sobota, 27 czerwca 2009

bułeczki cynamonowe i calzone

Czerwiec zawiódł mnie absolutnie, jest zimno jak na tę porę roku, a poza tym znowu mam katar - przeziębiłam się podczas nocnej sprzedaży ciasta. Trzeba się trzymać i nie dać się rozłożyć chorobie, bo okazuje się, że w piątek jedziemy znów do Niemiec.

Co robię? Siedzę trochę w domu, chodzę po sklepach z używanymi ubraniami, gotuję, piekę, czytam. Kupiłam i przeczytałam "Wegańską boginię" i mam na jej temat sporo uwag, niepochlebnych zresztą - głównie tyczą się one wstępu polskiego wydawcy. Ale o tym już nie dziś...

A oto moje "ciekawostki minionych dni"( ciekawe, czy ktoś wie, skąd ten cytat), czyli ostatnie dzieła kulinarne.

BUŁECZKI CYNAMONOWE

Jako młode dziewczę byłam fanką twórczości Małgorzaty Musierowicz. Dziś również czytuję jej książki, ale poddaję je feministycznej krytyce, a za osobą samej autorki nie przepadam, bo promuje wzorce i rozwiązania raczej mi obce. Rzadko zaglądam na jej stronę internetową, bo księga gości ocieka tam lukrem. No, ale...czasem zdarza mi się tam zabłądzić, i wśród peanów czytelników na cześć autorki znaleźć np. jakiś przepis kulinarny.
Tak więc babeczki cynamonowe według przepisu mojej ex-ulubionej autorki zostały upieczone.

W 3 łyżkach ciepłej wody rozpuścić dwie łyżki cukru i wsypać paczuszkę suszonych drożdży ( 7g). Zostawić na 10 minut.
Dodać 200 g mąki, 90 g miękkiej margaryny pokrojonej w kostkę, 1/4 łyżeczki soli i 1 łyżeczkę cynamonu. Wymieszać i uformować 8 jednakowych bułeczek. Zostawić do wyrośnięcia, po czym posmarować olejem i posypać cukrem i cynamonem.
Piec 30 minut na 200C. Podawać na ciepło, z konfiturami.
( Oryginalny przepis zawierał dwa jajka, których nie dodałam).


I wczorajszy obiad, jeden z lepszych, jakie mi się ostatnio udały - calzone według przepisu Cateringu Avocado ( świetni ludzie, zaangażowani w walkę o prawa zwierząt, i wspaniałe przepisy), znalezionego w czerwcowym numerze gazety "Vege".

CALZONE

Ciasto : 400 g mąki pszennej, szklanka ciepłej wody, łyżka oleju, pół kostki drożdży, 2 łyżki cukru, 1 łyżeczka soli.

Rozdrobnić drożdże, dodać cukier, zalać ciepłą wodą, wybełtać. Wsypać mąkę, olej i sól. Wyrobić ciasto jak na pizzę ( jeśli trzeba dodać wody, u mnie było trzeba). Ciasto ma nie kleić się do rąk, jeśli się klei - dosypać mąki. Przykryć i odstawić w ciepłe miejsce na 30 minut.
Po tym czasie podzielić je na kule - z tej porcji wychodzi 5-6 kulek. Każdą rozwałkować na placek.

I teraz nadzienie : koncentrat pomi połączyć z bazylią suszoną i łychą oliwy. Uzyskanym sosem smarować rozłożone placki.

Nadziewać je warzywami : według przepisu są to 2 pokrojone cebule, 20 dag pokrojonych pieczarek, pół puszki kukurydzy, opakowanie zielonych oliwek. SUROWE warzywa kładziemy na placuszkach i sklejamy jak pieróg.
Przed włożeniem do pieca wierzchy smarujemy olejem.
Pieczemy 20 minut na 180C.

Są przepyszne! Zrobiłam do nich raitę - sos jogurtowy charakterystyczny dla kuchni indyjskiej. Kubek sojowego jogurtu naturalnego Joya zmieszałam z pokrojonym drobno zielonym ogórkiem, doprawiłam solą, pieprzem i kolendrą. Naprawdę świetny smak.
Calzone są smaczne również na zimno, nie rozpadają się, można je więc wziąć np. na piknik czy podróż.

Acha, te pierogi są naprawdę duże - ten, który tu widzicie zajmuje cały duży talerz.

wtorek, 23 czerwca 2009

seitan i ciasto z masłem orzechowym

Seitan z czeskiej mieszanki ( gluten pszenny) zakupionej przez net w sklepie evergreen.pl udał się dużo lepiej, niż z mąki płukanej w misce pod zimną wodą. Nie da się też ukryć, że operacja była dużo szybsza - zamiast płukać dwie godziny, dolałam do mieszanki trzy kubki wody, zagniotłam kulę i ugotowałam ją w bulionie warzywnym z dodatkiem ostrej papryki.

Seitan wygląda po ugotowaniu i usmażeniu właściwie jak mięso - szczerze mówiąc ten widok wydał mi się mało apelujący do oka i mało kolorowy po latach spożywania samych urozmiaconych kolorystycznie posiłków. Ale ma on mnóstwo zalet : jest świetnym źródłem białka, jest smaczny, ma konsystencję, która pozwala zrobić z niego mnóstwo różnych dań i łatwo przyswaja smaki.
Zamarynowałam część w sosie sojowym, a potem usmażyłam. Kilka plastrów podsmażyłam na wzór "schabowych", po posypaniu ich solą czosnkową. Część kuli zaś pocięłam na małe kwardatowe kawałki, zasypałam solą i pieprzem ziołowym, obtoczyłam w tartej razowej bułce i usmażyłam "nuggetsy". Były świetne, chrupkie i pikantne.

Poniżej kotlet seitanowy z ziemniakami i mizerią, czyli typowy polski obiad ( mizeria ze śmietaną sojową Natumi).


I jeszcze dziesiejszy deser - ciasto z masłem orzechowym, kawałkami czekolady i płatkami owsianymi. Nie jest tanie w wykonaniu, bo masło orzechowe bywa drogie, ale naprawdę warte jest każdej ceny - duża blacha znikła w kilka godzin. Jest słodkie, ale mocno orzchowe, miękki i wilgotne.
Przepis znalazłam na kanadyjskim blogu jedzeniowym, anglojęzyczna nazwa to :

PEANUTBUTTER BLONDIES

1 szklanka mąki
1 łyżeczka sody
pół łyżeczki soli
1 szklanka płatków owsianych
3/4 szklanki brązowego cukru
3/4 szklanki biaqłego cukru ( dałam mniej więcej po pół szklanki jednego i drugiego, nie chciałam, by ciasto zabijało słodyczą)
1/2 szklanki margaryny
1/2 szklanki mleka sojowego
cukier waniliowy
1 1/2 szklanki masła orzechowego
1/2 szklanki połamanej na kawałki gorzkiej czekolady

Utrzeć margarynę z cukrami, dodać masło orzechowe, wanilię i mleko. Wmieszać mąkę, sodę, sól i płatki. Jeśli za gęste, to dolać jeszcze trochę mleka. Na koniec wmieszać czekoladę i wlać masę do wysypanej bułką formy.
Piec 30 minut.


I, jako bonus, spacer niedzielny.

niedziela, 21 czerwca 2009

niedzielne podsumowanie

Właśnie gotuję seitan - poszłam na łatwiznę kupując czeski gluten pszenny, bo poprzednim razem zdemolowałam kuchnię płucząc najpodlejszą mąkę przez dwie godziny w zimniej wodzie. Kula z glutenu gotuje się z przyprawami, obok w garnku pyrkoczą młode ziemniaczki w mundurkach...a ja wklejam kilka obiadów z zeszłego tygodnia, w którym byłam strasznie zabiegana.

Po pierwsze - ryż jaśminowy, tofu marynowane w sosie sojowym i podsmażone z pieczarkami i sezamem. Do tego sałatka - kapusta pekińska, czerwona fasola, pomidory, zioła.

Po drugie - podsmażona kalarepka, duszona potem z marchwią i koperkiem, a do tego młode ziemniaki w mundurkach gotowane bez soli.


Po trzecie - niezbyt udana zapiekanka z okary, pozostałej po produkcji mleka sojowego.

Na koniec śniadanie sprzed paru dni - mleko sojowe własnej roboty z płatkami razowymi Bran Falakes i truskawkami.

niedziela, 14 czerwca 2009

placki z cukinii i ciasto kokosowe - w końcu słońce!

Kasy coraz mniej, więc wykorzystuję najdziwniejsze pomysły, a akcja "czyścimy szafki" trwa. Ostatnio kupiłam tanio dwie cukinie, więc postanowiłam zrobić placki z sosem selerowym według przepisu z freegańskiego bloga http://darmowazupa.blogspot.com/ ( jeśli ktoś go nie zna, to naprawdę polecam). Ciasto kokosowe również zaczerpnęłam z tego bloga, dodałam tylko swoją ulubioną polewę z karobu.
Coś kiepsko u mnie z kreatywnością chyba...ale wynika to nie z braku pomysłów, ale z manii zbieraczej, która każe mi zbierać i chomikować, a potem wypróbowywać wszystkie interesujące przepisy, na jakie natrafię. Nie robię tego jednak w jakiejś kolejności, tylko raczej przypadkowo - mam na przykład przepisy zapisane kilka lat temu i do tej pory ich nie wypróbowałam, bo na przeszkodzie stanęły nowe, albo zobaczyłam coś w necie, i piękne zdjęcia krzyczały "Ugotuj to dziś!", albo zawartość szafki zmusiła mnie do zmiany planów...W każdym razie uważam inspirowanie się cudzymi pomysłami, a nawet ich kopiowanie za całkowicie dopuszczalne - i zachęcam wszystkich do czerpania z mojego bloga również. I tak, to co się ugotuje, każdemu wyjdzie trochę inaczej, tak jak pomidorowa w każdym domu jest trochę inna.

PLACKI Z CUKINII Z SOSEM SELEROWYM

Umyć i obrać cienko dwie cukinie, zetrzeć je na tarce. Obrać i poszatkować jedną cebulę. Dodać kilka łyżek mąki i oliwy, by osiągnąć "plackową" konsystencję. Przyprawić według upodobań. Smażyć na brązowo, jak placki ziemniaczane.

Sos selerowy - pół selera obrałam i starłam na tarce. Podsmażyłam na oleju do zbrązowienia. Przyprawiłam, zalałam wodą ( w oryginale jest przecier pomidorowy, ale nie miałam), pogotowałam chwilę, zagęściłam mąką ziemniaczaną, znowu pogotowałam.

Placki podałam z sosem i sałatką z kapsuty pekińskiej ( skład - kapusta, ogórek kiszony, pomidor, zielone oliwki, olej, zioła).


CIASTO KOKOSOWE Z POLEWĄ Z KAROBU

1,5 szklanki mąki ( dałam pół na pół razową i białą)
1 szklanka cukru
wiórki koko ( prawie dwie torebki po 100 g mi tu poszły)
łyżeczka sody
aromat migdałowy
ocet - 1 łyżka
olej - 6 łyżek

Suche składniki, poza wiórkami, zmieszać. Zrobić w nich trzy dziurki i wlać : do jednej aromat, do drugiej ocet, do trzeciej olej ( nie pytajcie mnie, czemu tak). Zalać to szklanką zimniej wody i wymieszać. Dodać wiórki, wymieszać ponownie.
Wlać do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Piec 40 minut.

Polewa - w rondelku zagotowuję razem dwie-trzy łyżki karobu, filiżankę wody, 3 łyżki cukru pudru. Po kilku minutach polewa jest gotowa i nakładam ją na nieco przestudzone ciasto.



A na koniec coś mojego - wczorajszy obiad, czyli :

PIZZA NA RAZOWYM CIEŚCIE

Tytułem wstępu - nie przepadam za wypiekami z razowej mąki. O ile mieszanki pół na pół są dla mnie zjadliwe, czyli np. ciasto z jabłkami z 1/2 mąki zwykłej i 1/2 razowej, o tyle pizza musi być, jak się wydaje, na typowym włoskim drożdżowym cieście.
Otóż nie musi - eksperyment z mąką razową pokazał, że "inna" pizza też jest dobra, choć smakuje trochę inaczej. Obiecuję więc, że będę częściej eksperymentować z mąką razową i innymi mąkami, bo biała jest najmniej zdrowa i najbardziej tucząca...

Ciasto : 2 szklanki mąki, pół kostki drożdży, 1/2 szklanki letniej wody, szczypta soli, łyżeczka cukru, 2 łyżki oleju.

Z wody, cukru i drożdży zrobić zaczyn ( czyli wybełtać je razem w misce), odstawić na 10 minut. Do mąki wymieszanej z solą wlać zaczyn i olej. Wyrobić ciasto ręcznie, odstawić do wyrośnięcia w ciepłe miejsce ( trwa to jakieś 30 minut).
Rozłożyć ciasto na blasze wyłożonej papierem i posmarować je koncentratem pomi, zasypać oregano i bazylią. Potem rozmieścić dodatki :

czerwoną fasolę
ser wegański Trawenyr ( topi się!)
ogórek kiszony
pomidor

Piec 30 minut.


Dziś za to nie zamierzam szaleć z super potrawami i po raz pierwszy od paru dni nie piekę też ciasta. Na obiad będzie smażone tofu ( na razie marynuje się w sosie sojowym), ryż i pieczarki.

piątek, 12 czerwca 2009

czerwiec trwa - kapusta, rabarbar i cukinia

Zawsze z nadejściem czerwca nagle moje dni wydłużają się. Tych, którzy zastanawiają się, skąd mam tyle czasu na ciągłe gotowanie informuję, że pracuję w domu - co owocuje tym, że czasem mam robotę od rana do wieczora, a czasem kilka dni pod rząd zupełnie wolnych. Z reguły też nie wyjeżdżam nigdzie na różne popularne święta i długie weekendy, więc sporo czasu spędzam w domu i lubię to. A czerwiec w mojej branży jest zawsze okropny.
Dziś jestem zupełnie sama od rana do 22. Szafy w sypialni skręcone, dywany poodkurzane, perfekcyjna pani domu ściąga więc odcinki "Wyspy Harpera" i zastanawia się, co dziś ugotować. Jako że mam dwie cukinie, będą placki cukiniowe z sosem selerowym. I może ciasto kokosowe z polewą z karobu, kto wie?

Teraz pora na wczorajsze potrawy. Główkę młodej kapusty przerobiłam na bigos ( a raczej po prostu kapustę duszoną), według przepisu z niestety nieaktualizowanego już bloga http://zielonakuchnia.blox.pl

BIGOS Z MŁODEJ KAPUSTY ( uprzedzam, że nie smakuje jak typowy polski tłusty bigos - mięsna wersja może się schować)

Główka młodej kapusty
2 cebule
koncentrat pomidorowy ( jakiego używacie? bo ja najtańszych, często Tesco, bez "E" w składzie)
olej
sos sojowy
ziele angielskie, liście laurowe
pieprz, przyprawa do kapusty ( nie używam mieszanek typu "Przyprawa do...", bo zawierają glutaminian sodu, który jest niewegański. Przyprawę do kapusty zastąpiłam zwykłą mieszanką do kotletów sojowych, bez glutaminianu, kupioną w eko sklepie).

Kapustę poszatkować. W dużym garze na oliwie podsmażyć cebulę, wrzucić kapustę, ziele i liście laurowe, podlać wodą. Nakryć i dusić 40-50 minut, czasem mieszając. Pod koniec gotowania dodać koncentrat ( u mnie było go bardzo mało i dlatego potrawa nie zmieniła koloru na typowo bigosowy), sos sojowy i wybrane przyprawy.
Jeść z chlebem razowym lub żytnim. Mój to cudowny żytni, pachnący zakwasem, niestety nie mojego wypieku.


Kilka razy wspominałam już tu na blogu o cieście rabarbarowym - oto i ono.

CIASTO RABARBAROWE

1 i 1/2 filiżanki brązowego cukru
1 łyżeczka wanilii ( lub aromatu)
1/2 szklanki margaryny
2 szklanki mąki
1 łyżeczka proszku i 1 sody
1/2 łyżeczki soli
1 szklanka mleka sojowego i 2 łyżeczki octu lub soku z cytryny
1 1/2 szklanki pokrojonego rabarbaru lub truskawek

Mleko sojowe zmieszać o octem i odstawić na 10 minut - ma się utworzyć "mleko zsiadłe". Utrzeć cukier, wanilię i margarynę. W innej misce zmieszać mąkę, proszek, sodę i sól. Dodać mieszaninę mleczną, a potem mączną do masy margarynowej. Zmieszać porządnie. Wsypać rabarbar, znowu wymieszać.
Przełożyć ciasto do natłuszczonej formy ( robię w dużej prostokątnej, takiej jak dwie keksówki). Wierzch posypać 1/2 filiżanki brązowego cukru zmieszanego z cynamonem. Piec 40 minut.



Ciasto wychodzi wilgotne, słodkie, bardzo delikatne, z aromatem cynamonu. Ocet z mlekiem, gdyby ktoś się zastanawiał po co on tam, daje ciastu fakturę z pęcherzykami powietrza wewnątrz - to tak, jakby upiec ciasto na kefirze, czego w wersji wegańskiej zrobić nie można.

Na koniec znane już oliwkowe bułeczki, które piekę właściwie w kółko. Wczoraj wrzuciłam drożdże z kostki zamiast sproszkowanych, i bułki wyrosły dużo większe. Myślałam, że nie damy im rady, ale rano w misce była już tylko jedna...

czwartek, 11 czerwca 2009

czerwcowe smaki - truskawki, cukinia, pomidory

W tytule moje ulubione czerwcowe warzywa. Pomidory są wreszcie dojrzałe, miękkie i pachnące, cukinia młoda i delikatna, truskawki wielkie i słodkie...jeszcze dodajmy do tego młodą kapustę, ogórki małosolne i czereśnie, i mamy obraz typowego polskiego lata.
Pogoda od początku czerwca była niezbyt letnia, ale dziś jest gorąco. Święto, więc wszystko pozamykane, pierwsi nieśmiali przechodnie spacerują po ulicach, grzeje słońce, czasem przejedzie jakiś samochód. Sielanka.
A ja? Ja oczywiście będę dziś gotować...( i skręcać szafę w sypialni, ale to inna sprawa).

W planie mam bigos z młodej kapusty lub placki z cukinii. Na deser - ciasto rabarbarowo-truskawkowe. Żadnych niesezonowych produktów. Wieczorem może pizza albo bułeczki oliwkowe.

Wczorajsze śniadanie - kajzerki z pastę drożdżową i pomidorem, koktajl truskawkowy własnej roboty ( na mleku sojowym waniliowym z Biedronki).

A oto wczorajszy obiad, wyjątkowo pyszny, choć kupiłam kiepski makaron w promocji za 1,40 zł ( ale przynajmniej produkt polski, a co).
Sos zawiera : podsmażoną cukinię i zieloną paprykę, mnóstwo oregano, pomidory, paprykę słodką w płatkach, sól morską, pieprz czarny, oliwę.
A teraz słucham sobie Girlush Figure i zastanawiam się, co zjeść na dziesiejsze śniadanie i jaką książkę poczytać...relaks, lenistwo i cały dzień przede mną.

wtorek, 9 czerwca 2009

ciasto sypane truskawkowe

Jestem wielką fanką ciast sypanych, ale do tej pory robiłam tylko jabłkowe i malinowe. Teraz chciałam wykorzystać sezon na pyszne, tanie truskawki, które mam dosłownie pod blokiem na małym targu, i upiekłam wczoraj sypane ciasto truskawkowe według przepisu Magdy ( trochę pozmieniałam).

SYPANE CIASTO TRUSKAWKOWE

300g mąki
150 g cukru
200g kaszy manny
2 łyżeczki proszku po pieczenia
Sypkie składniki zmieszać w misce. Okrągłą formę natłuścić. Wyspać jedną warstwę sypkiego, polać równomiernie olejem ( najlepiej robić to za pomocą łyżki, żeby nie walnąć za dużo), na tym położyć warstwę umytych, pokrojonych truskawek. Ponownie zasypać suchymi składnikami, uklepać, znowu polać olejem.

Piec ok. 30-40 minut. Ostudzić i przyrządzić czekoladową polewę ( podawałam już kiedyś przepis przy okazji babeczek chai latte). Rozprowadzić ją po cieście.
Kroić jak tort, jeść w pochmurny czerwcowy dzień siedząc przy oknie.

I w przekroju.

Na koniec nie mogłam oprzeć się chęci zaprezentowania mojego wczorajszego obiadu, choć jest banalny - kotlety sojowe smażone, ziemniaki w mundurkach, duszona czerwona kapusta i sałatka.

poniedziałek, 8 czerwca 2009

samosy

W końcu przyszedł czas na przepis na moje danio popisowe. Samosy są w kuchni hinduskiej tak popularne, jak w polskiej pierogi czy kluski - można je przyrządzić na różne sposoby, z różnymi farszami, na słono lub na słodko.
Nie byłam nigdy w Indiach, ale jadłam samosy w kilku hinduskich lub wegetariańskich restauracjach, jestem też weteranką w ich robieniu. Na razie wypróbowałam trzy smaki - ze szpinakiem i tofu, z jabłkami i figami, i najbardziej typowe dla hinduskiej kuchni - z groszkiem, ziemniakami i kalafiorem, przyprawione całą gamą świetnych przypraw.

SAMOSY WEGAŃSKIE według książki "Kuchnia Kryszny" (przepis po zweganizowaniu przeze mnie)

400g białej mąki
1/2 łyżeczki soli
100g stopionej margaryny wege ( w oryginale jest masło, olej nie zda tu egzaminu, bo ciasto musi się rozwarstwić, wyjść kruche, o konsystencji podobnej do ciasta francuskiego)
150 ml zimnej wody

Mąkę wymieszać z solą, dodać stopioną margarynę. Powstanie mieszanka przypominająca kruszonkę. Powoli wlewać wodę, wyrobić ciasto. Uformować kulę, przykryć i odstawić na 30 minut w chłodne miejsce. W tym czasie przyrządzić nadzienie.

Kluczem do uzyskania typowego samosowego smaku są przyprawy, bez których to danie będzie tylko polską wariacją na temat indyjskiego obiadu. Toteż jeśli nie macie KMINU RZYMSKIEGO, w ogóle nie bierzcie się za smażenie samosów. Dodanie tej przyprawy nadaje całości niesamowitego aromatu, którego nie uzyskamy inną drogą. I uwaga - mimo tego, co piszą w niektórych ( źle tłumaczonych) książkach kucharskich "cumin" czyli kmin rzymski nie ma wiele wspólnego z kminkiem, a tym samym polski kminek nie jest jego zamiennikiem. Kmin jest w większości dużych sklepów, kosztuje tyle, co zwykłe przyprawy. Jest on również składnikiem mieszanki przypraw garam masala, więc jeśli ją macie, to samosy są w zasięgu waszej ręki i garnka.

Nadzienie: 1/2 kalafiora, puszka groszku, 3-4 średnie ziemniaki.
Przyprawy : 1 łyżeczka kminu rzymskiego, 1 łyżeczka imbiru, 1 łyżeczka kurkumy, 1 łyżeczka curry, 1 łyżeczka kolendry, kilka goździków, 1/2 łyżeczki cynamonu, 2 łyżeczki soli.

Na dużej patelni rozgrzać olej lub margarynę, wrzucić przyprawy. Intensywnie mieszać, by się nie przypaliły. Gdy całość zacznie pachnieć, wrzucić pokrojone warzywa i mieszać, by przyprawy je oblepiły. Smażyć 3-4 minuty. Dolać filiżankę wody i gotować ok. 15 minut. Ziemniaki i kalafior mają być miękkie, ale nie rozpaść się na papkę, ma być widać ich kształt.
Zostawić nadzienie, by ostygło.

No i teraz trzeba zaprezentować szczyt umiejętności kulinarnych, bo lepienie tych pierożków wcale nie jest takie proste. Ale jeśli chcemy, by różniły się wyglądem - lepimy byle jak. Olej, w którym smażymy, zapobiegnie ich rozklejeniu się.

Wyciągamy więc ciasto i dzielimy na kulki - powinno ich wyjść z tej porcji kilkanaście. Każdą kulkę wałkujemy na placuszek, który przekrawamy na pół, uzyskując półksiężyc. Każdy półksiężyc bierzemy w dłoń, nakładamy porcję nadzienia, jeden z brzegów smarujemy wodą i sklejamy. Smażymy na głębokim tłuszczu, w granku, jak pączki, na złoty kolor ( nie na brąz!).
Ważne - po wyciągnięciu danej samosy łyżką cedzakową, osądzamy ją ( samosę, nie łyżkę) na chusteczce lub serwetce, bo inaczej opije się tłuszczu i będzie niesmaczna.

Samosy są pyszne na gorąco, ale także na zimno dobrze smakują, można je wziąć na drugi dzień w pudełku do pracy czy na wyjazd. Jeśli coś zostanie - ja wczoraj zrobiłam chyba ze 40 sztuk i wszystko poszło, bo miałam wizytę rodziców.
Podałam je z ryżem jaśminowym i pomidorowym sosem ( pomidory z puszki plus ostra papryka i pieprz).


A oto Vegan Cookin Show - wałkuję ciasto na samosy z jabłkami. Wyszły takie sobie, bo temperatura oleju była za niska, ale dały się zjeść. W każdym razie impreza była bardzo udana - przyszły tłumy ludzi.

czwartek, 4 czerwca 2009

ciasta i fritatta

Czas na dwa ostatnio upieczone ciasta - moje ukochane czekoladowo-bananowe z orzechami włoskimi i pieczone po raz pierwszy cynamonowe coffee cake. Upieczenie dwóch ciast na raz dało wreszcie szansę na to, że nie znikną one w ciągu kilku godzin. Ale i tak zjadamy je raczej szybko, więc może następnym razem upiekę trzy?

Na prośbę Natalki zamieszczam drugi raz przepis na czekoladowe, bo poprzedni zaginął gdzieś w czeluściach archiwum.

WEGAŃSKIE CIASTO CZEKOLADOWO-BANANOWE

2 szklanki mąki
1 szklanka oleju
1/2 szklanki mleka sojowego
1 1/2 szklanki cukru
3 łyżeczki proszku do pieczenia
3 duże łychy kakao
tabliczka gorzkiej czekolady, połamanej na kawałki ręcznie
2 banany, im starsze i bardziej miękkie tym lepiej
garść posiekanych włoskich orzechów

Całość wymieszać ręcznie w dużej misce, rozgnieść banany dokładnie. Piec 40 minut na 200C. Jeśli się nie dopiecze, to dać mu jeszcze parę minut, ale nie piec godzinę, bo wyjdzie zwykły suchy "murzynek" - to ciasto ma być ciężkie i wilgotne, z rozpływającymi się drobinkami czekolady.

Plusem tego wypieku jest to, że zawsze wychodzi i każdemu smakuje. Kiedy nie wiem, co upiec na jakąś okazję lub dla niespodziewanych gości, piekę to ciasto i jeszcze nigdy mnie nie zawiodło. Ostatnio moja siostra zrobiła nim furrorę na wieczorze panieńskim koleżanki ( sama piekła, więc innym też wychodzi).



COFFEE CAKE Z KRUSZONKĄ

Po pierwsze i najważniejsze - coffee cake to nie jest ciasto kawowe. W przepisie nie znajdziecie grama kawy. To po prostu ciasto DO kawy, i stąd taka nazwa.
Jest dość smaczne, cynamonowe, ze słodką kruszonką, raczej niskie - ok. 1,5 cm wysokości, ale wlałam je do bardzo dużej okrągłej formy. W keksówce wyrosłoby wyższe.

1 i 3/4 szklanki mąki
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka kardamonu
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
2 łyżeczki proszku
1/2 łyżeczki sody
1/2 szklanki brązowego cukru
1/2 szklanki oleju
1 szklanka soku jabłkowego
1/2 szklanki mleka migdałowego ( dałam sojowe o smaku truskawkowym, i niewiele to zmieniło)
1 łyżeczka zapachu waniliowego

Kruszonka : 1/4 szklanki mąki, 1/4 szklanki cukru, 1 łyżeczka cynamonu, 1 łyżka oleju - zmieszać i wyrobić ręcznie.

Robiąc ciasto, mieszamy suche składniki, oddzielnie mokre, mieszamy obie masy. Układamy kruszonkę na cieście i pieczemy całość 30 minut.



A na koniec przedstawiam fritattę, jedno z moich ulubionych dań z czasów przedwegańskich. Zweganizowanie tego przepisu nie było zbyt trudne - wywaliłam ser i śmietanę, poza tym postępowałam jak zawsze. Posunęłam się nawet do zrobienia wegańskiego sosu "serowego" ( to jest to jasne na potrawie), i jest to moje ostatnie odkrycie. Może nie smakuje dokładnie jak ser, ale jest smaczny.

FRITATTA

1 kg ziemniaków gotujemy w mundurkach i obieramy po ostygnięciu
podsmażamy jedną dużą cebulę i 30-40 dag pieczarek
dorzucamy ziemniaki ( pokrojone) i całość smażymy razem na oleju
posypujemy pieprzem ziołowym - to najważniejsza przyprawa tego dania, nie zwykły pieprz, a ziołowy nada mu specjalnego smaku i aromatu ( nie żałujemy pieprzu, nie jest tak ostry jak zwykły)
solimy porządnie
Dodajemy sosu "serowego" i przykrywamy danie na gazie. Chwilę podmsażamy, aż dolna warstwa ziemniaków się zrumieni

WEGAŃSKI SOS SEROWY

1/2 szklanki mąki
1/2 kostki drożdży
1 1/2 szklanki wody
2 łyżki margaryny
1 łyżka musztardy
sól czosnkowa ( dałam czosnek granulowany)
odrobina curry i ostrej papryki

Zmieszać mąkę i drożdże na ogniu. Dolać wody, by utworzyła się pasta. Dokładnie rozetrzeć grudki, podgrzewając. Zdjąć z ognia, wmieszać margarynę. Po jej rozpuszczeniu dodać musztardę, sól i przyprawy.


Potrawa może niezbyt apeluje do oka, ale zapewniam, że jest przepyszna.

Przy okazji - jutro występuję w pokazie kulinarnym Vegan Cooking Show, organizowanym z okazji Tygodnia Weganizmu. Moja dwuosobowa drużyna będzie smażyć samosy z jabłkami i figami. Mam nadzieję, że się udadzą! Nie liczę na wygraną, ale na dobrą zabawę, dużo dobrego żarcia i trochę zdjęć.

wtorek, 2 czerwca 2009

eksperymentalne kotlety z ziaren

W ramach akcji "czyścimy szafki z resztek" zaatakowałam wszystkie napoczęte opakowania ryżu, kasz, orzechów, słoiki z dżemem. Dzięki tym zabiegom weekend udało się przeżyć wydając tylko 20 zł. Więcej zresztą nie mieliśmy, więc jedliśmy co było.
Ale z drugiej strony moje kuchenne szafki naprawdę kryją wiele tajemnic i oferują szeroki wybór produktów spożywczych, więc nie byliśmy głodni. Najgorzej było, gdy zabrakło pieczywa, a nie było mąki ani drożdży, by coś upiec. Ale czy człowiek nie naje się bez chleba? Naje się, i to jak.

EKSPERYMENTALNE KOTLETY Z ZIAREN

Nazwałam je tak, bo przepis jest w 100% mój, znikąd nie ściągnięty, a eksperyment polega na tym, że robiłam je na oko, z tego co plątało się po szafce, lodówce i koszu na warzywa.

Potrzebujemy :
trochę kaszy jęczmiennej ( jeden woreczek rozcięłam i ugotowałam zawartość)
1 marchew
1 pietruszkę
kawałek selera
pestki słonecznika
pestki dyni
trochę młodej kapusty kiszonej
przyprawy ( sól, papryka ostra, pieprz)

Warzywa kroimy i podsmażamy na oleju z pestkami i przyprawami. Kaszę gotujemy z kostką warzywną na papkę. Obie masy miksujemy i doprawiamy. Dodajemy mąki ziemniaczanej i kapusty, formujemy kotleciki ( niezbyt duże), smażymy na brązowo.
Do tego przygotowałam mój ulubiony typ surówki - właściwie innych nie robię, nad czym ubolewam - sałatę, ogórki, pomidory pomieszałam w misce z sosem winegret.

Kotlety są przepyszne, nie warto omijać w przepisie kapusty - nadaje im świetny smak.
Jedliśmy je z koncentratem pomidorowym.


A teraz, planując oszczędność na gazie, piekę jednocześnie dwa ciasta - moje ulubione bananowo-czekoladowe i coffee cake z kruszonką. Sprawozdanie niedługo.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...