sobota, 31 października 2009

halloween treats

Każde święta i wolne dni, kiedy czas płynie powoli, są dla mnie pretekstem do ugotowania/upieczenia pracochłonnych rzeczy, na które na co dzień nie mam czasu.

Dziś słucham sobie Cheese People i Skinny Patrini, i krążę w nieskończoność po kuchni, mieszam, siekam, kroję i eksploatuję blender. Brudne naczynia w zlewie spiętrzyły się w stosy. Nienawidzę zmywać.

Upiekłam jak na razie dwa rodzaje babeczek i bardzo pracochłonną zapiekankę kalafiorowo-bakłażanową z pseudoserowym sosem.



Pierwsza partia to babeczki czekoladowe z polewą z masła orzechowego, posypane startą gorzką czekoladą, z kawałkami czekolady do dekoracji. Są cudowne, nie wiem, czy w życiu upiekłam lepsze, a piekę już od pewnego czasu. Słodkie, ale nie tępo słodkie, tylko z dwoma wyraźnie dającymi się wyczuć i przenikającymi się smakami - czekoladowym i orzechowym. Miękkie, delikatne, pachnące - ach, szkoda, że wyszło tylko dziewięć, połowy już nie ma...

Jako drugie piekłam typowe jesienno-halloweenowe babeczki - marchwiowo-jabłkowe z przyprawą do piernika i cynamonem. Są wilgotne, zawrotnie pachną anyżem, kardamonem i cynamonem, można w nich natrafić na całe kawałki upieczonych jabłek.



Polewa to "buttercream frosting", czyli "maślany krem", zrobiony z margaryny, cukru pudru, mleka sojowego i ekstraktu waniliowego.
Zapiekanka jest pyszna, połączenie kalafiora z bakłażanem mnie nie przekonywało, ale postanowiłam zaryzykować i okazało się smaczne. Dodałam jeszcze warstwę pieczarek i sosu pomidorowego z ziołami. "Serowy" smak został uzyskany dzięki kombinacji zmiksowanego kalafiora, tofu i drożdży z solą i musztardą. Boskie. W piekarniku czeka gigantyczne naczynie.

środa, 28 października 2009

pizza w kształcie pieroga i placki węgierskie

Placki węgierskie nie mają zapewne nic wspólnego ze swoimi hungarskimi odpowiednikami. To po prostu polska nazwa na placki - lub jeden duży placek - ziemniaczane z sosem gulaszowym.
Postanowiłam spróbować odtworzyć ten smak. Usmażyłam placki, a sos zrobiłam na bazie kostki sojowej zamiast mięsa. Kostkę namoczyłam we wrzątku z sosem sojowym, a potem połączyłam z cebulą, pieczarkami, 1/2 puszki czerwonej fasoli i koncentratem pomidorowym. Po dodaniu tymianku, rozmarynu i oregano oraz soli i czerwonej tajskiej pasty curry, i podduszeniu przez 10-15 minut całość utworzyła gęsty, pyszny gulasz, w sam raz do wyłożenia na placki.
Przepraszam za ciemne zdjęcie, ale było późno.

Pizza w kształcie pierogów to po prostu calzone. Podawałam na nią przepis w czerwcu.
Teraźniejsza wariacja różni się tym, że uformowałam mniejsze pierogi i trochę zmieniłam nadzienie, by pasowało do tego, co miałam w domu.
W środku znalazły się : sos pomidorowy, pomidor malinowy, ogórek kiszony i naturalne tofu zasypane przyprawą do pizzy. Wyszło naprawdę smacznie.

poniedziałek, 26 października 2009

jesienne słodycze

Dziś parę zdjęć potraw, które można wykombinować, gdy chce się koniecznie zjeść coś słodkiego, a nie będącego gorzką czekoladą ze sklepu czy piernikiem bez glazury.

Idealny deser musi spełniać kilka wymagań*. Po pierwsze musi wegański, co wyklucza mnóstwo sklepowej tandety wypchanej do granic możliwości cukrem i polepszaczami smaku. Ale wegańskość desery ułatwia nam z drugiej strony sprawę - wypieki wegańskie naprawdę robi się szybciej i prościej, niż "normalne" - nie trzeba bawić się w roztrzepywanie jaj, latanie do sklepu po śmietanę i tak dalej.
Drugi wymóg to, przynajmniej według mnie, dopasowanie deseru do pory roku. I tak jak latem lubię koktajle i shake'i owocowe, tak teraz mam ochotę na cięższy, ciepły deser.

* Ważne jest też moje wymaganie nr 3, czyli "wiem, co jest w środku". Znajomość składu tego, co jem, jest dla mnie bardzo istotna.

Typowe jesienne połączenie stanowią jabłka i cynamon. Istnieje nieskończona ilość wariacji dotyczących przepisu na szarlotkę. Ja użyłam banalnego angielskiego pomysłu na apple crubmle.

APPLE CRUMBLE czyli jabłka z kruszonką i sosem z masła orzechowego

Kroimy 4 duże jabłka, uprzednio obrawszy. Nalewamy do rondelka odrobinę wody, wrzucamy jabłka, zasypujemy odrobiną brązowego cukru i dużą ilością cynamonu. Dusimy, aż się prawie rozpadną.
W tym czasie robimy kruszonkę - 3 łyżki pociętej na kawałki margaryny mieszamy z 2 łyżkami mąki pszennej i 1 łyżką cukru. Rozcieramy koniuszkami palców i odstawiamy.
Przygotowujemy naczynie do zapiekania - żaroodporne albo kamionkę ( mam śliczny zestaw angielskich kamionek, łup z zeszłorocznych świąt - uwielbiam dostawać prezenty związane z kuchnią). Na dno wlewamy odrobinę oleju, wykładamy warstwę jabłek, posypujemy kruszonką i zapiekamy. Piecze się dość krótko, ze 20 minut. Kruszonka ma się zezłocić.Jeśli margaryna się rozpuści, to nic - po wyjęciu z pieca całość i tak się zetnie.

SOS Z MASŁA ORZECHOWEGO : bierzemy ze dwie łyżki masła i kilka łyżek wody, podgrzewamy razem w rondelku.

Sposób podania : do miseczki lub filiżanki nakładamy jabłka z kruszonką, polewamy obficie sosem i dekorujemy śmietaną kokosową.

Druga opcja deserowa to PANCAKES

Wyszły trochę przymałe jak na pancakes, amerykańskie zajmują prawie całą patelnię - ale były smaczne.

1 szklanka mąki
1 łyżka cukru
1 łyżka proszku do pieczenia
1 szklanka mleka sojowego ( dałam naturalny jogurt sojowy i mleko kokosowe)
2 łyżki oleju
szczypta soli

Wymieszać suche składniki, dodać mokre, ubijać, aż ciasto będzie gęste i dobrze połączone. Smażyć na złoto - 3 minuty z jednej strony, 2 z drugiej ( ale nie sugerujcie się tym, to zależy od wielkości placków).

Do smarowania - co tylko dusza zapragnie. Ja użyłam kremu czekoladowego, masła orzechowego i domowego dżemu ze śliwek.

piątek, 23 października 2009

kiedy pada deszcz...

...najlepiej zająć się gotowaniem i jedzeniem własnoręcznie przyrządzonych potraw. Co z tego, że buty przemokły, że za oknem plucha, jeśli w kuchni roznoszą się fale jabłkowych zapachów dobiegające wprost z piekarnika, w domu jest ciepło i czeka 800 stron jeszcze nieprzeczytanej książki?

Dziś moje comfort food'y z ostatniego tygodnia.

Zupa z ciecierzycy z suszonymi pomidorami, marchwią, ziemniakami i makaronem, według przepisu Olgi Spaceage.

Tłuste, jesienne danie - dużo makaronu spaghetti, tona granulatu sojowego na ostro, czerwona fasola, kukurydza, smażona cebula, czosnek, pomidory, zioła.

Dziesiejsza pizza, którą D. określił jako "biedną", ale zjadł ze smakiem. Dla mnie ona wcale nie była biedna, po prostu inna, niż zazwyczaj. Miała to być tzw. "zielona pizza", ale nie dostałam szpinaku ( nawet mrożonego, dramat!), więc zastąpiłam go różyczkami brokułów. Do tego sos pomidorowy, oliwki i całe zęby czosnku, które nadają niesamowitego aromatu.

A w piekarniku właśnie czeka deser - wegańskie apple crumble z śmietaną kokosową.

wtorek, 20 października 2009

zupa szczawiowa i owsianka

Zupy szczawiowej nie należy jadać zbyt często, bo szczawiany odkładają się w nerkach, ale parę razy do roku można. Oczywiście najlepiej zrobić ją ze świeżego szczawiu. Teraz trochę na niego nie pora, więc kupiłam szczaw w słoiczku.
Ta zupa jest specyficzna, kojarzy mi się z dzieciństwem, kiedy jadło się ją z jajkiem. Nie wszyscy ją lubią - spotykam się z opiniami, że jest o wiele za kwaśna.

ZUPA SZCZAWIOWA

Gotujemy bulion warzywny - ok. 4 szklanek. Dodajemy marchewkę pokrojoną w plasterki i kilka pokrojonych w kostkę ziemniaków. Gotujemy do miękkości, a przynajmniej "prawie miękkości", czyli 15-20 minut. Dodajemy słoik szczawiu, dobrze mieszamy z bulionem. Solimy trochę, można dolać łyżkę oleju. Gotujemy jeszcze z 10 minut, aż warzywa będą miękkie, a smaki połączone.
Zamiast jajka pod koniec gotowania dodałam pokrojone w kostkę marynowane tofu.

OWSIANKA Z CIASTKIEM CZEKOLADOWYM

Kiedy na dworze mgła i przeraźliwy ziąb, dobrze zacząć dzień od czegoś ciepłego, np. zupy, placków lub naleśników. Przyznam, że jestem w tym kiepska, może nie w gotowaniu tych rzeczy, ale w znajdowaniu na nie czasu. Rano zwykle się spieszę, piję zioła lub kawę i zaczynam pracę.
Ale jeśli ma wolne, lubię zjeść owsiankę.

szklanka płatków 5 zbóż
słodzone mleko sojowe
1 jabłko
garść rodzynek
cukier
cynamon

Mleko podgrzewamy w rondelku, dosypujemy płatki i gotujemy do miękkości. Dodajemy pocięte na kawałki i obrane jabłko oraz rodzynki. Gotujemy, aż wytworzy się owsiankowa masa i jabłka zmiękną. Dosładzamy, sypiemy cynamon lub wanilię.

Owsiankę jadłam zagryzając cudownymi czekoladowo-malinowymi ciastkami, na które przepis ściągnęłam od Olgi Spaceage z http://wiecejyofu.blox.pl/html. Realizuje ona z uporem założenia Vegan MoFo, na co nie mogłam się zdobyć, więc tylko kibicuję i spisuję ukradkiem przepisy.
Ciastka są cudowne! Bardzo czekoladowe, ale też odrobinę malinowe w smaku i zapachu, kruche na zewnątrz i ciągnące w środku. A robi się je najwyżej 20 minut, i to razem z pieczeniem. Polecam je z czystym sumieniem. Nie będziecie już chcieli jeść ciastek ze sklepu, gdy spróbujecie tych i moich poprzednich z masłem orzechowym.

1/2 szklanki dżemu malinowego
1 szklanka cukru ( może być mniej)
1/2 szkl. oleju
zapach waniliowy
1/2 szklanki kakao
1 1/2 szklanki mąki
3/4 łyżeczki sody
szczypta soli

Wymieszać dżem, cukier, olej i zapach. W innej misce zmieszać suche. Dodać suche do mokrego, dobrze wymieszać. Masa ma być bardzo gęsta, dająca się formować w rękach, więc nie dolewajcie wody ani mleka!
Formować kulki, spłaszczać. Piec 10 minut, po wyjęciu dać ciastkom odpocząć z 5 minut ( ale można jeść na ciepło). Przechowywać w metalowej puszce, bo stwardnieją.

czwartek, 15 października 2009

lady fest i jedzenie

Dawno mnie tu nie było, bo jestem dziko zajęta przygotowaniami do lady festu, który trwa już od poniedziałku. We wtorek był wernisaż wystawy, wczoraj i dziś są pokazy filmów związanych z ruchem riot grrrl, muzyką, problemami społecznymi kobiet. W sobotę prowadzę warsztaty o akceptacji własnego ciała i mam trochę roboty z ich przygotowaniem tak, by coś dały uczestniczkom.
Więcej na stronie http://ladyfestorun.prv.pl/

Ale oczywiście nie przestałam gotować. Przede mną nowe wyzwanie, bo moja siostra ma niski poziom hemoglobiny. Nota bene je ona nabiał i ryby, więc nawet nie ma potrzeby niczego suplementować, a przyczyna może nie leżeć w odżywianiu - ale wszyscy rzucili się na jej dietę, że niby za mało żelaza i tak dalej. Więc gotuję jej codziennie coś odżywczego i odbiera to po pracy, bo u nich w stołówce zupy są na mięsie, a za obiad wegetariański uchodzą pierogi z truskawkami lub naleśniki. Oczywiście są one wege, ale gdzie strączkowce i jakiekolwiek warzywa? No i ile można tylko na słodko?

Dziś przedstawiam KREM Z BURAKA Z IMBIREM

0,5 kg buraków ugotować w skórkach. Obrać, pokroić i pogotować w bulionie z dodatkiem posiekanego korzenia świeżego imbiru (ok. 2 cm) lub, jeśli nie macie, 2-3 łyżek imbiru w proszku. Bulion ma być oczywiście warzywny i najlepiej nie z kostki ( zawierają one glutaminian i inozynian) - więc robimy go z włoszczyzny lub, idąc na łatwiznę, z wrzątku, sosu sojowego i przypraw. Wszystko gotujemy z 10-15 minut i miksujemy na krem. Podajemy z grzankami.
Zupę trzeba koniecznie zakwasić sokiem z połówki cytryny, inaczej straci piękny czerwony kolor. Można też zabielić, ja zrobiłam to sojowym jogurtem naturalnym Joya.
Na zdjęciu wygląda jak ciapa, bo grzanki namokły, ale smak jest interesujący.


I wczorajszy obiad - RISOTTO ARBORIO Z GROSZKIEM

Kupujemy ryż do risotto, jest trochę droższy od zwykłego, ale ujdzie (ok. 5 zł). Niby z normalnego białego ryżu też można przygotować risotto, ale gorzej wchłania on płyny, łatwiej się przypala, ma inny kształt ziaren, a cała operacja trwa dłużej.
Poza ryżem potrzebujemy :
- 1 cebuli, 2 ząbków czosnku
- oregano i bazylii
- oliwy
- puszki groszku lub 1/2 opakowania groszku mrożonego ( po ugotowaniu)
- 3 pomidorów lub puszki krojonych
- soli i pieprzu
- ew. pół kieliszka białego wytrawnego wina i odrobiny wegańskiego parmezanu

Cebulę drobno kroimy i podsmażamy na oleju wraz z pokrojonym czosnkiem. Dosypujemy cały surowy ryż i -uwaga- przez 3-5 minut podsmażamy razem całość stale mieszając drewnianą łyżką i nie wlewając żadnego płynu. Najlepiej wziąć garnek z nieprzywierającym dnem, ale i tak mieszać trzeba.
Po tym czasie wlewamy kubek bulionu (musimy mieć już wcześniej przygotowany) i gotujemy, także często mieszając. Ryż wchłania wodę szybko, więc dolewamy stopniowo bulionu. Dorzucamy pomidory, groszek, oregano i bazylię, lekko solimy i pieprzymy.
Potrawa jest gotowa, gdy ryż wchłonie płyn, groszek jest jędrny, ale nie rozwala się, a ziarna ryżu są miękkie, ale zachowują kształt ( dlatego lepiej nie robić ze zwykłego ryżu, który ma tendencję do rozgotowywania się ponad miarę).
Po wyłączeniu gazu posypać parmezanem, ewentualnie wmieszać łyżkę sojowego jogurtu naturalnego.

piątek, 9 października 2009

ciastka roku - czekoladowe z masłem orzechowym

Dawno nie jadłam tak pysznych słodyczy! Chciałabym tylko, żeby były dostępne w sprzedaży, ale jako że nie są, będę piekła je chyba na okrągło.

Uwaga - są pyszne, ciągnące, bardzo słodkie, ale nie zamulające. Najlepsze na ciepło.

Przepis z Post Punk Vegan Kitchen, ale zamieszczę go tu po polsku.

1/2 szklanki oleju
3/4 szklanki cukru
1/2 szklanki syropu klonowego ( z braku laku zastąpiłam go sztucznym miodem)
3 łyżki mleka sojowego lub wody

Wszystko porządnie pomieszać, aż utworzy się jedna mikstura. Następnie dodać :
1 szklankę mąki
1 łyżeczkę proszku lub sody
3/4 szklanki niesłodzonego kakao
zapach waniliowy ( pominęłam)

Wszystko wymieszać - ciasto ma być takie jak surowe kruche, na tyle mocno związane, żeby dało się odrywać kawałki i formować je w rękach bez zbytniego ich brudzenia. Jeśli nie jest, to sypiemy więcej mąki.

Środek:
1/2 szklanki masła orzechowego
2-3 łyżki sojowego jogurtu, najlepiej naturalnego
1/2 szklanki cukru pudru

Z ciasta czekoladowego odkrywamy kawałki, rozpłaszczamy, umieszczamy po łyżeczce orzechowego nadzienia i sklejamy. Wszystkie ciastka kładziemy na blasze wyłożonej papierem - trzeba zachować odległość ok. 5 cm, bo trochę rosną. Wstawiamy do nagrzanego piekarnika na 10-12 minut, wyjmujemy gdy są lekko miękkie i studzimy.
Ale nie do końca, bo najsmaczniejsze są na ciepło. Można nawet podgrzać je w kuchence mikrofalowej.

Z takiej porcji ciasta wyszło mi 13 ciastek. Za oknem zachodzi słońce, a ja zażeram się nimi po dobrym obiedzie ( D. zrobił makaron muszelki z sosem pomidorowym i oliwkami).

środa, 7 października 2009

ziemniaki w ziołach, jesienna zupa i tarta

Wczoraj naszła nas ochota na dalsze eksplorowanie krainy zup. Smaczna, zawiesista jesienna zupa to coś naprawdę rozgrzewającego - ważne, żeby była dobrze przyprawiona, pachnąca i gęsta, choć nie tłusta.
Poczytałam trochę o zupach-kremach i zainspirowałam się, choć moje inspiracje często wyglądają tak, że zapisuję tylko nazwę zupy, np. "krem z buraków z imbirem", a przepis i proporcje kombinuję sama. Wczoraj odkryłam zapisane w moim zeszycie z przepisami enigmatyczne słowa "Zupa z pieczonych warzyw", i postanowiłam ją ugotować. W kolejce czeka między innymi krem z selera naciowego, ale wyprzedza go w zestawieniu zupa, którą jadłam dziś u Magdy - dyniowa na słono, z ziemniakami i majerankiem. To dla mnie odkrycie, bo zawsze gotowałam dyniową na słodko, na mleku kokosowym.

ZUPA Z PIECZONYCH WARZYW

Obieramy duży seler bulwiasty, kilka marchewek i dużą pietruszkę. Kroimy na kawałki, skrapiamy olejem i pieczemy 30-40 minut, aż warzywa trochę zmiękną. Przekładamy do granka, zalewamy wodą, przyprawiamy - solą, pieprzem, zielem angielskim, ostrą papryką w proszku, sosem piri piri. Gotujemy ok.20 minut i miksujemy na krem.
Podajemy z bułką włoską, ciabattą lub grzankami.

Dodatkiem do tej zupy były pieczone ziemniaki w ziołach. To proste i pyszne danie - kilo ziemniaków starannie myjemy, ale nie obieramy, kroimy na cząstki i umieszczamy w blasze lub kamionce do zapiekania. polewamy obficie olejem i posypujemy solą morską, ostrą papryką i rozmarynem. zapiekamy do miękkości ( ok. 40 minut), co jakiś czas przekładając i mieszając, żeby zbyt nie przywarły.
Piekłam je w tym samym czasie, co warzywa na zupę, więc było ekonomicznie.

Dzisiaj miałam do tłumaczenia film, więc byłam ograniczona czasowo- upiekłam więc szybką tartę na gotowym cieście francuskim ( już mi się trochę przejadło) z tym, co było w domu - cebulą, czerwoną fasolą i pomidorami.

poniedziałek, 5 października 2009

październikowe smaki

Pomarańczowa soczewica to mój ulubiony rodzaj tego strączkowca. A zupa to jeden z prostszych sposobów jego wykorzystania. Oczywiście są jeszcze kotlety czy pasztet z soczewicy - ale pomarańczowa zupka jest idealna na jesień.

ZUPA KREM Z CZERWONEJ SOCZEWICY

ok. 200g suchej soczewicy
1 marchewka pokrojona w krążki
1 papryka czerwona pocięta w paski
puszka pomidorów lub kilka pomidorów bez skórek, pociętych
sok z połówki cytryny
ziele angielskie, sól, pieprz, oliwa
opcjonalnie pocięty ząbek czosnku i kilka ziemniaków ( tym razem nie dałam)

Do garnka nalewamy wody, wsypujemy soczewicę. Gotujemy z 15 minut, dodajemy marchew i paprykę*, gotujemy nadal. Gdy warzywa są miękkie, a soczewica rozpada się solimy, pieprzymy, wlewamy oliwę i pomidory. Gotujemy jeszcze z 5 minut - na koniec wyciskamy pół cytryny, co pozwoli zupie zachować piękny kolor.

* jeśli chcemy dodać czosnek i ziemniaki, to robimy to na tym etapie.
Zupy nie trzeba miksować, soczewica sama się rozlatuje i tworzy "krem". Można udekorować ją grzankami z razowego chleba.

Piekłam też ostatnio drożdżówki ze śliwkami - pisałam kiedyś, że mam zamrożone kilka kilogramów wydrylowanych śliwek. Rozmroziłam je, posłodziłam brązowym cukrem, dodałam sporo cynamonu i płatki migdałowe - powstało jesienne, pachnące nadzienie do bułeczek.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...