czwartek, 30 kwietnia 2009

moje wegańskie śniadanko 7


W końcu przyszła wyczekiwana paczka z żarciem z Czech. A więc oto dziesiejsze śniadanie : kromki chleba posmarowane wegańską margaryną Alsan-S, z wegańskim serem, pomidorem i szczypiorkiem. Świetne połączenie.

środa, 29 kwietnia 2009

naleśniki meksykańskie


Jestem straszną nogą, jeśli chodzi o smażenie placków naleśnikowych i lepienie pierogów. Nawet w czasach wegetariańskich, gdy do masy dodawałam jajko, naleśniki mi nie wychodziły - były za grube, za cienkie, przywierały, bywały surowe w środku, niepotrzebne skreślić.
Wegańskie naleśniki wydawały się więc nieosiągalne, tymczasem zrobiłam je i wyszły całkiem smaczne.

Ciasto:
mleko sojowe
mąka
suszony tymianek
szczypta soli
trochę wody

Zmieszać, odstawić na 30 minut, smażyć na oleju.

"Meksykańskie" nadzienie - tu Ameryki nie odkryłam, jest bardzo typowe.

podsmażone pieczarki
podsmażona 1 cebula
puszka czerwonej fasoli
puszka pomidorów
koncentrat pomidorowy
pół puszki kukurydzy
przyprawa do kuchni meksykańskiej, pieprz i sól

czwartek, 23 kwietnia 2009

sojowe latte, ziemniaki na parze i obiad

Wreszcie obiecana sojowa latte. Próbowałam ją robić z różnymi mlekami sojowymi, najlepiej wychodzi z Alpro naturalnym. Z Soya Creamerem rozmieszanym z wodą sprawia raczej średnie wrażenie, piana jest niższa i szybciej opada. Myślę o zrobieniu dodatkowej warstwy, np. z syropu waniliowego lub imbirowego. Całość posypuję karmelem i cynamonem, ewentualnie jeszcze brązowym cukrem ( odkryłam taki fajny fair trade'owy duński, nie za tani, ale dobry).

Kolejne zdjęcie to obiad z niedzieli, kiedy to cholernie głodna poszłam odwiedzić siostrę, niosąc jedynie pół kilo ziemniaków, dużą kalarepę i bambusowe naczynie do gotowania na parze. Po dodaniu odrobiny inwencji ( z obu stron) wyczarowałyśmy świetne ziemniaczki na parze, kalarepkę częściowo na parze, a częściowo na surowo i gazpacho - miksowaną z surowych warzyw zupę hiszpańską, jedzoną na zimno ( sok pomidorowy, papryka czerwona, cebula, czosnek, przyprawy).

Na koniec szybko obiad poniedziałkowy - makaron razowy bio ( nie przepadam, ale staram się jeść dużo produktów z pełnego przemiału) z sosem pomidorowym, oliwkami i czosnkiem. Cudowny.

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

krówka-orzechówka i klopsiki owsiane oraz inne cuda

Dziś będzie o menu wyjazdowym, które przygotowałam w pudełkach dla D. na daleką podróż. Podobno okazało się niezłe, więc zamieszczam.

Po pierwsze, udało mi się zrobić wegańskie krówki, i to takie że najsmaczniejsze ze sklepu się chowają. Muszę trochę popracować nad konsystencją, bo moje dopiero po całej nocy spędzonej w lodówce dały się jakoś kroić, ale w smaku są boskie.

KRÓWKI-ORZECHÓWKI ( znalezione jako "Peanut Butter Fugde" na blogu http://bjorkedoff.blogspot.com/ )

2 filiżanki cukru
1 filiżanka mleka sojowego
1/4 łyżeczki soli
2 duże łyżki margaryny
2 łyżeczki wanilii ( nie miałam ekstraktu, wsypałam więc mały cukier waniliowy)
3/4 szklanki masła orzechowego

Zagotować mleko, cukier i sól, stale mieszając przez 10 minut. Dodać margarynę, poczekać aż się rozpuści, gotować aż osiągnie "soft ball stage" ( to właśnie było dla mnie zagadką, choć dobrze znam angielski. Nijak żadna kula, nawet miękka nie chciała mi się uformować, więc gotowałam po prostu ok. 20 minut do zgęstnienia masy. Chyba że z tym "soft ball" chodzi o tzw. efekt kropelki masy na spodeczku porcelanowym, który w naszej kuchni również się stosuje. Ale nie posiadam - co za nieszczęście doprawdy - porcelanowych spodeczków, żeby się w to bawić).
Należy użyć dużego garnka, bo masa pieni się i przelewa. Zdjąc z ognia, wmieszać masło orzechowe z wanilią. Wyłożyć do natłuszczonej formy lub szklanego spodka, zostawić na kilka godzin w zimnym miejscu.
Krówki są pyszne, z kruchym wierzchem, ale wewnątrz ciągnące, nie dają jednak efektu "wyrywacza plomb". Masło orzechowe nadaje wyszukanego smaku, którego próżno szukać w sklepowych wyrobach.


Drugi wyrób na podróż to kotleciki owsiane, ściągnięte z bloga http://ciekawesniadanie.blogspot.com/

KOTLECIKI OWSIANE

1/2 szklanki płatków owsianych
1/3 szklanki granulatu sojowego
puree ziemniaczane w proszku Knorr ( to chciałabym czymś zastąpić, choć dobrze wiąże masę, ale nie odpowiada mi ani ta firma, ani długość składu - choć niby jest wegańskie...)
sos imbirowy lub chili, przyprawy, sól, pieprz ( to już sprawa indywidualna)

Zagotować 3 szklanki wody, wsypać granulat, doprawić sosem. Gotować 1 minutę. Dodać płatki i rozgotować na papkę ( jak nie są błyskawiczne, to trochę to trwa, trzeba mieszać, bo przywiera). Dosypać puree w takiej ilości, by wchłonęło płyn ( to kilka łyżek - czym to można zastąpić, chyba mąką ziemniaczaną lub skrobią?). Zostawić na 10 minut.
Lepić kotleciki wielkości orzecha włoskiego i smażyć na złoto na oleju.
Robię je kolejny raz i zawsze trochę różnią się smakiem - ta partia została ochrzczona przez jedzących jako "falafle", choć ciecierzycy tam przecież zero. Sos imbirowy spowodował, że były naprawdę ostre, trzeba było zagryzać je pieczywem.


Na koniec przedstawiam wegańską chałwę Koska, dostępną w Polsce w niektórych sklepach. Trafiłam na dwa smaki - waniliowy i kakaowy, ten drugi chyba lepszy. Kupując chałwy trzeba uważać, bo te tańsze po 1-2 zł często zawierają białko jajka lub mydlnicę lekarską jako spieniacz.

Pochwalę się jeszcze, że udało mi się zrobić warstwową latte z mlekiem sojowym, i to domowym sposobem, nie posiadając ekspresu do kawy, a jedynie blender. Cieszę się bardzo, bo wyszukane kawy są tym, czego mi bardzow diecie wegańskiej brakowało. Szkoda tylko, że w Polsce w żadnej kawiarni i tak nie będę mogła ich zamówić. Ale - umiem już robić je w domu! No i za dwa tygodnie wyjazd do Berlina, gdzie mam zamiar odwiedzić Vegan Cafe.

sobota, 18 kwietnia 2009

bułeczki oliwkowe

Przedstawiam dziś mój ulubiony niesłodki wypiek czyli bułki oliwkowe, z oliwkami czarnymi i zielonymi oraz z ziołami.
Nie mam doświadczenia w pieczeniu chleba, a już zakwas to dla mnie w ogóle kosmos, ale te bułki zawsze mi wychodzą, są smaczne, i z wyjątkiem wyrabiania, które nie trwa długo nie można im nawet zarzucić pracochłonności.

Potrzebujemy :
750 gr mąki
120 ml posiekanych oliwek ( czarnych i zielonych)
1 1/2 łyżki soli
7 g suszonych drożdży ( 1 saszetka, np. Dr Oetker)
450 ml ciepłej wody
2 łyżki oliwy
1 łyżka suszonych ziół (np. bazylia i oregano)

Mąkę, sól, drożdże i zioła wymieszać, dodać oliwki, olej, wodę. Zagnieść ciasto, chwilę powyrabiać. Zrobić kulę, przykryć, odstawić na 1 godzinę w ciepłe miejsce.
Po godzinie zagnieść ponownie, podzielić na 16 kulek i uformować z nich bułki, ułożyć ( z odstępami, bo rosną) na natłuszczonej blasze ( ja moją przykryłam papierem do pieczenia, zamiast natłuszczać). Odstawić jeszcze na 15 minut. W tym czasie rozgrzać piekarnik. Posmarować wierzchy oliwą, piec 25-30 minut ( wychodzą blade, ale pyszne i miękkie. Kiedyś piekłam prawie godzinę, bo nie chciały się zrumienić, i to był błąd - małpy wyszły zbyt twarde. Lepiej więc po 30 minutach wyłączyć piekarnik).

Podawać ze świeżymi warzywami, tofu, musztardą lub po prostu oliwą. Są bardzo aromatyczne i smaczne także na ciepło.

Tu bułki czekają na włożenie do pieca.

Tu już gotowe, stygną w misce.

A oto, jak je jadłam na śniadanie - z wędzonym tofu, rzodkiewką, pomidorem i dymką, posypując solą morską.


czwartek, 16 kwietnia 2009

zaległe posiłki - halawa, falafle, quinoa salad

Dziś prezentuję kilka zaległych zdjęć sprzed świąt. Po pierwsze - halawa hinduska, o której już pisałam, moja ulubiona woodstockowa potrawa i jeden z nielicznych wegańskich deserów w hinduskiej kuchni ( dużo u nich niepasteryzowanego mleka i paneeru, który niby można zastąpić tofu, ale to nie to). Halawa warta jest więc uwagi - jest szybka, smaczna i bardzo tania, bo ze składników, które w kuchni ma każdy.

HALAWA

650 ml wody lub mleka sojowego ( lub po połowie)
300g cukru
szafran ( niekoniecznie)
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
35 g rodzynek ( ze dwie garście)
35 g orzechów ( laskowych lub włoskich - ja miałam akurat niesolone nerkowce)
200 g margaryny
225 g kaszy manny

Do mleka lub wody wsypać cukier, szafran i gałkę. Gotować minutę. Dodać rodzynki, zmniejszyć ogień i gotować dalej. Orzechy podprażyć, posiekać i odstawić.
W garnku roztopić margarynę. Wsypać suchą kaszę i prażyć ok. 10 minut mieszając, aż będzie złotobrązowa. Powoli wlewać do kaszy słodki płyn, cały czas mieszając. Uwaga, będzie pryskać! Szybko mieszać, by nie powstały grudki. Wrzucić orzechy. Gotować 2-3 minuty, by smaki się połączyły, a kasza wchłonęła płyn.
Podawać na gorąco do jedzenia łyżeczką lub po przestudzeniu pokroić w paski.

Wczoraj na obiad była quinoa salad, czyli sałatka z mojego drogocennego ziarna quinoa z warzywami. Jest szybka i prosta, przepis zaś znalazłam na blogu http://itaintmeatbabe.blogspot.com/

QUINOA SALAD
1 szklanka suchego ziarna quinoa
2 szklanki wody
1 kostak warzywna

Ugotować ziarno ( ok. 20 minut) i ostudzić.

Dodać : 1 szklankę kukurydzy, 1 szklankę fasoli flażoletki ( taka podłużna zielona), 1 szklankę czarnej fasoli ( dałam czerwoną z puszki), 1 pokrojony pomidor, 1 łyżkę oleju ( polałam lnianym), sól i pieprz.
Podawać na liściach sałaty. Jeść z pieczywem.




A to obiad z niedzieli wielkanocnej - "falafle orientalne" z ciecierzycy ( kupione w sklepie, trochę suche, ale bardzo dobre; muszę sama odtworzyć ten smak), frytki karbowane z piekarnika i sałatka.


Na koniec dowód na to, że podczas świąt nie tylko gotowałam i jadłam - grałam również w stymulujące umysł gry:)

wtorek, 14 kwietnia 2009

wielkanocne potrawy 2



Pogoda była piękna, z wyjątkiem niedzieli wielkanocnej, kiedy oczywiście wybraliśmy się na wycieczkę ( cmentarz ewangelicki, Park Krajobrazowy Gór Dylewskich i Grunwald).  Przebojem wyjazdu okazały się zabrane przeze mnie ciasta i babeczki.

Za to wczoraj było ciepło na tyle, że wszystkie posiłki jedliśmy na zewnątrz, w ogrodzie.

Obiad sprzed dwóch dni ( zdjęcie wsiąkło) - frytki z piekarnika, falafle z ciecierzycy, sałatka ze świeżych warzyw ( ogórki, pomidorki koktajlowe, czerwone papryka plus "sos polski" z torebki) i sałatka owocowa na deser ( melon, pomarańcza, banan, wiórki kokosowe, rodzynki).

Obiad wczorajszy - ziemniaki puree, kotlety sojowo-fasolowe, sos cebulowy, modra kapusta, sałatka warzywna w occie roboty mojej siostry, która jest mistrzynią przetworów ( ja za to robię tylko rzeczy nadające się do szybkiego skonsumowania).

Jak zrobić takie kotlety? Są bardzo proste, wręcz trzyskładnikowe.

Potrzeba : paczki granulatu sojowego, puszki czerwonej fasoli, bułki tartej, przypraw ( dałam mieszankę Bombaj masala) i oleju. Granulat zalewamy wrzątkiem i odstawiamy do naciągnięcia. Odlewamy fasolę, mieszamy z granulatem, miażdżymy narzędziem do puree. Dosypujemy bułki, przyprawiamy, formujemy kotlety  i smażymy. Z paczki granulatu i puszki fasoli wychodzi ze 20 sztuk średnich kotletów.

Obieramy 1,5 kg ziemniaków (najlepiej mieć faceta, który lubi obierać). Gotujemy aż zaczną się rozpadać, odlewamy, miażdżymy na puch. Przyprawiamy solą i pieprzem, dolewamy kilka łyżek mleka sojowego, by osiągnąć aksamitną fakturę.

Wczoraj wieczorem za to odbył się wege grill. Warzywa ( żółta papryka, bakłażan, cukinia, czerwona cebula) zostały zamarynowane w sosie imbirowym z dodatkiem słodkiej musztardy i wody, a potem zgrillowane aż do pojawienia się czarnych pasków. Oprócz tego był grillowany, nacierany potem czosnkiem chleb, i piwo żubr.

 Dziś trzeba już wracać do miasta, do pracy i mniej odświętnego gotowania. Ale niedługo tu wrocę, bo zostały poczynione plany założenia tutaj ogródka warzywno-ziołowego.

piątek, 10 kwietnia 2009

wielkanocne potrawy

Dziś rano przyjechałyśmy odwiedzić rodziców, mieszkających w małym domku na północy Polski. Po szybkiej przekąsce wzięłyśmy się za gotowanie wielkanocnych potraw. Postanowiłyśmy upiec pasztet z soczewicy, dwa tuziny babeczek, ciasto czekoladowe. Na obiad była tarta cukiniowa ( wegetariańska, więc nie jadłam) i lekka sałatka, o której napiszę. 

Po pierwsze - pasztet. Przepis wzięłam z forum wegedzieciak. Był tam podawany w wątku o wielkanocnych daniach.

Oto on:

25 dag zielonej soczewicy, 2 cebule, 3 ząbki czosnku, sól, 2 łyżki oliwy, 6 marchewek ( dałam cztery), 1 pęczek koperku, tymianek, kolendra, chili.

Soczewicę moczyć przez godzinę. Cebulę posiekać, pokroić czosnek, zeszklić na oliwie. Przełożyć do garnka, dodać soczewicę, tymianek i inne zioła. Gotować do miękkości. Zdjąć z ognia. Zmisować - według przepisu, ja po prostu rozgotwałam na puree, bo nie chciało mi się wyciągać miksera. Dodać oliwę, koperek, plasterki marchewki ( surowe) i trochę tartej bułki. Piec 45 minut na 180C.

Potem upiekłyśmy moje wegańskie ciasto czekoladowe, o którym już kiedyś wspominałam. Wyszło jeszcze lepsze, niż zazwyczaj - puszyste, wilgotne, bardzo czekoladowe, z dużymi kawałkami bananów i orzechów, oraz z rozpuszczającą się w ustach gorzką czekoladą. Ciasto jest niby na święta, a już 1/4 zniknęła.

Kolejnym wyzwaniem były babeczki "latte chai", które już też prezentowałam na blogu. Wyszły smaczne, acz kształty są nieco nieopanowane, ponieważ papierowe foremki okazały się zbyt cienkie i przewracały się pod ciężarem ciasta. Udekorowane są czekoladową polewą własnej roboty, daktylami i kawałkami włoskich orzechów. Niestety, dysponuję tylko zdjęciem sprzed dekoracji.

Na koniec przedstawiam robione przeze mnie pierwszy raz "shortcake cupcakes", które zobaczyłam na blogu "Vegan Chicks Rock".  Są bardzo smaczne, o biszkoptowym smaku, z naprawdę rozwalającym kremem, ale dość pracochłonne.

1 szklanka mleka sojowego, 1 łyżka octu, 1 1/4 szklanki mąki, 2 łyżki mąki kukurydzianej ( pominęłam), 3/4 łyżeczki proszku do pieczenia, 1/2 łyżeczki sody, szczypta soli, 1/2 szklanki wegańskiej margaryny, 3/4 szklanki cukru, zapach cytrynowy lub pomarańczowy.

Mleko zmieszać z octem. Utworzy się coś w rodzaju zsiadłego mleka. Odstawić tę miksturę na 10 minut. W tym czasie zmieszać oba rodzaje mąki, proszek, sodę i sól. W innej misce utrzeć margarynę i cukier, wlać zapach. Zmieszać z miksturą sojową i suchą. Wypełnić foremi do 2/3 wysokości. Piec 20-22 minuty, na ok. 200C.

Udekorować polewą "Velvet king" - jest świetna, smakuje jak kremo-budyń.

2 łyżki mąki, 1/2 szklanki mleka sojowego, 1/2 szklanki margaryny, cukier waniliowy, 1 szklanka cukru pudru. 

Na ogniu zmieszać mleko i mąkę, zagotować do zgęstnienia, odstawić. Zakryć folią i odstawić do ostygnięcia ( folia jest konieczna, by w czasie stygnięcia nie wytworzył się kożuch). Zmieszać margarynę, wanilię i cukier, zmiskować. Dodać masę mączno-mleczną, miksować kilka minut, aż do zgęstnienia.

Ostudzone babki dekorować przez rękaw cukierniczy ( w naszym przypadku była to torebka na lód z odciętym rogiem). Ozdobiłyśmy je kandyzowanymi wiśniami i winogronami. Teraz siedzą w lodówce, czekając na jutro.

środa, 8 kwietnia 2009

wegańska wielkanoc

A teraz coś z zupełnie innej beczki - jako że nadchodzi wielkanoc i będzie to moja pierwsza w pełni wegańska, postanowiłam przezornie zaopatrzyć się w sporo produktów, których na wsi, tam gdzie jadę na święta, nie da się kupić.
Robię też już listę potraw, które ugotujemy wspólnie z siostrą ( niejedzącą mięsa) i mamą ( jedzącą wszystko, ale lubiącą eksperymenty kulinarne). Myślę, że będzie to pasztet z soczewicy ( czerwonej lub zielonej), jakieś babeczki z polewą lub owocami, jakieś dania z tofu...Zobaczymy, na razie zajęłam się gromadzeniem składników.

Kupiłam dziś :
-masło orzechowe (nie było Sante, wzięłam Feliksa)
- wędlinę sojową o smaku salami
- parówki sojowe
- konfiturę z czereśni
- przyprawy do kuchni greckiej i meksykańskiej
- zapas jogurtów Ala
- banany
-galaretki Mella na pektynie, w czekoladzie gorzkiej ( ananasowe)

...i kurczę, zapomniałam o majonezie bezjajecznym, a miał być podstawą tradycyjnej polskiej sałatki warzywnej, bez której żadna impreza przy polskim stole się nie uda:) Trudno, będę musiała przejść się jutro, nie jest to jakoś specjalnie daleko.

W piątek, już w drodze na święta zaczepimy z moją siostrą o jakiś większy sklep i kupimy tam wszystkie cięższe i szybkopsujące się produkty, np. mleko sojowe, owoce, warzywa, mąkę, słodycze ( ale większość mam nadzieję upiec sama).

Wczoraj wieczorem zrobiłam pyszną halawę, według przepisy z jednej z najbardziej inspirujących książek kucharskich "Kuchnia Kriszny". Tak w ogóle, to kuchnia indyjska jest moją ulubioną kuchnią narodową, czego na razie chyba po tym blogu nie widać. W każdym razie z książki tej korzystam często, a tę halawę robiłam już kilkakrotnie.
Jeśli jeździliście kiedykolwiek na Woodstock i stołowaliście się w namiocie krisznaitów, to pewnie znacie halawę - to taka kaszka o brązowej barwie, z rodzynkami. Pamiętam jak kilka lat temu chodziliśmy głodni z D. po terenie koncertu, pytając ludzi "Przepraszam, zjecie to do końca?". Wszyscy oddawali nam kaszkę:) Tak jakby nikomu nie smakowała, a jest naprawdę dobra i słodka.
Mam zdjęcie, ale nie na komputerze, więc pokażę je i podam przepis przy najbliższej okazji.

Chciałabym jeszcze wspomnieć o dziesiejszym pudełku, które D. wziął do pracy( a właściwie to wziął trzy pudełka). Były w nich - makaron razowy w sosie koperkowym z fasolką szparagową, "pseudogrecka" sałatka, czyli sałata, ogórek, pomidor, pestki dyni i pokrojone w kostkę tofu, imitujące fetę oraz porcja halawy, pokrojonej na paski ( bardzo fajnie zastyga) w pudełku najmniejszym. Zdjęć niestety brak, ale moje pudełka nie mają wiele wspólnego ze sztuką o-bento, zapewniam.

Ale piękna dziś pogoda! Mam nadzieję, że cały kwiecień będzie taki. Mój termometr pokazuje 40C w słońcu.

"meatballs", makaron, sałatka

Siedzę sobie przy otwartym oknie, leci Crass, wsuwam dziesiejszy obiad czyli placki ziemniaczane z kiszoną kapustą ( które tradycyjnie już zobaczycie jutro) i zamierzam podzielić się przepisem na moje cudowne "meat balls" z wczoraj - czyli smażone kulki z czerwonej fasoli.

Widziałam je na kilku wegańskich blogach, ale zachwycił mnie sam pomysł i kształt, nie wczytywałam się natomiast w przepisy, chcąc w tym wypadku wykorzystać swój własny - na często przeze mnie robione kotlety z czerwonej fasoli. Masę kotletową przyprawiłam trochę inaczej, niż zwykle - i zamiast sporych, płaskich kotletów uformowałam śliczne małe kulki.

Składniki to :
puszka czerwonej fasoli ( lub dwie, jeśli kulek ma starczyć dla więcej, niż dwóch osób)
bułka tarta razowa
olej
woda
chili, kmin rzymski, sól, czarny pieprz, ostra papryka

Osączamy puszkę fasoli i podgrzewamy ją z odrobiną wody w rondelku. Gdy zacznie mięknąć rozgniatamy na puree ( używając niezastąpionego narzędzia do puree ziemniaczanego) i uważamy, żeby nie przypalić. Odstawiamy, by przestygło.
Dodajemy bułki tartej, przypraw - ilości dowolne, ale nie warto przesadzać z bułką, bo wyjdą papierowe w smaku. Co do przypraw, warto dać sporo, mają być dość pikantne i wydzielać na gorąco ładny ostry zapach.

Formujemy małe kulki ( trochę większe od orzechów włoskich) i smażymy na oleju na złotobrązowo. Ostrożnie obracamy, żeby się nie rozpadały.

Ugotowałam do nich włoski makaron kolanka i sos pomidorowy ( puszka pomidorów z czosnkiem, sól i pieprz). Zjadłam je z resztkami sałatki z poprzedniego dnia.

wtorek, 7 kwietnia 2009

zupa warzywna

Nie miałam wczoraj ochoty stać przesadnie dużo przy kuchni, więc skoczyłam tylko na pobliski targ po kilka podstawowych warzyw i zrobiłam zupę warzywną, którą jedliśmy z grzankami czosnkowo-pietruszkowymi.

Skład zupy to:
kilka młodych, pokrojonych ziemniaków
1 pokrojona marchewka
1/2 cebuli
kostka warzywna bio

Zagotowujemy wodę z kostką, wrzucamy pokrojone warzywa, gotujemy do ich miękkości, około pół godziny. Doprawiamy pieprzem ziołowym i ewentualnie solą.
To typowa "cienka" warzywna zupka na ciepłe dni, nic szczególnego i mało sycąca, ale smakuje dobrze, a grzanki sprawiają, że można się najeść.

Dziś za to zrobiłam przepyszne "meat balls" z czerwonej fasoli, z sosem i makaronem - ale o tym jutro.

poniedziałek, 6 kwietnia 2009

kilka potraw z ostatnich dni

Dzisiaj zaprezentuję zbiorczo kilka potraw,które ostatnio ugotowałam - między innymi dwa dania obiadowe, śniadanie, niezbyt udane ciastka i sałatkę.

Obiad sprzed dwóch czy trzech dni : spaghetti z pomidorami, pieczarkami i granulatem sojowym. Pyszne, a robi się je bardzo szybko.
Potrzebujemy : pół opakowania makaronu spaghetti, 1/3 paczki granulatu sojowego ( używam Orico, nie gotuję go, tylko zalewam wrzątkiem razem z warzywną kostką rosołową, potem osączam), ok. 30 dag pokrojonych pieczarek, które zostały po sobotniej pizzy oraz puszki krojonych pomidorów.
Podsmażyłam pieczarki, a gdy trochę odparowały dodałam mokry granulat. Po jakichś 10 minutach duszenia dorzuciłam puszkę pomidorów i dusiłam dalej. Doprawiłam solą, pieprzem i czosnkiem granulowanym dla ładnego zapachu. Oddzielnie ugotowałam makaron bez soli i pomieszałam go z sosem. Wychodzi naprawdę pyszne.



Wczorajszy obiad był trochę kombinowany, a zdjęcia wyszły średnio, bo były robione po zmroku, kiedy mój telefon niespecjalnie sobie radzi. W każdym razie - podsmażyłam na oleju tofu, które całą dobę marynowało się w sosie imbirowo-sojowym z dodatkiem wody. Oddzielnie ugotowałam ziemniaki w mundurkach. Po wystudzeniu pokroiłam je dość drobno, dodałam czarne i zielone oliwki, łychę musztardy i trochę oleju. Wyszło coś w rodzaju mojej ulubionej ziemniaczanej sałatki, ale bez cebuli. Jako dodatek dorzuciłam marynowaną papryczkę chili, roboty mojej siostry. Hot as hell.



Dalej - podjęłam próbę zrobienia wegańskiego kakao. Okazało się całkiem udane. Podgrzałam po prostu kubek sojowego mleka, dodałam trzy łyżki niesłodzonego kakao i dwie łyżki syropu z agawy, zagotowałam wszystko. Agawa trochę zmieniła smak, nie był typowo czekoladowy, ale i tak było smaczne i słodkie, no i bezcukrowe.



Ostatnio nastąpiła też era ubogich, szybkich śniadań. Zazwyczaj pracuję od samego rana i często chwytam po prostu jakiś owoc czy resztki sałatki z poprzedniego dnia. Prezentowane śniadanie to jagodowy jo0gurt sojowy, kilka truskawek ( tych, z których byłam tak niezadowolona) i czarna kawa z zabielaczem soya creamer.



A oto sałatka, płód dnia dziesiejszego. Miałam straszną ochotę na surową cebulę! Pomieszałam więc 1/2 dużej, soczystej cebuli ( czy wiecie, że cebula ma aż 87% wody?), jeden ogórek kiszony, pół zwykłego zielonego ogórka, pół pomidora, odrobinkę oleju i oregano. Efekt świetny. Uwielbiam surowe, świeże warzywa. W lutym byłam tydzień na prawie surowej diecie ( bez gotowania, bez chleba itp.) i czułam się doskonale. Muszę to powtórzyć.



Na koniec - niezbyt udane ciastka. Czytałam wczoraj bardzo ciekawy blog http://aliceinveganland.blogspot.com/ i zainspirował mnie przepis na cynamonowo-czekoladowe ciasteczka. Pachną obłędnie, ale chyba za krótko je piekłam ( mimo że dłużej, niż w oryginalnym przepisie!), bo nie są chrupie, tylko miękkie. A może po prostu źle je sobie wyobrażałam.

Oto przepis :
1 1/4 szklanki mąki
1/2 łyżeczki sody
1/4 łyżeczki cynamonu
2/3 szklanki cukru
1/3 szklanki sosu jabłkowego ( dałam mus ze słoika)
1 łyżeczka wanilii ( dałam cukier waniliowy)
1 szklanka chocolate chips ( posiekałam pół gorzkiej czekolady)

Zmieszać mąkę, sól i cynamon. W innej misce zmieszać cukier, sos i wanilię. Wsypać mączną miksturę i połączyć. Dodać czekoladę. Nakładać łyżką na papier do pieczenia. piec 12-15 minut ( ja piekłam 20 i okazało się za krótko).

niedziela, 5 kwietnia 2009

pizza wegańska


A oto obiecana pizza. Przepis zaczerpnęłam z bloga ( niestety już nieistniejącego, a szkoda, bo był zabawny i inspirujący) http://wegusiowe-przysmaki.blogspot.com/ Dawno już chciałam zrobić samodzielnie ciasto do pizzy, nawet kilkakrotnie próbowałam, ale zawsze coś się nie udawało. A z tym przepisem poszło świetnie, wyrosło to, co miało wyrosnąć, pizza jest chrupka i smakowita.

Ciasto : 2 szklanki mąki, grudka drożdży ( głowiłam się, co miała na myśli autorka pisząc "grudka", wzięłam w końcu pół kostki zwykłych drożdży i było ok), 1/2 szklanki letniej wody ( nie gorącej, bo zabijecie drożdże!), szczypta soli, łyżka cukru, 2 łyżki oliwy.

Z wody, cukru i drożdży zrobić zaczyn ( czyli dokładnie wszystko zmieszać, rozcierając drożdże), zostawić na 10 minut. Mąkę zmieszać z solą, wlać do nich zaczyn i oliwę. Wyrobić ręcznie i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia ( moja miska stała na stole w słońcu prawie godzinę, aż kula urosła).

Rozciągnąć ciasto na blasze ( na papierze do pieczenia), posmarować koncentratem i rozłożyć dodatki. U mnie były to :
- pieczarki surowe
- czerwona papryka
- zielone oliwki
- salami sojowe
- oregano i bazylia, którymi hojnie całość posypałam

W ramach sera rozważałam dodanie startego tofu, ale stwierdziłam, że ma inny smak i i tak się nie stopi, więc nie dodałam go ostatecznie. Tutaj bardziej sprawdziłby się ser wegański typu Cheezly - postaram się niedługo przywieźć go z Berlina.

Piec ok. 30 minut, aż ciasto lekko się zrumieni, ale nie będzie zbyt twarde - trzeba sprawdzać w trakcie pieczenia.

( To na zdjęciu to pół pizzy, więc nie wychodzi jakaś strasznie wielka z tej porcji ciasta. Jeśli chcecie nakarmić kilka osób, zróbcie z podwójnej ilości składników).

moje wegańskie śniadanko 6


W sumie nic specjalnie inspirującego - oto wczorajsze sobotnie śniadanko, jedzone w upale przy naszym czarnym stole. Jedno z nielicznych wspólnych śniadań, bo zazwyczaj z powodu różnych godzin wstawania jadamy oddzielnie ( nad czym ubolewam, ale niewiele da się chyba zrobić).

Oto, co jedliśmy :
-przepyszne musli apple organic z mlekiem sojowym ( alpro naturalne, ale słodzone, więc musli okazało się przesłodkie)
-kanapki na bułeczkach z pestkami dyni : po jednej z pindżurem, liściem sałaty i pomidorem, i po jednej z masłem orzechowym i dżemem z czarnej porzeczki.
-do picia zwykła Inka ( tym razem nie "świąteczna") bez mleka

To było naprawdę wspaniałe śniadanie, lubię mieć rano wybór i zjeść coś więcej, niż szybką kanapkę z pasztetem sojowym.

sobota, 4 kwietnia 2009

muffinki marchwiowo-jabłkowe


Mania babeczkowa trwa. Udało mi się kupić paczkę zawierającą 100 papierków do babeczek i piekę na potęgę.
Dziesiejszy przepis pochodzi również z Post Punk Kitchen. Moich modyfikacji właściwie w nim nie ma, oprócz tego, że zamiast piec w specjalnych muffinkowych foremkach, piekłam w papierowych i ciężkie ciasto nieco się rozlazło, wobec czego babeczki mają róznorodne kształty. Ale smak świetny, więc naprawdę zachęcam do spróbowania! Robi się szybko, jedyną niedogodnością jest tarcie marchewki ( nienawidzę trzeć warzyw).

Potrzebujemy :

1 1/4 szklanki mąki
1/4 szklanki cukru
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia ( można dać więcej)
1 szklanka tartej marchwi ( ok. 2 marchewek)
1/2 szklanki sosu jabłkowego ( dałam taki mus ze słoika)
1 banan, rozgnieciony ( pominęłam, bo nie miałam akurat)
1/4 szklanki mleka sojowego ( alpro naturalne)
1/4 szklanki oleju

W osobnych miskach połączyć oddzielnie suche i mokre składniki. Dodać połowę mokrych do suchych, wmieszać i dodać drugą połowę ( nie mam pojęcia, czemu tak, ale podążyłam za tymi instrukcjami).
Piec 15-20 minut ( piekłam jakieś 20). Babeczki po upieczeniu są bardzo miękkie, wręcz się rozpadają, ale tak ma być.


Wczoraj odwiedzili nas siostra i szwagier, i ocalały tylko dwie, które dziś pożremy na podwieczorek ( z podanej porcji wychodzi ok. 10-12 sztuk).

A dziś już wiosna czy wręcz lato pełną gębą. Mamy w domu lekkie przemeblowanie, bo przyjechały spody do łóżek, które minimalnie nie pasują, i myślimy, co by tu zrobić, żeby weszły.
Skusiłam się też na tanie hiszpańskie truskawki ( 2,99 za 250 g), ale to absolutnie nie to - smakują jak woda z lekkim truskawkowym aromatem. Beznadzieja, poczekam na polskie do maja. Może będą mniejsze, ale na pewno bardziej truskawkowe...

boczniaki plus cukinia - wczorajszy obiad


Obiady zawsze będą występowały na tym blogu z dziennym opóźnieniem, zdaje się, bo z reguły wrzucam zdjęcia następnego dnia po zrobieniu. Tak więc dzisiaj na obiad boska wegańska pizza, którą zobaczycie jutro - a w roli głównej wczorajsze panierowane boczniaki, cukinia w sosie, sałatka i ryż.

Boczniaki to smaczne i tanie grzyby ( tacka starczająca na cały obiad dla dwóch osób kosztuje 3,50 zł, więc tańsze od pieczarek), ale ich wygląd budzi u niektórych obrzydzenie. Surowy boczniak, umówmy się, wygląda raczej średnio. Ale według mnie dużo bardziej zachęcająco od surowego mięsa, no i pozbawiony jest ohydnego mięsnego zapachu, który powoduje, że w sklepie omijam szerokim łukiem lady chłodnicze i za każdym razem dziwi mnie dzika do nich kolejka.

Kotlety z boczniaków to najłatwiejsze kotlety świata - surowy płat boczniaka moczymy chwilę w mleku sojowym, panierujemy w tartej bułce i rzucamy na olej. Smażymy kilka minut z obu stron, aż grzyby staną się fioletowawe i cieńsze oraz bardziej miękkie. Są gotowe bardzo szybko.

Do nich ugotowałam trochę białego ryżu bez soli ( nie warto gotować ryżu i kasz z torebek, cały plastik podgrzewa się i ma kontakt z wodą, w której gotujemy. Lepiej używać sypkich ziaren, choć wtedy oczywiście trzeba pilnować i zamieszać co kilka minut). Osobno poddusiłam pokrojoną małą cukinię, dodając do niej pół słoika koncentratu pomidorowego, sól i zbyt dużo chili. Cukinia, acz miękka i smaczna, paliła niestety w gardło.
Sałatka to:
kilka liści zielonej sałaty
kilka pokrojonych suszonych pomidorów, osączonych z zalewy
jedno miękkie avocado ( uwielbiam), wydrążone i pokrojone w paski
pestki dyni
resztki zielonego ogórka
odrobina oleju z zalewy pomidorów suszonych

piątek, 3 kwietnia 2009

herbata


A to mój wczorajszy nabytek ze sklepu ze zdrową żywnością. Wybrałam się tam na piechotę, choć to daleko. Ale spacer był sympatyczny, było ciepło i przytachałam torbę ekologicznych specjałów, między innymi mój ulubiony chleb orkiszowy i tę herbatę.

Jest to ajurwedyjska, organiczna herbata Women's Tea. Opis na pudełku informuje, iż :

...the more a woman is relaxed, the easier it is for her to come into contact with her inner-self

A ja lubię się relaksować i lubię też wszystkie specjalne spotkania, potrawy i rytuały "tylko dla kobiet". Natomiast na ochotnika wyłączyłabym się z przymusu golenia niemalże całego ciała i używania ton kosmetyków ( staram się ich prawie nie używać, a 0o ekologicznych, które kupuję może tu kiedyś napiszę, choć to blog o jedzeniu).

Wracając do herbaty, to jej skład : imbir, cynamon, skórka pomarańczowa, koper, rumianek, mniszek lekarski, słód jęczmienny, czarny pieprz, ekstrakt z pomarańczy, owoc jałowca, lukrecja, kardamon, goździki, korzeń dzięgiela.

W zapachu jest bardzo hinduska, ale w ziołowym sensie, nie kadzidlanym. W smaku zaskakująco ostra, brak mi spodziewanej słodyczy - jest raczej korzenna. Smakuje świetnie, ale trzeba lubić zioła.
Zauważyłam też "Men's Tea". Może kupię D. od zająca na wielkanoc...

obiad roku


Jeden z moich ulubionych, najpyszniejszych na świecie obiadów. Mam takie swoje Top Ten potraw, które szczególnie lubię robić i jeść, i które, co ważniejsze, smakują każdemu, kogo nimi poczęstuję. Na tej liście są między innymi samosy, frittata (którą trzeba będzie zweganizować), lazania czy kotlety z czerwonej fasoli.
Kotlety z ziemniaków i cebuli, podawane z kaszą gryczaną ugotowaną na sypko, z sałatką i koncentratem pomidorowym też należą do moich wymarzonych obiadów-które-mogłabym-jeść-co-drugi-dzień. Nieco pracochłonne, ale smak wynagradza wszystko.

A więc:

KOTLETY ZIEMNIACZANE

Obieramy i kroimy na mniejsze cząstki kilogram ziemniaków ( nawet lepiej, żeby nie były młode - będzie taniej, no i stare lepiej się kleją), gotujemy i rozgniatamy na papkę
Rumienimy na oleju jedną dużą cebulę
Łączymy obie masy
Doprawiamy solą i pieprzem, ewentualnie ziołami i chili

I teraz pytanie na śniadanie, czyli _ co zrobić, żeby masa się trzymała? Zakładając, że gotujemy wegańsko i nie chcemy dodać jajek, a nie mamy też pod ręką cudownego "egg replacera" z USA - jest kilka sposobów :
- dodajemy dwie łyżki mąki ziemniaczanej
- dodajemy łyżkę mąki kukurydzianej i odrobinę ciepłej wody
- dodajemy mąki sojowej, która podobno idealnie zastępuje jajka ( nie próbowałam)
- dodajemy sporo bułki tartej ( używam razowej bio), ale uważamy, żeby z nią nie przesadzić, bo ma być czuć smak ziemniaków

Formujemy kotlety ( podłużne i spłaszczone), obtaczamy w bułce, smażymy na oleju.

Dodatki : kasza gryczana palona ugotowana na sypko bez dodatku soli ( kotlety są wystarczająco słone) plus sałatka - liście zielonej sałaty ( dostałam sałatę za 2,99 zł, co jest widomym znakiem, że nadchodzi wiosna), pomidor, czerwona papryka, ogórek, pestki dyni, zalane dressingiem vinagraitte Oak Lane, kupionym w Tesco (jest wegański).

Do popicia - koncentrat soku z czarnego bzu rozcieńczony mocno gazowaną schłodzoną wodą mineralną. Wlewamy do wysokiej szklanki ok. 3 cm soku, uzupełniamy wodą i mamy świetny napój na ciepłe dni, przypominający trochę szczypiącą w nos wodę z syfonu.

czwartek, 2 kwietnia 2009

babeczki "chai latte cupcakes"


Od dawna śledziłam przepisy na wegańskie babeczki na różnych blogach i forach. W końcu szaleństwo na vegan cupcakes mnie też opanowało i postanowiłam spróbować. Najśmieszniejsze jest to, że nie miałam foremek na babeczki i nigdzie w okolicy nie mogłam ci kupić. Ale Polak potrafi - kupiłam mix babeczkowy Dr Oetker, odstawiłam go do szafki w stanie nienaruszonym i skorzystałam z 12 papierowych foremek, które były dołączone do opakowania. Nie jest to oczywiście akcja specjalnie ekologiczna, bo większość tych papierków po jednym użyciu trzeba było wyrzucić - urudziły się polewą. Muszę zadbać o foremki wielokrotnego użytku albo o całą pakę papierowych, bo babeczki uzależniają i już mam ochotę piec następną partię.

Mimo wyszukanych kształtówprzyrządza się je bardzo szybko. 1h i 20 minut po rozpoczęciu babeczkowych działań moje cuda były już upieczone, wystygnięte, udekorowane i częściowo zjedzone.

Przepis zaczerpnęłam z bloga http://www.theppk.com/ czyli The Post Punk Kitchen. Trochę go zmodyfikowałam.

CHAI LATTE CUPCAKES

1 szklanka mleka sojowego
2 łyżki czarnej herbaty liściastej lub 3-4 torebki
1/4 szklanki canola oil ( oleju rzepakowego, ale ja dałam słonecznikowy)
1/2 szklanki jogurtu sojowego naturalnego lub waniliowego ( dałam brzoskwioniowy)
3/4 szklanki cukru
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
1 1/3 szklanki mąki
1/4 łyżeczki sody
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
2 łyżeczki cynamonu
1 łyżeczka kardamonu
1/2 łyżeczki imbiru
szczypta pieprzu
1/4 łyżeczki goździków ( czyli kilka sztuk)

Podgrzać mleko, wrzucić herbatę, wyłączyć gaz, przykryć i odstawić na 10 minut. Polecam raczej herbatę z torebek, które potem łatwo jest wyjąć z mleka - po fusach trzeba będzie cedzić przez sito.
W misce wymieszać olej, jogurt, cukier, wanilię i mieszaninę herbacianą ( po wyjęciu torebek!). Wsypać mąkę, proszek, sodę, sól i przyprawy. W razie potrzeby dodać więcej mąki - ale cisto jest raczej z tych lejących się.
Nałożyć do foremek, piec 20-22 minuty, aż widelec wbity w środek babeczki wyjdzie czysty. Nie pozwolić im się zrumienić!

Wystudzić i zająć się polewą. Przepis także z Post Punk Kitchen, określony tam jako "Chocolote frosting".




POLEWA CZEKOLADOWA

Rozpuścić 1/2 kostki earth balance ( to taka amerykańska wege margaryna, my musimy poprzestać na Plancie, olej w tym wypadku nie zda egzaminu)
wmieszać na gazie pół szklanki cukru pudru, kilka sporych łyżek niesłodzonego kakao, 1/3 szklanki sojowego mleka, 1 łyżeczkę wanilii. Zagotować, rozetrzeć grudki, odstawić. Udekorować polewą zimne już babeczki. Zastygnie po 1-2 godzinach.

Babeczki są puchate, delikatne i miękkie, smak mają niezbyt herbaciany, ale czuć przyprawy - nie są w każdym razie w smaku czekoladowe. Moim następnym projektem będą babeczki cytrynowe lub bananowe. Stay tunned!

środa, 1 kwietnia 2009

moje wegańskie śniadanko 5


Poranna przyjemność - dziesiąta rano, za oknem słońce, pierwsze ciepłe dni.
Miska wypełniona sojowym jogurtem czekoladowym, granolą i pokrojonym bananem. Do tego herbata Moroccan Mint.

dip fasolowy i chipsy


Wczoraj postanowiłam strzelić sobie bezalkoholowe piwko, cudownie smakujące chmielem. Od jakiegoś czasu właściwie nie piję alkoholu, nie odpowiada mi zarówno jego smak, jak i to jak się po nim czuje. Jako że mam chorą wątrobę, może mi to tylko posłużyć.

No, ale piwko domaga się towarzystwa. Po alkoholowym zawsze jestem głodna, więc do mojego lecha alcohol free przygotowałam sobie niewielką przekąskę. Zrobiłam świetny dip fasolowy i zjadłam go z kukurydzianymi chipsami lekko solonymi.

A oto przepis :
puszka czerwonej fasoli
łyżka łagodnej musztardy
czosnek granulowany
kmin rzymski

Podgrzać wszystko w rondelku na niewielkim ogniu, rozgnieść fasolę widelcem lub takim przyrządem do robienia puree z ziemniaków. Nie musi być idealnie gładki, zostawiłam trochę całych kawałków fasoli.
Ostudzić, maczać chipsy, zapijać chłodnym piwem. Idealne na wiosenny wieczór.

obiad - quinoa plus warzywa




Ugotowanie quinoa okazało się niezbyt trudne. Według przepisu, który znalazłam na puszce.pl należy zagotować 0,5 litra wody z kostką rosołową ( używam niemieckich kostek warzywnych bio) i kiedy zawrze wsypać ziarno. Gotować 10 minut, a potem przykryć dopóki nie wchłonie całego płynu. Ale ja obawiałam się, że będzie to trwało bóg wie ile, więc rozgotowałam całość prawie na papkę, gotując ok. 30 minut.
Do tego przyrządziłam warzywa duszone na oleju - fasolkę szparagową, groszek zielony i pomidory. Doprawiłam pieprzem ziołowym i solą morską.

Quinoa smakuje bardzo delikatnie, trochę jak kaszka ryżowa, trochę jak kasza jęczmienna. Polałam ją olejem lnianym, który zawiera B12. Pycha. Zostało jeszcze trochę na dziś.

quinoa - tajemnicze ziarno


Quinoa to inaczej komosa ryżowa. Wikipedia informuje, że jest to roślina jednoroczna, uprawiana w Ameryce Południowej. Jak widać nie tylko, skoro w Polsce jej skupiska znaleziono w okolicach Gubina.
W stanie kwitnienia wygląda prześlicznie, ma wysoką łodygę obsypaną fioletowymi kwiatami. Jej owoce natomiast wyglądają jak ziarno, albo jak malutkie beżowe kuleczki.

Od dawna chciałam spróbować ugotować quinoa i tapiokę. Z tapioką jeszcze się nie udało, choć mam ją namierzoną w sklepie. Quinoa za to nabyłam dwa dni temu. Jest oczywiście o wiele droższa, niż inne, lokalne ziarna ( odwieczny dylemat zdrowoodżywiających się - jeść lokalnie, ale nudno, czy egzotycznie, ale drogo i nie wiedząc dokładnie, skąd pochodzą towary i ile zapłacono ich wytwórcom?). Cena 7,99 zł nie odstraszyła mnie jednak i zakupiłam to cudo. Po przeanalizowaniu paragonu okazało się, że zapłaciłam za nie 14,99 zł...więc tym bardziej musiałam dołożyć wszelkich starań, by potrawa z tak drogocennego składnika się udała.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...