poniedziałek, 10 sierpnia 2009

sooo raw

Surowa kuchnia i witarianizm ogólnie, to rzeczy, które bardzo mnie pociągają. Dieta tego typu wydaje się maksymalnie zdrowa, bez zapychania przewodu pokarmowego tonami mąki, cukru, smażeliny i niepotrzebnych dodatków. Sto procent zdrowia i energii.

Z realizacją bywa gorzej - w naszym pięknym kraju, gdzie sześć miesięcy w roku jest zimno, trudno być tylko na surowej diecie. W lutym realizowałam to przez tydzień - miałam parę załamań typu kromka chleba pełnoziarnistego, ale poza tym leciałam na warzywach, czasem lekko podgotowanych ( podobno można podgrzewać do 40C). Bardzo szybko zrzuciłam brzuch, miałam sporo energii - choć nie da się ukryć, że bywałam głodna.
Ale problem tkwi chyba w naszych mózgach, w tym, jak postrzegamy pożywienie - bo jak to tak, bez chleba? bez ciast? bez smażonego?
Ano bez.

Za mało wiem o witarianizmie, żeby wygłosić wam tutaj jakiś spójny wykład. Trochę czytałam, przeglądałam fora witariańskie. Podziwiam tych, którzy komponują sobie pyszne surowe posiłki, a dehydrator nie ma dla nich tajemnic. Jest to następny krok na wegańskiej drodze, krok ku zdrowiu tym razem ( bo wykorzystywanie zwierząt już zostało wyeliminowane). Mimo weganizmu mam nadwagę i wcale nie jestem do końca zadowolona z kształtu mojej diety. Witarianizm na pewno byłby zdrowszy.

Ale...trudno byłoby ten krok wykonać.
Co myślicie na temat takiej diety?

A oto moja próba wykonania surowych ( tzn. niepieczonych) ciasteczek.

WITARIAŃSKIE CIASTECZKA MIGDAŁOWO-BORÓWKOWE

50g migdałów ze skórkami
50 g suszonych moreli
150 g borówek amerykańskich
2 łyżki syropu z agawy

Myjemy borówki i miksujemy wszystko razem na w miarę gładką masę. Wlewamy do foremki i wstawiamy do lodówki na kilka godzin. Po tym czasie daje się kroić.

Przepraszam za jakość, zdjęcia robione w nocy.

10 komentarzy:

  1. Ja podchodzę do tego sceptycznie, z kilku powodów: duża część roślin jest o niebo lepiej strawna ugotowana, a nie wszyscy mają z natury odporne jelita; jakakolwiek alergia pozbawia cię istotnych składników spożywczych; bardzo dużo się suplementuje; w kraju w którym nie świeci na okrągło słońce powoduje stany depresyjne przez pół roku.

    Samo jedzenie surowych warzyw i owoców bardzo mi się podoba, ale łączyłabym je z gotowanymi ziarnami, warzywami wymagającymi obróbki, itd. Ja od dawna sobie obiecuję przynajmniej jeden posiłek surowy dziennie, i czasami mi wychodzi, czasami nie, może założę osobnego bloga do motywacji, bo ze śniadaniami zdało egzamin:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale zakupienie suszarki do warzyw polecam, fantastyczne chipsy się robi z praktycznie wszystkiego:) No i będziesz miała na zimę własne snobistyczne suszone pomidory... tylko że trzeba miec pomieszczenie z dobrą wentylacją, bo toto pracuje kilka dób bez przerwy i w tym czasie wydziela wilgotne aromaty suszących się produktów, które nie zawsze zachęcają do odwiedzania pokoju :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie - nie mam dehydratora, już parę razy chciałam kupić i zawsze wydawał mi się zbyt drogi.
    Trudno byłoby zrezygnować z tych wszystkich gotowanych pyszności, makaronów, zapiekanek warzywnych, zup ( choć można robić surowe sosy i zupy). Ale to chyba kwestia wprawy.
    Co do kraju, u nas zimą byłaby lipa z wartościowymi surowymi warzywami, wiele z nich wymaga obróbki cieplnej. Ale słyszałam o frutariance ze Szwecji, więc wszystko przed nami:)

    OdpowiedzUsuń
  4. ale to co chcesz zrezygnować ze strączków, przecież to główne źródło białka w diecie wegetarianskiej czy wegańskiej
    przecież surowych ziaren soji nie będziesz jesć...

    OdpowiedzUsuń
  5. ja w zeszłym roku kupiłam za 60 zł. Korzystaj póki masz świeże warzywa i jedz same, a na pewno schudniesz (i w międzyczasie odechce ci się witarianizmu, mówię z doświadczenia:D)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie, spoko, z niczego nie chcę rezygnować:) Nie wyobrażam sobie za bardzo życia bez ciepłych, sycących posiłków.
    Witarianizm rozważam na razie teoretycznie.

    Dehydrator widziałam w Tesco za 79 zł. Co dokładnie w nim robisz, suszysz grzyby itp.? Czy da radę zrobić ciastka?

    OdpowiedzUsuń
  7. Grzybów nie suszę, bo nie lubię. Suszę pomidory, śliwki,truskawki, morele do gotowania, maliny i jagody na herbatę, jabłka, banany, gruszki na chipsy. Do mojego (59,90 w Avansie w zeszłym oku) dołączona była książeczka z napisami i tam twierdzą, że da się robić ciastka i batoniki, ale osobiście nie sprawdzałam, bo suszenie samych owoców trwa tak długo że potem się człowiekowi odechciewa:)

    No i zużywa to dużo prądu.

    OdpowiedzUsuń
  8. Słuchaj, na youtube dziewczyna zdaje codziennie raport z 30-dniowego eksperymentu (30 dni witarianizmu). Nazwa jej profilu to PinkWhale30. Jest te zalogowana na forum forumveg.webd.pl :) Zachęcam do oglądania, ja już się nie mogę doczekac kolejnego odcinka... Pozdrawiam, Mienta :>

    OdpowiedzUsuń
  9. Mienta, dziękuję, obejrzałam kilka odcinków:) Dziewczyna przesympatyczna i ciekawie mówi, aczkolwiek na razie niczego nowego o witarianizmie się nie dowiedziałam, znałam już te informacje. Wydaje mi się, że ona traktuje surową dietę głównie jako sposób na schudnięcie, mam nadzieję, że jej się spodoba i nie wróci potem do mięsa:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Pink Whale jest juz jakiś czas weganką,także to nie takie zrezygnowanie z miesa na 30 dni;)

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...