć wiatraczkami ( można całymi, można pokruszyć) i zalać masą. Wyrównać wierzch i ułożyć na nim kolejne wiatraczki. Ostudzić. Dekorować rozpuszczoną czekoladą i wiórkami. Wstawić na kilka godzin do lodówki.



Moje ciasto jeszcze przed zaaplikowaniem czekolady. Masa wyszła pyszna, w ogóle nie smakuje kaszą manną, to raczej kokosowo-daktylowy krem.

Dziś na obiad chińszczyzna mojego własnego pomysłu, jutro tofucznik trójwarstwowy, so stay tuned!

niedziela, 14 listopada 2010

owsianka, apple crumble i znów zupa. witariański sklep w Polsce!

Nie dalej jak tydzień temu napisała do mnie czytelniczka z pytaniem, czy znam jakiś polski sklep sprzedający raw food. Zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że niestety nie i że surowa dieta jest na tyle mało rozpowszechniona w naszym kraju (weganizm jest dziwactwem, a co dopiero witarianizm!), iż wątpię w istnienie i powodzenie takiego przedsięwzięcia na tym etapie.

Okazało się, że nie miałam racji! Natrafiłam dziś na www.rawfoods.pl, czyli sklep od początku do końca witariński, sprzedający nie tylko kiełki i suszone owoce, ale także surowe czekolady, surowe masła z ziaren i orzechów, napoje, a nawet...surowe kosmetyki! Nic jeszcze nie zamówiłam, ale na pewno zdam wam szczegółową relację, gdy to zrobię.
Czytający tego bloga od początku wiedzą, że każdego roku robię sobie kilka dni/tydzień na surowej diecie. W 2009 nie wyszło to specjalnie dobrze, było zbyt zimno i przerwałam eksperyment, ale w tym roku nie odpuszczę.

xxx

Tymczasem jednak listopadowa pogoda skłania mnie raczej do gotowania i jedzenia mnóstwa ciepłych, sycących, dobrze przyprawionych posiłków - gęstych zup, warzywnych zapiekanek, ziemniaków, placków. Nie ma też dnia bez czegoś słodkiego.

"Owsianka" jęczmienna

Oto pierwsza propozycja na jesienne śniadanie. Słowo owsianka wzięłam w cudzysłów, bo nie ma słowa "jęczmienianka", a to danie robi się z płatków jęczmiennych. Owsiane są bardzo zdrowe, zawierają żelazo i są idealnym śniadaniem, ale pamiętajcie też o jęczmiennych, orkiszowych i innych płatkach zbóż!



szklanka mleka roślinnego
1 banan
5-10 łyżek płatków jęczmiennych
ew. łyżka trzcinowego cukru ( nie trzeba jeśli banan jest słodki)
mozna dodać rodzynki i wiórki koko

Zagotować mleko z płatkami, dodać rozdrobnionego banana i rodzynki, często mieszać, aż do zgęstnienia i zupełnego rozpadniecia się banana.
Jadłam z domowym dżemem z czarnej porzeczki, można też dodać masła orzechowego.



Stały zimowy punkt programu, czyli zupa. Brokułowa jest zresztą dobra na każdą porę roku, jem ją zarówno latem ( wtedy robię bardzo lekką, po prostu zmiksowane na krem brokuły), jak i teraz, dodając ziemniaki, marchew, koperek, olej...

I apple crumble, absolutny hit deserowy mojego życia, bomba kaloryczna, eksplozja smaku, deser, którego nie sposób nie lubić. Zawiera to, co najlepsze na świecie - jabłka z cynamonem i cukrem, kruszonkę, masło orzechowe i śmietanę kokosową. Zapieka się go krótko w naczyniu żaroodpornym i je na gorąco, koniecznie łyżeczką z okrągłej miski. Poprawi humor każdemu! I nie da się zmęczyć na raz więcej, niż jednej miseczki...



ps Jeszcze cos a propos czwartkowej blokady marszu neofaszystów w Warszawie - FASZYZM NIE PRZEJDZIE! Za rok nie przejdą nawet tych paru metrów...byłam, blokowałam, oberwałam, zmęczyłam się, ale wierzę głęboko w sens takich akcji.

niedziela, 7 listopada 2010

zupka chińska

Oczywiście nie jadam typowych zupek chińskich, przeładowanych glutaminianem sodu i inozynianem, który nie jest nawet wegański. Czasem podczas zakupów zaglądam do koszyków ludziom, albo patrzę, co wykładają na taśmę przy kasie, i przeraża mnie, jak wiele osób kupuje takie zupki albo zupy w proszku firmy Knorr czy innego potentata spożywczego, którego wyroby nawet nie leżały przy prawdziwych warzywach. Tak, zupki chińskie są pewnie tanie (ok. 1 zł na porcję), ale, po pierwsze, skrajnie niezdrowe, po drugie nie mają prawie żadnej wartości odżywczej, a po trzecie i ostatnie - za 1 zł mogę nagotować gar zupy warzywnej dla całej rodziny, zrobiony z tanich warzyw prosto z targu.
Jedyne, co pewnie przemawia na korzyść takich zupek to szybkość przygotowania - zalewamy wodą i jest. Ale zupę własnego wyrobu można zamrozić i w kolejne dni odgrzewać, co też zajmie tylko kilka minut...

Syf z kolorowego opakowania nie ma nic wspólnego z "chińszczyzną", ale prawdziwe chińskie zupy istnieją! Oto moja wariacja.

ZUPA CHIŃSKA

dwie garście zielonej fasolki ( zamroziłam latem i teraz jak znalazł)
2 marchewki
5 dużych pieczarek
sos sojowy
imbir, chili
100 g tofu
1 cebula

Marchew i cebulę podsmażamy pokrojone na oleju. Dodajemy fasolkę i posiekane pieczarki, dolewamy k. 0,75 litra wody, dosypujemy imbiru i chili. Gotujemy do miękkości warzyw.
Tofu kroimy w kostki i obsmażamy na złoto i chrupiąco na patelni. Pod koniec gotowania dodajemy je do zupy, doprawiamy całość sosem sojowym.

wtorek, 2 listopada 2010

miliony dobrych posiłków i akcja Empatii

Jak możecie wywnioskować z banera wklejonego na mojej stronie, postanowiłam przyłączyć się do akcji Empatii "Weganizm - spróbujesz?". Akcja ta ma na celu promowanie diety wegańskiej poprzez pokazywanie wegańskich blogów. Wspieram ją z całych sił, ponieważ zakładając bloga stawiałam sobie za cel promowanie przede wszystkim weganizmu, jako diety zdrowej, kompletnej i pozbawionej cierpienia. Dziękuję za zaproszenie!

Nazbierało mi się mnóstwo zdjęć na dysku - zupy, dania główne, ciasta...sukcesywnie zamieszczę, co się da, a tymczasem zaczynam od zupy z czerwonej soczewicy ( przepis pojawił się już na tym blogu).



Ciasto zebra - mało skomplikowane, choć trzeba rozmieszać dwa ciasta w dwóch miskach, ale szybkie i pyszne.



Śniadanie z zeszłego tygodnia - znów pieczywo, ale tym razem z ziarnami. Bułki wypełniłam czerwoną fasolą i pastą z czerwonej papryki, pokroiłam pomidory i avocado, posypałam chili...do tego sojowe cappuccino. ekstaza.



Zupa z cukini
to bardzo prosta sprawa. Podsmażamy cebulę i pokrojoną cukinię oraz suszoną papryczkę chili. Dolewamy wody, gotujemy 20-30 minut, blendujemy. Podsmażamy na suchej patelni razowe grzanki. Ostrzegam, jest bardzo ostra!



Kapusta z grochem to wigilijna potrawa charakterystyczna dla południowego regionu Polski. Nie pochodzę stamtąd, ale parę ładnych lat mieszkałam na południu i bywałam na wigiliach, więc poznałam i polubiłam taką kapustę, zupełnie inną od "naszej" kwaśnej z grzybami. Robi się ją bardzo prosto - gotujemy groch połówki, oddzielnie gotujemy lub podsmażamy kiszoną kapustę, wszystko mieszamy, solimy i gotujemy razem. Podałam ją z tłustymi grzankami usmażonymi na oleju, z przyprawą "diabelska posypka".



1 listopada był Światowy Dzień Weganizmu, a dzień wcześniej Dzień Wszystkich Zjedzonych. Razem z mamą zapaliłyśmy znicz na symbolicznym grobie wszystkich zwierząt, które towarzyszyły nam przez kilkadziesiąt lat i już, niestety, nie ma ich wśród nas, oraz znicz dla wszystkich zwierząt, które zostały w życiu przez nas zjedzone ( niestety mało kto jest weganinem/weganką od urodzenia, pewnych rzeczy nie da się już cofnąć...).
Przez trzy dni pobytu w domu dużo gotowałam, po pierwsze dlatego, że to po prostu lubię, odpręża mnie to i uszczęśliwia, po drugie, by kontynuować zaznajamianie rodziny z dietą pozbawioną nabiału.
Jeden z tych obiadów to kotleciki z grochu i czerwonej soczewicy, frytki, duszone grzyby, sałatka ( kapusta pekińska + prażony słonecznik + czerwona papryka + ogórek kiszony) i żurawina.



Pyszny okazalo się Pissaladiere, za którą to wyszukaną francuską nazwą kryje się cienki drożdżowy placek z karmelizowaną cebulą, oliwkami i czosnkiem. Inspirację zaczerpnęłam z bloga WHITE PLATE, wymieniłam tylko czarne oliwki na zielone.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...