niedziela, 31 maja 2009

weekendowe smaki

Dziś czas pokazać kilka potraw przygotowanych podczas kończącego się już weekendu. Sobota była bardzo mokra i burzowa, a nie ma nic przyjemniejszego, niż siedzieć w domu i gotować, a potem spożywać efekty swojej kuchennej pracy, podczas gdy za oknem szaleje burza. Tylko że wtedy oczywiście chce się bardziej jeść...Zastanawiam się, jak wysoki będzie następny rachunek za gaz, bo po prostu szaleję ostatnio z jego nadmiernym wykorzystywaniem.
Dziś, w niedzielę, od rana panował straszliwy upał, co skłoniło nas do odbycia miłego spaceru po mieście. Kilka minut po naszym powrocie rozpętała się okropna burza. Teraz już nie pada, ale nie ma śladu po porannej wakacyjnej atmosferze. Wszędzie mokro i mnóstwo kałuż rozchlapywanych przez samochody, co też ma swój urok.

Najpierw obiad z piątku - makaron kokardki, podsmażona okra, pozostała z gotowania mleka sojowego, granulat sojowy i sos pomidorowy, przyprawy.


Deszczowa sobota skończyła się nagotowaniem gara warzywnej zupy, bardzo ostrej swoją drogą. Trochę w tym mojego błędu, bo zapomniałam, że niemieckie warzywne kostki eko, których używam są bez soli. Warzywa ugotowały się więc kompletnie bezsmakowo, na koniec za to dowaliłam mnóstwo gryzących w gardło przypraw, by potrawę ratować. No i wyszła tak sobie - mdłe warzywa w piekąco ostrym płynie.
Zupa zawiera : marchew, pietruszkę, seler, ziemniaki, koperek, pieczarki, paprykę i jeden zabłąkany pomidor.

Wieczorem, po ugotowaniu mleka sojowego (przestałam kupować, moje jest lepsze i tańsze, cóż z tego, że trzeba trochę popilnować garnka?), użyłam jego części do upieczenia ciasta truskawkowego. Wykorzystałam przepis na ciasto rabarbarowe, ale dodałam sporo truskawek, no i mąkę pszenną zmieniłam na razową, bo tylko taką miałam w domu. Efekt bardzo dobry.

Dzisiaj na obiad kotlety z ciecierzycy z kaszą gryczaną, a na deser krówki z makiem, ale efekt nie jest jeszcze znany - siedzą na razie w lodówce.
Na koniec - zdjęcie ze spaceru.

piątek, 29 maja 2009

nameday pleasures

Wczorajsze menu imieninowe.

Tort czekoladowy z kremem ryżowo-kokosowym.

Ciasto : 2 szklanki mąki, 1 szklanka cukru, 1/2 szklanki oleju, 3/4 szklanki mleka sojowego, 1 łyżka sody, 1 łyżka kakao, 3 łyżki dżemu ( dałam truskawkowy), 1 cukier waniliowy. Zmieszać, piec 45 minut.

Po upieczeniu zaczął się cyrk z przecięciem ciasta na dwa blaty. Nie było zbyt wysokie, ale z pomocą nitki poradziłam sobie.
Dolny blat polałam sokiem osączonym z puszkowych ananasów i posmarowałam konfiturą z dzikiej róży ( wielkie opakowanie w Tesco za 3 zł). Na to położyłam ryżową masę.

Masa : ok. szklankę ryżu rozgotować na papkę. Zmiksować z duża ilością wiórków koko, cukrem pudrem i mlekiem sojowym, dodać trochę kakao dla koloru.

Na masę położyłam drugi blat i również posmarowałam go masą. Na to moja polewa czekoladowa, którą stosuję do babeczek, z zapachem wiśniowo-whisky ( było warto, nadało to całości zdecydowanego, alkoholowego smaku). Udekorowałam tort ananasami z puszki i zielonymi winogronami.
Jest naprawdę smaczny, mówię to ja, koneserka słodyczy i wypieków.


Oprócz ciasta podałam bułeczki oliwkowe ( były hitem!), pesto zielone własnej roboty i pastę z avocado oraz sałatkę makaronową.

PESTO ( przepis mojej koleżanki Magdy)

2 szklanki liści bazylii świeżej ( kupiłam taką w doniczce), 1/3 szklanki orzeszków ( zamiast nieziemsko drogich piniowych kupujemy i namaczamy na pół godzinki w wodzie zwykłe solone orzeszki ziemne. Po tym czasie wylewamy wodę i mamy orzechy bez soli, w sam raz do pesto), 1 ząbek czosnku, 1/3 szklanki oliwy, sól, pieprz. Miksujemy na zieloną pastę.

PASTA Z AVOCADO ( również przepis Magdy, prezentowana w poprzednim poście na tostach)

2 dojrzałe avocado wypestkować i zmiksować z świeżą lub suszoną bazylią, 2 łyżkami oliwy, sokiem z cytryny, ząbkiem czosnku, solą, pieprzem i łyżką musztardy ( dałam gruboziarnistą).

A na koniec - perfekcyjna pani domu, a raczej jej część.

czwartek, 28 maja 2009

takie tam śniadanie

Dziś robię imprezę imieninową. Gości będzie w porywach trójka, ale roboty kupa, bo robię wszystko home made, łącznie z pieczeniem bułek.
A więc - zaczyn na oliwkowe bułeczki właśnie rośnie sobie spokojnie pod ściereczką. Wegański tort czekoladowy z kremem ryżowym i ananasami siedzi już w lodówce. Znajduje się tam też pseudogrecka sałatka ( czyli tofu w miejsce fety), dwa dipy - avocadowy i pesto bazyliowe oraz soyonez. Do przygotowania została mi sałatka makaronowa i sangria. Muszę też skoczyć po piwo i owoce. No i upiec bułki.
Tymczasem słucham Smaru SW i przymierzam sukienkę, w której mam zamiar wystąpić. To nie jest elegancka impreza, ale jako prefekcyjna pani domu dbam o wizerunek:)
Myślę też nad powieszeniem jakiejś kotary, bo moja kuchnia zawsze wygląda jak pobojowisko. Efekt końcowy jest smaczny, ale nie umiem utrzymać porządku gotując.

Żeby nie było tak zupełnie bez zdjęć zamieszczam śniadanie sprzed kilku dni - tosty ziarniste z pastą avocado, rzodkiewki i shake sojowy Joya o smaku morelowym ( pyszny).


I obiad - spaghetti z orzechowym sosem satay i pokrojonym w kostkę tofu. I moja ulubiona sałatka - sałata, ogórek zwykły i kiszony, pomidor, papryka, sos cytrynowo-czosnkowy.

wtorek, 26 maja 2009

mleko sojowe własnej produkcji

Muszę się pochwalić - udało mi się po raz pierwszy, po paru nieudanych próbach sprzed lat, zrobić smaczne i dokładnie takie jak trzeba mleko sojowe. Co więcej, moje mleko nadaje się do dalszej obróbki - na jego bazie powstał pyszny truskawkowy koktajl ( w końcu truskawki 4 zł/kg!) i soyonese, czyli majonez wegański.

Oczywiście wygodniej jest otworzyć karton i nalać sobie pysznego mleka o dowolnym smaku - ale niestety sojowe nie kosztuje 2 zł za litr, tak jak krowie, i w Polsce jeszcze długo się te ceny nie zrównają. Ostatnio kupowałam Alpro naturalne po 7,50 zł, a to i tak super okazyjna cena. Potrzebuję kilku kartonów tygodniowo ( do wypieków, sosów, napojów), więc sami sobie policzcie.

A koszt własnego wyrobu to 2,19 zł - tyle kosztuje 350 g soi, z czego potrzebujemy połowy. Plus oczywiście czas i gaz, ale nie gotuje się go znowu tak długo.

1 szklankę soi namoczyć w 3 szklankach wody na noc
zmiksować całość ( przed gotowaniem!) i dodać następne 3 szklanki wody
gotować 30 minut ( uważać, bo się pieni)
odcedzić okarę przez gazę

Zyskujemy ok. litra mleka sojowego - bez dodatków smakuje dość fasolowo, ale nie jest wodniste i można poddać je dalszej obróbce, np. dosłodzić. Ma też piękny żółtawy kolor, zupełnie jak alpro waniliowe.
Jako produkt uboczny powstaje nam okara, czyli te ściepki, które zostaną na gazie. Można zrobić z niej masę na kotleciki lub udawane "mięso mielone". Moja czeka w pudełeczku w lodówce na moją decyzję co do jej dalszych losów.

Po ostudzeniu mleka wzięłam się za soyonese. Przepis zawdzięczam moim ulubionym koleżankom, Magdom, które absolutnie wymiatają w kuchni i tworzą cudowne wegańskie dania. Przysłały mi go dziś smsem, gdy byłam w trakcie gotowania mleka.

SOYONESE

1 filiżankę mleka zmiksować aż się spieni. Dodawać stopniowo olej, aż zgęstnieje. Przyprawić (dałam sól, pieprz czarny i ząbek czosnku), dodać łychę musztardy i trochę soku z cytryny lub octu. Kilkakrotnie krótko miksować, aż osiągnie wygląd i konsystencję majonezu.
Jest naprawdę świetny.



KOKTAJL TRUSKAWKOWY

Resztę mleka zmiksowałam z 200 g truskawek, jednym przejrzałym bananem, który pałętał się po koszyku na owoce, i dwiema łyżkami syropu z agawy ( zamiast cukru). Wyszedł prawie litr słodkiego, zdrowego, gęstego koktajlu.

poniedziałek, 25 maja 2009

Gorąca wegańska setka

A oto zabawa, którą zaraziła mnie "Śmierć kanapkom!" i którą widziałam już wcześniej na kilku anglojęzycznych blogach.
Zasady są proste :
1. Kopiujemy listę stu wegańskich produktów.
2. zaznaczamy pogrubiając te, które jedliśmy i wykreślamy lub piszemy kursywą te, których nie mamy zamiaru próbować.
3. Oceniamy, wstawiając plusy, obok produktów, które najbardziej nam smakowały ( 3 plusy to maximum).
4. Zarażamy, tzn. zapraszamy do zabawy przynajmniej jednego bloga o jedzeniu i linka do swoich odpowiedzi umieszczamy w komentarzach do tej oto notki.

Blogi, które ja zarażam to http://pieczokas.blogspot.com/ i http://ugotujmy.blogspot.com/.

GORĄCA WEGAŃSKA SETKA

1. Tempeh ++
2. Warzywne smoothie
3. Sojecznica +++
4. Haggis
5. Świeży kokos ++
6. Creme brulee = nie jadłam, ale mam przepis i zrobię go jak tylko... no kiedyś w każdym razie zrobię
7. Fondue = wegańskie fondue jest trochę dziwne, ale jeżeli nie oczekuje się smaku sera, to w sumie smaczne
8. Marmite + ( bardzo dziwne, słono-drożdżowe)
9. Barszcz :)
10. Baba ghanoush
11. Nachos
12. Makaron soba ++
13. Klasyczna amerykańska kanapka - masło orzechowe z dżemem +++ (uwielbiam)
14. Aloo gobi
15. Taco (no oryginalnego nie jadłam)
16. Tajwańska herbata Boba ( a co to jest? Kim jest Bob?)
17. Czarna trufla
18. Wino owocowe
19. Gyoza
20. Lody waniliowe
21. Zielone pomidory +++
22. Świeże borówki
23. Ceviche
24. Ryż z fasolą
25. Knysza ( jeśli chodzi o wrocławską knyszę to jadłam, a jeśli to jakieś specjalne danie, to nie)
26. Surowa papryka jakaśtam
27. Dulce de leche
28. Kawior - nie jadłam ani prawdziwego ani tego "niby kawioru" wasabi, który jest wegański. kosztuje 12 zł za pudełeczko, więc bez przesady...
29. Baklava++
30. Pasztet++
31. Orzeszki w polewie Wasabi+
32. Gulasz podawany w chlebie -
33. Mango lassi+++
34. Kapusta kiszona :)+++
35. Shake czekoladowy - sojowe piłam tylko morelowe i truskawkowe
36. Cydr+++
37. Rogalik z dżemem
38. Galaretka z wódki +
40. Frytki z fastfoodu+
41. Surowe Brownies = no jakoś nie mam ochoty...
42. Młoda cieciorka = na logikę coś takiego musi istnieć, ale nie podejrzewałam, że tak jest :)
43. Dahl +++
44. Domowe mleko sojowe - jak tak rozsądnie pomyśleć to chyba nie piłam, ale zaczynam własną produkcję
45. Wino za ponad 100 zł
46. Stroopwafle - holenderskie wafle z syropem, Tofinki są pycha, ale nie wegańskie. No więc wegańskich nie jadłam, a w Holandii były strasznie drogie
47. Samosy +++
48. Warzywne Sushi +
49. Lukrowane ciasto
50. Glony+
51. Opuncja
52. Umeboshi+
53. Jogurt sojowy++
54. Bagietka z oliwą i pomidorem+
55. Wata cukrowa - nie lubię
56. Gnocchi - wegańskiego nie jadłam
57.Pinacolada - słyszałam, że jest wegańska w Cyklozie w Warszawie, ale nie piłam
58. Sok z brzozy ++
59. Scrapple
60. Draże karobowe - zamówiłam, czekam na przesyłkę
61. Tort czekoladowy+++
62. Tekstura sojowa+ (nie przepadam, ale jem)
63. Kotlety z ciecierzycy +++ (kocham ciecierzycę)
64. Curry ++
65. Durian
66. Domowe kiełbaski
67. Churros
68. Wędzone tofu ++
69. Smażone plantany (zielone banany)
70. Mochi
71. Gazpacho ++
72. Ciepłe pieguski ??
73. Absynt
74. Kukurydza na kolbie ++
75. Bita śmietana - wegańskiej nie jadłam
76. Grejpfrut ++
77. Surowe brokuły i kalafior+
78. Puree ziemniaczane z sosem+++
79. Jerky
80. Croissanty = wegańskich nie jadłam
81. Zupa cebulowa++
82. Naleśniki na słono++
83. Słone paluszki
84. Obiad w wegańskiej restauracji
85. Moussaka
86. Kiełki
87. Makaron z "serem"
88. Kwiaty
89. Zupa z pieczonej dyni
90. Biała czekolada
91. Seitan +++
92. Kimchi
93. Wegańskie żelki
94. Żółty arbuz
95. Chili z czekoladą - jadłam czekoladę z chili i piłam czekoladę na gorąco ze szczyptą chili
96. Bułka z wegańskim serem+++
97. Mleko migdałowe++
98. Polenta +++
99. Jamaiska kawa Blue Mountain
100. Surowe ciasto +++

Nie ma chyba niczego wegańskiego, czego nie chciałabym spróbować...
Przy okazji zrobię antyreklamę - dziś zatrułam się samosami z Green Way'a. Czuję się fatalnie, leczę się piciem ziół.

sobota, 23 maja 2009

trzy rodzaje babeczek

Dziś przedstawiam upieczone przeze mnie wczoraj na benefit trzy partie wegańskich babeczek - kokosowo-miodowe, czekoladowe i bananowe z brązowym cukrem.

Podpisy były dla klientów, bo na sali ciemno, sprzedawałyśmy przy jednej lampce.
Pierwsze zdjęcie to babeczki bananowe, najsmaczniejsze z całej trójcy i najszybciej się sprzedające.

1 1/2 szklanki mąki
1 łyżeczka sody plus 1 proszku
1/2 łyżeczki soli
3-4 dojrzałe banany ( nawet brązowe, łatwo dające się rozgnieść i słodkie)
3/4 szklanki brązowego cukru
1/3 szklanki oleju

Kruszonka : 1/3 szklanki cukru, 2 łyżki mąki, 1/2 łyżeczki cynamonu, 1 łyżka margaryny - zrobić kruszonkę, udekorować babki.

Samo ciasto według przepisu miksuje się, ale mój mikser szaleje, i moja kuchnia podczas miksowania wygląda jak nieszczęście, więc po prostu zmieszałam składniki, dokładnie rozgniatając banany. Piec 20-25 minut na 200 C. Uwaga, rosną!

Babeczki czekoladowe robiłam na ostatnią chwilę, gdy spanikowałam, że żarcia będzie za mało ( ostatecznie było go za dużo). nie miałam żadnego gotowego przepisu, zmieszałam po prostu mąkę, kakao, olej, mleko sojowe, proszek, cukier i pokruszone kawałki gorzkiej czekolady.

I na koniec - babeczki kokosowo-miodowe, które zakosiłam z bloga http://whiteplate.blogspot.com Nie jest to blog wegański, ani nawet wegetariański, bo autorka je ryby, ale skupia się głównie na ciastach i pieczywie. Zdjęcia są cudowne, a jej teksty przyjemnie się czyta. Przepis oczywiście przerobiłam, wykreślając jajka i zmieniając mleko krowie na sojowe.

310 ml mleka sojowego
1 1/2 łyżki miodu sztucznego
230 g wiórków koko ( to będą dwie paczki)
125 g cukru
70 g mąki ( dosłownie ze 3 łyżki)
2 łyżeczki proszku
cukier waniliowy

Mleko z miodem zagotować, odstawić. W tym czasie pomieszać suche składniki. Ciągle mieszając wlewać mleko. piec 25-30 minut.

Przez kilka następnych dni nie upiekę chyba nic słodkiego, mam dość. Za to właśnie zrobiłam pyszne pieczone papryki faszerowane kuskusem z pieczarkami.

środa, 20 maja 2009

kilka obiadów z ostatniego tygodnia plus ciasteczka owsiane

Tytuł banalny, ale najlepiej oddaje to, co chciałabym dziś pokazać - kilka zdjęć niedawnych obiadów nazbierało mi się na dysku, oprócz tego upiekłam też ciasteczka owsiane według przepisu nieocenionej autorki bloga http://ciekawesniadanie.blogspot.com/, od której ściągam już kolejny przepis, nieznacznie tylko modyfikując, i nic nie mam na swoje usprawiedliwienie.

Receptury na ciasteczka nie będę więc przepisywać, bo nie zmieniłam w niej prawie nic - nie miałam tylko skórki cytrynowej, więc dodałam skoncentrowanego soku z limonki Limmi, którego, jak widziałam w TV, używa Nigella. Czasem oglądam jej programy, choć niezbyt wiele w jej potrawach inspiracji, z której mogłabym skorzystać jako weganka. Lubię jednak to wrażenie, jakie pozostawia - że gotowanie to zabawa, że w kuchni może panować lekki chaos, i że jedzenie i kalorie to nie grzech.

Oprócz zmiany skórki na sok postępowałam krok po kroku według przepisu - tylko ciastka uformowałam większe, co chyba widać na zdjęciach. Przepraszam za ciemne ujęcia, piekłam je pod wpływem impulsu późnym wieczorem i wtedy też fotografowałam.


Acha, dżemy są dwa - cierpki mirabelkowy produkcji mojej siostry i słodki truskawkowo-rabarbarowy z Tesco. Czyli właściwie dwa rodzaje ciastek. Są bardzo treściwe dzięki płatkom owsianym - po kilku ciastkach człowiek czuje się całkiem najedzony.

A oto zapiekane szparagi z sosem musztardowym. Wszystko robione na oko - kupiłam pęczek białych szparagów, obrałam ( co za męka, ze 20 minut to trwa!), ugotowałam. Zapiekłam z sosem, wykonanym z mleka sojowego, mąki, soli, pieprzu i gałki muszkatołowej ( to miał być taki wegański beszamel) plus dwie spore łyżki musztardy, bo coś bez wyrazu wyszedł. Piekłam około 40 minut. Do tego sałatka - kapusta pekińska, pomidory, ogórek, zielone oliwki, zioła włoskie, trochę oleju.
Smaczne, ale długi proces obróbki szparagów mnie trochę zniechęca, choć teraz na nie sezon i nawet bywają niedrogie.
Kolejny szybki obiad to kasza jęczmienna ( super promocja, cztery woreczki za 89 gr, ale oczywiście nie gotuję w plastiku - rozcinam i wsypuję do wody luzem) plus pieczarki, cebula, sos pomidorowy duszone razem z dodatkiem ostrej papryki. Bardzo smaczne, zwłaszcza jeśli nie zasmaży się pieczarek na wiór, tylko zostawi jędrne.

I wreszcie wczorajsze śniadanie czyli tofucznica. Kostkę bezsmakowego tofu ( 150g) podsmażyłam z pomidorami na margarynie, dodając sól, pieprz i sporo curry, by się zażółciło. Do tego pyszny chleb z wegańską margaryną, i czarna kawa.

poniedziałek, 18 maja 2009

Pierogi drożdżowe na sposób rosyjski

Nie wiem, czy to tak naprawdę jest rosyjski przepis, ale miałam ostatnio ochotę upiec coś kojarzącego mi się z Rosją - w wielu podróżniczych relacjach czytałam o drożdżowych pierogach, wypełnionych kapustą kiszoną lub grzybami (lub mięsem, ale to mnie nie zainteresowało).

Pierogi te są bardzo sycące i idealne na zimny maj, jaki mamy w tym roku ( rano był upał, włożyłam zwiewną białą spódnicę i wygląda na to, że zaraz będzie burza). A więc - smażymy kilka talerzy takich pierożków z kapuścianym nadzieniem, bierzemy kilka do miseczki, do tego wygodny fotel, książka i herbata z konfiturą z wiśni. Najlepiej w szklance z koszyczkiem, ale nie mogę jakoś takiej szklanki upolować.

PIEROGI DROŻDŻOWE

Ciasto : 4 szklanki mąki, 6 dag drożdży ( z kostki, nie suchych), 2 łyżki cukru, łyżka mąki sojowej ( dałam ziemniaczaną), 4 łyżki oleju, sól, 1 1/2 szklanki ciepłej wody.

Drożdże rozdrobnić z cukrem. Z pozostałych składników zagnieść ciasto, połączyć z drożdżami, odstawić na 15 minut w ciepłe miejsce.

Farsz : gdy ciasto rośnie, zaczynamy robić farsz. Siekamy 30 dag pieczarek, 3 cebule, 1 marchew i ok. 30 dag kiszonej kapusty ( może być więcej, zależy czy chcemy mieć farsz typowo kapuściany, czy raczej grzybowy).
Wszystko podsmażamy na oleju, doprawiamy ( pieprz, sól, przyprawa do potraw z kapusty).

Z ciasta urywamy kawałki, rozciągamy na dłoni, pośrodku umieszczamy łyżeczkę farszu, sklejamy ( na kształt typowych polskich pierogów, ale wychodzą większe, no i potem jeszcze rosną). Dajemy uformowanym pierogom chwilę "odpocząć" i wrzucamy na rozgrzany głęboki olej. Smażymy na złoto, odwracając kilkakrotnie.
Uwaga, koniecznie osączamy po wyjęciu na ręczniku papierowym lub chusteczkach higienicznych, bo opiją się tłuszczu i będą niesmaczne.

Najlepsze na ciepło.

sobota, 16 maja 2009

falafele z ciecierzycy i bułki oliwkowe

Bardzo smakowały mi berlińskie falafele, więc postanowiłam spróbować zrobić samodzielnie podobne. Wbrew pozorom nie jest to łatwe, bo trudno osiągnąć idealny smak i konsystencję do smażenia - próbowaliśmy ich w Berlinie w dwóch miejscach, i w każdym smakowały zupełnie inaczej. Moim ideałem są te z Kreuzbergu - typowo arabskie przyprawy, bez wypełniaczy typu bułka tarta, z wegańskim sosem sezamowym ( nagłowiłam się, żeby go odtworzyć, ale udało się) i surowymi, chrupiącymi warzywami.

Podstawą falaflowych kotlecików jest oczywiście ciecierzyca. Za parę dni na blogach jedzeniowych startuje akcja związana z tym właśnie ziarnem - nie biorę w niej udziału, bo nie lubię jeść kilka dni pod rząd tego samego, ale moje falafele idealnie do niej nawiązują:)

A oto przepis :

Namaczamy na noc suche ziarno ciecierzycy (ok. 250 g). Rano gotujemy je do miękkości w dużej ilości wody - trwa to około godziny. Ziarna nie mają się rozpadać, zresztą chyba trudno byłoby je rozgotować na papkę - mają być chrupkie, twardawe z zewnątrz, miękkie w środku.
Wrzucamy je do blendera i miksujemy na papkę z kilkoma zębami czosnku, połową łyżeczki soli, posiekaną natką pietruszki ( koniecznie!), łyżką oliwy i odrobiną wody. Do powstałej pasty dodajemy kmin rzymski i przyprawiamy jak chcemy, ale generalnie ideałem jest osiągnięcie smaku hindusko-arabskiego ( tak, wiem, że to nie to samo, ale trudno określić, jak dokładnie mają smakować) - dodałam mieszanki Bombay Masala firmy Kotanyi.
Lepimy kuleczki wielkości orzechów włoskich lub trochę większe. Jeśli masa jest za rzadka, warto dodać bułki tartej, ale nie za dużo - nie możemy zgubić głównej nuty smakowej. Smażenie w głębokim oleju jest niezdrowe, więc usmażyłam je na oleju na patelni.

Oryginalnie podaje się w picie lub bułce - postanowiłam więc upiec moje ulubione oliwkowe bułeczki, o których już tu na blogu wspominałam.
Po rozkrojeniu bułki umieszcza się w środku pokrojone liście kapusty pekińskiej, plasterki pomidora i ogórka, jeden kotlecik, sos chili i sos sezamowy.
Sos sezamowy był dla mniej największym wyzwaniem. Wiedziałam tylko, jak smakował ten, który jadłam w Berlinie i wiedziałam, że był wegański, więc podobny efekt starałam się osiągnąć we własnej kuchni. Internet był małą pomocą - sezam jest składnikiem wielu sosów np. w kuchni chińskiej, ale mi chodziło o smaki bliskowschodnie.
W końcu coś znalazłam i oczywiście zmodyfikowałam - sos na bazie tahini. Nie miałam jej w domu, więc musiałam sama ją zrobić, co wbrew pozorom nie jest zbyt trudne, przedłuża tylko sam proces wykonania sosu.

SOS SEZAMOWY

Zrobić tahini - 6 łyżek sezamu, 3/4 szklanki wody, łyżeczkę oleju i 1/4 łyżeczki soli zmiksować

Otrzymujemy filiżankę tahini. Dodać ząbek czosnku, sok z 1 cytryny, odrobinę wody i 1/4 łyżeczki soli, szczyptę pieprzu. Wszystko zmiksować i schłodzić.

Oto kotlety tuż po usmażeniu.


A to gotowy falafel :

poniedziałek, 11 maja 2009

cuda berlińskie

Wróciłam w sobotę w nocy, bo zahaczyłam jeszcze o poznańskie demo w obronie Rozbratu. Berlin piękny jak zawsze, choć było raczej zimnawo, a pod bramą brandenburską złapała nas ulewa stulecia. Jadłam pyszne falafle u Turków na Kreuzbergu, w cudownej picie, z wegańskim sosem sezamowym. Piłam mleko sojowe czekoladowe za 99 centów litr. Przywiozłam dobre masło orzechowe i zapas karmelowych Alpro, które rozeszły się w ciągu dwóch dni.

Jedzenie fotografowałam mało, więc może kilka impresji podróżniczych.

Oto latte sojowe z brązowym cukrem, z Coffeeheaven na poznańskim dworcu ( chodzimy zupełnie nieświadomie tymi samymi drogami z autorką bloga "Śmierć kanapkom!":)). Było pyszne, choć cena 10,70 zł za kawę jest stanowczo zawrotna. Słyszałam plotki, że może oddział powstanie w Toruniu, wtedy będą mieli mnie na karku bardzo często, bo uwielbiam kawę z mlekiem, a jestem jej pozbawiona, chyba że zrobię sobie sama.

Squat Kopi w Berlinie

Katedra berlińska.

xxx

Nie powiem, żebym na wyjeździe źle się odżywiała, co zdarzyło się np. rok temu podczas wyjazdu autostopowego do Holandii, kiedy byliśmy uwięzieni godzinami na stacjach benzynowych, z których nikt nie chciał nas zabrać, a które oferowały jakże wyszukane menu, w postaci chleba z paczki, czekolad i coli. Teraz było ok, większy wybór sklepów, no i na stacje zawiajaliśmy tylko po paliwo, co powitałam z ulgą.
Smakowała mi zwłaszcza Club Mate, czyli yerba mate gazowana w zakręcanej półlitrowej butelce. Uwielbiam też Bionade, której cena w polskich sklepach jest spora ( jeśli da się ją w ogóle znaleźć), a w Niemczech na dworcu kosztowała 76 centów. Lubię zwłaszcza wersję z czarnym bzem.

Wróciłam właśnie ze sklepu z mnóstwem warzyw i pomysłów. Czas zabrać się za gotowanie. Dziś pierogi drożdżowe z kapustą i pieczarkami, smażone na oleju. Wczoraj upiekłam zapiekankę z kaszy gryczanej z warzywami i ciasto rabarbarowe z cynamonem. Niech żyje rabarbar!

sobota, 2 maja 2009

cudowna pizza pełna wszystkiego


Ciasto na pizzę według prezentowanego tu już kiedyś na blogu przepisu- ale podwoiłam składniki, wyszła pizza wielka na całą sporą blachę, i dwie głodne osoby nie dały jej rady za jednym posiedzeniem ( ale te same głodne osoby po powrocie z treningu zeżarły resztki pizzy i frytki z 2,5 kg ziemniaków, więc da się).

Na ciasto położyłam :
-sos pomidorowy
-suszoną bazylię i oregano
-mnóstwo zielonych oliwek
-cukinię w plastrach
-1/2 puszki czerwonej fasoli
-1/2 miąższu awokado
-posypałam serem wegańskim, który średnio się topi, ale jest smaczny

A jutro kroi się grill w parku - moje menu piknikowe obejmuje marynowane bakłażany, banany nadziewane czekoladą, grillowany czosnek na pieczonym chlebie, ciasteczka czekoladowe ( nie z grilla rzecz jasna, muszę upiec je wcześniej) i piwo bezalkoholowe.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...