wtorek, 31 marca 2009

moje wegańskie śniadanko 4


A dziś rano śniadanko na surowo : resztki wczorajszej sałatki z obiadu ( kapusta, papryka, pomidor, kukurydza), mała kiść winogron i kawa - tym razem czarna, z czeskim zabielaczem Soya Creamer. Wygląda jak kawa z mlekiem, smakuje trochę inaczej - jakby do zwykłej kawy dosypać mleka w proszku. Pycha.

zapierające dech w piersiach ziemniaki




Ziemniaki to najpopularniejsze chyba polskie warzywo. Podawane jest zazwyczaj w typowy, raczej nudny sposób - gotowane lub ewentualnie w formie puree, stanowiąc tło i towarzystwo dla kotleta lub ryby. Do tego jakaś szczątkowa surówka, zapewne z marchewki, drugiego sztandarowego warzywa naszej szerokości geograficznej.
Ale, jako że mówię stanowcze NIE tradycyjnej polskiej kuchni, staram się wykorzystywać wiele innych rodzajów warzyw, a z banalnych ziemniaków robić coś zupełnie innego. Przede wszystkim zaś nie traktuję ich jako jedynego dodatku do głównego dania - jest przecież tyle rodzajów kasz, ryż biały, brązowy, basmati, kuskus, setki rodzajów makaronów, tortille...Żelazną zaś zasadą mojej kuchni jest to, że nie jemy dwa dni pod rząd tego samego ( no, chyba że nie jesteśmy w domu) - ewentualnie są to jakieś wariacje na bazie dania z poprzedniego dnia, jeśli trochę go zostanie. Ale co do dodatków - staram się stosować płodozmian. Czyli jeśli jednego dnia był ryż, to następnego musi być kasza, a potem makaron i tak dalej.

Ziemniaki jadamy chyba najrzadziej ze wszystkich wyżęj wymienionych dodatków. Może faktycznie dlatego, że kojarzą mi się nudno i banalnie, z typowym stołówkowym obiadem...

Wczoraj mój D. był bardzo chory na żołądek. Cały dzień miał gorączkę i nic nie jadł, więc z czystym sumieniem postanowiłam zrobić dla siebie coś nie do końca zdrowego, wiedząc, że i tak nie da rady go na nic namówić.

Stworzyłam więc cudowne pieczone ziemniaki w trzech smakach - miałam trzy blachy, więc nie chciałam ograniczać się do jednego smaku.

Potrzebujemy :
1 kg młodych ziemniaków
trochę oleju
ziół włoskich, paparyki ostrej, soli, pieprzu i koperku suszonego

Pokroiłam surowe ziemniaki na cząstki ( ćwiartki, a nawet mniejsze formy), wyłożyłam je pojedynczą warstwą na blachy posmarowane olejem i posypałam przyprawami - każdą porcję solą, a poza tym odpowiednio - koperkiem, papryką ostrą i ziołami. Polałam z wierzchu odrobiną oleju i wstawiłam do gorącego piekarnika na 30-40 minut. Co jakiś czas trzeba je przewracać, żeby nie zrobiły się frytki - ale ogólnie robią się szybko, napełniając dom cudownymi zapachami.

Podobne ziemniaki można kupić w Lidlu, nazywają się "potato wedges", są gotowe do wrzucenia do piekarnika lub na patelnię, od razu przyprawione - ale nie są to prawdziwe ziemniaki, tylko kształty lepione z jakiejś ziemniaczanej masy, tak jak robione są niektóre frytki. Moje są zdrowsze, dużo smaczniejsze, no i szybkie.
Trzymając je w piekarniku pokroiłam warzywa na szybką sałatkę - pomieszałam kapustę pekińską z połową puszki kukrydzy, jedną zieloną papryką i pomidorem. Polałam je olejem zmieszanym z połową torebki sosu vinaigrette Knorra - lubię ten sos, ale zamierzam z niego zrezygnować, bo lista jego składników jest długa jak stąd do Bydgoszczy.

poniedziałek, 30 marca 2009

harira - sycący obiad


Harira to zupa jedzona na zakończenie Ramadanu, szczególnego dla wyznawców islamu miesiąca, który charakteryzuje się całodniowymi postami. Zupa ta ma kilka odmian, niektóre są oczywiście mięsne, ale ja chciałabym zaprezentować wersję wegańską, na bazie soczewicy i grochu. Jest smaczna, rozgrzewająca dzięki dodatkowi imbiru, i bardzo sycąca. Talerz takiej zupy niweluje głód na wiele godzin.

a oto czego potrzebujemy :
200 g suszonego grochu połówek ( namoczonego wcześniej. Niekoniecznie musi się moczyć całą noc, ja moczyłam tylko pięć godzin, robiąc inne rzeczy w ciągu dnia)
1 posiekana cebula
5 ząbków czosnku
1 łyżka kminu rzymskiego ( dałam nasiona)
1/2 łyżki imbiru ( dałam więcej)
5 dojrzałych pomidorów ( można zastąpić pomidorami z puszki, bo taniej)
100 g brązowej soczewicy w stanie suchym ( dałam zieloną)
1 litr wody
1 garść kolendry( nigdy nie widziałam świeżej, dałam łyżeczkę pasty z kolendry firmy Thai Heritage)
1 garść natki pietruszki ( wkroiłam zieloną część dymki)
sól, pieprz, sok z połówki cytryny, tabasco.

Rozgrzać na patelni oliwę, dodać cebulę i smażyć do zbrązowienia. Jest to jedna z nielicznych znanych mi potraw, w których cebuli nie trzeba pilnować, może się nawet trochę spalić. Dodać pokrojony czosnek, kminek, imbir i pomidory, smażyć 5 minut. Przełożyć do garnka, dodać groch, soczewicę, sól, zalać wodą. Gotuje się to 1-1,5 h, trzeba często mieszać, bo przywiera. Generalnie gotujemy do miękkości grochu i soczewicy.
Przed podaniem dodać pietruszkę (dymkę), kolendrę, sok z cytryny, tabasco i skropić oliwą. Jeść z chlebem lub chlebkami pitta.

wegańskie ciasto czekoladowe



Ciasto-marzenie. Słodkie, puszyste, ładnie wygląda, rozpływa się w ustach. Jest intensywnie czekoladowe, a przy tym nie charakteryzuje się suchością, jak wiele ciast wegańskich typu murzynek.

Oto przepis na to cudo :
2 szklanki mąki
1 szklanka oleju
1/2 szklanki mleka sojowego ( niby można dać wodę, ale z mlekiem dużo lepsze)
1 1/2 szklanki cukru ( wystarczy mniej)
3 łyżeczki proszku do pieczenia
3 duże łyżki kakao
pól tabliczki gorzkiej czekolady (połamanej na małe kawałki)
2 miękkie banany
garść orzechów włoskich

Wszystkie składniki mieszamy w dużej misce, pieczemy 30 minut. Do ciasta można zrobić polewę. Moja składała się z dwóch łyżek karobu, pół szklanki wody, odrobiny cukru i kilku łyżek wiórek kokosowych.

Ciasto wytrzymuje kilka dni, jest naprawdę niezłe i nie da rady poznać, że nie ma w nim mleka i jajek. Mało kto chce uwierzyć w możliwość zrobienia bez nich ciasta, "bo jak to się będzie trzymać", a tymaczasem - voila!

niedziela, 29 marca 2009

Jak zrobić wegańską galaretkę


Mimo że dla wegetarian i wegan oczywiste jest ( czy powinno być) niespożywanie żelatyny, gdyż jest ona produktem wybitnie zwierzęcym ( robiona jest ze skór), nie jest to oczywiste dla wielu "zwyczajnożerców", dlatego też często spotykam się z pytaniem, dlaczego nie chcę zjeść np. cukierka czy ciasta z galaretką. "Przecież to nie mięso"...jasne. Najdziwniejsze, że znałam też wegetarian, którzy jedli jogurty z żelatyną, bo mięsa to oni by nie zjedli, ale "co ich obchodzi jakaś żelatyna, której nawet nie widać".
Dla mnie nie ważne, kotlet czy żelatyna, grunt, że jedząc je wspiera się przemysł mięsny, a tego robić nie chcę.

Żelatyny uniknąć trudno - przemysł spożywczy hojnie nią szafuje. Jest w galaretkach, niektórych słodyczach, najtańszych jogurtach ( np. Tola z Biedronki) i serkach do smarowania. Odżywiając się wegańsko nie ma się tego problemu, bo po prostu omija się stanowisko z nabiałem, ale ostatnio, próbując kupić zwykły mleczny jogurt dla mojego chłopaka miałam spory problem. Nie kupię świadomie czegoś z żelatyną, więc przepatrzyłam kilka półek - i naprawdę trudno było coś znaleźć, wszędzie w składzie "żelatyna wieprzowa"...Danone też zaczął ją dodawać, ale Danone w ogóle sucks.

Pewnie, że bez galaretki można żyć ( a bez czekolady nie), nie jest to najlepszy słodycz świata. Ale czasem mam ochotę jakąś przegryźć. Na szczęście niektóre firmy ( chyba z oszczędności) zaczęły produkować galaretki na pektynie - np. galaretka Mello czy Majestic ( z Biedronki, produkowana przez Wawel). Do tego są one w gorzkiej czekoladzie bez mleka, więc i wilk syty, i owca cała.

Postanowiłam jednak zrobić własną, korzystając z agaru, który jakiś czas temu zamówiłam sobie z Czech i leżakował sobie w szufladzie, czekając na lepsze czasy.

Przepis zaczerpnęłam z mojego ulubionego bloga "Śmierć kanapkom", ale tam chodziło o galaretkę pomarańczową zdaje się, a ja, z braku soku pomarańczowego, zrobiłam wiśniową.

Potrzebujemy :
0,5 litra gorącej wody
Kilka łyżek syropu wiśniowego, nalałam po prostu z butelki
miseczki mrożonych drylowanych wiśni ( po rozmrożeniu)
1,5 łyżeczki agaru
kilku łyżek cukru

Wodę gotujemy w czajniku, wlewamy go garnka razem z syropem i wiśniami, słodzimy. Czekamy aż zawrze i dosypujemy stopniowo agar, intensywnie mieszając. Wyłączamy gaz i przelewamy do szklanego naczynia, odstawiamy. Moja była ścięta po jakichś trzech godzinach, i to bez lodówki!
Świetnie pasuje do mojego czekoladowego ciasta.

moje wegańskie śniadanko 3


A oto dzisiejsze śniadanie. Z powodu zamiany czasu spałam dziwnie, urywanie i krótko, nadrobiłam dopiero rano. Wstałam o 10.30 nowego czasu i właśnie się posilam. A że za oknem słońce, to nie mam ochoty na nic ciężkiego.

A więc : moje ulubione czekoladowe ciasto wegańskie ( podam na nie przepis już niedługo), jedna mandarynka w cząstkach, galaretka na agarze z wiśniami z mrożonki ( pyszna, choć bardzo słodka) i kubek kawy Inki, tym razem bez mleka.
Zapas sławnego Happy Soya, które było w promocji w Biedronce, starczył mi na niecały tydzień, a kupiłam sześć kartonów! Stanowczo mleka sojowego idzie za dużo w tym domu.

sobota, 28 marca 2009

placki z fasoli


Pyszne przedwczorajsze placki fasolowe z sałatką.

A zrobiłam je tak :
puszkę czerwonej fasoli osączyłam, posiekałam i podsmażyłam na oleju jedną dużą cebulę. Zmieszałam wszystko z mąką, 1/2 szklanki mleka sojowego i przyprawami ( pieprz, zioła włoskie, sól, ostra papryka). Usmażyłam na oleju.

Do tego sałatka - ogórek kiszony i ogórek zwykły zielony, pomidor, rzodkiewka, cebulka dymka, trochę oleju, sól morska.
Placki jedliśmy z koncentratem pomidorowym prosto ze słoika.

moje wegańskie śniadanko 2


Dziesiejsze wegańskie śniadanie, po wizycie u dentysty, przed którą zjadłam tylko sojowy jogurt morelowy - cztery kromki chleba słonecznikowego, dwie z sojonezem ( wegański majonez z Czech) i suszonymi pomidorami, dwie z pindżurem ( to taka pasta paparykowo-pomidorowa) i ogórkiem kiszonym. Do tego kiść słodkich ciemnych winogron i kawa Inka, tym razem bez mleka.

moje wegańskie śniadanko 1


Typowe wiosenne śniadanko - niby marzec, ale zimno i nieprzyjemnie, za oknem 5 stopni ciepła. Dobrze rozgrzewa kawa Inka świąteczna ( to nie te święta, ale co tam) z mlekiem sojowym. Do tego jogurt sojowy o smaku jagodowym czeskiej firmy Ala ( uwielbiam!). I dwie kanapki z razowego chleba z pastą sojowo-pomidorową oraz ogórkiem kiszonym.
Sycące i smaczne.

próba mikrofonu

zakładam tego bloga, ponieważ fascynuje mnie gotowanie. jest to jednak rodzaj gotowania bardzo specyficzny - od lat prowadzę kuchnię wegetariańską, a od niedawna wegańską. przy czym termin "wege" traktuję bardzo poważnie - staram się nie używać żadnych składników pochodzenia zwierzęcego. jestem więc weteranką tropienia niedozwolonych "e" w składach produktów, znam na pamięć rozkład sklepów ze zdrową żywnością w najbliższej okolicy i potrafię sporo powiedzieć na temat zdrowego jedzenia.
czy można gotować wegańsko, a przy tym smacznie i kolorowo? można, i to jak!

uwielbiam gotować od prawie dziesięciu lat, uważam tę czynność za pewnego rodzaju sztukę i podobno robię to nieźle - ale wiele jeszcze przede mną. dlatego również zaczynam pisać bloga - żeby uczyć się na własnych błędach i żeby to, co ugotuję pozostawiło jakiś ślad, a może nawet zainspirowało kogoś do zdrowszej diety.

enjoy!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...