poniedziałek, 11 maja 2009

cuda berlińskie

Wróciłam w sobotę w nocy, bo zahaczyłam jeszcze o poznańskie demo w obronie Rozbratu. Berlin piękny jak zawsze, choć było raczej zimnawo, a pod bramą brandenburską złapała nas ulewa stulecia. Jadłam pyszne falafle u Turków na Kreuzbergu, w cudownej picie, z wegańskim sosem sezamowym. Piłam mleko sojowe czekoladowe za 99 centów litr. Przywiozłam dobre masło orzechowe i zapas karmelowych Alpro, które rozeszły się w ciągu dwóch dni.

Jedzenie fotografowałam mało, więc może kilka impresji podróżniczych.

Oto latte sojowe z brązowym cukrem, z Coffeeheaven na poznańskim dworcu ( chodzimy zupełnie nieświadomie tymi samymi drogami z autorką bloga "Śmierć kanapkom!":)). Było pyszne, choć cena 10,70 zł za kawę jest stanowczo zawrotna. Słyszałam plotki, że może oddział powstanie w Toruniu, wtedy będą mieli mnie na karku bardzo często, bo uwielbiam kawę z mlekiem, a jestem jej pozbawiona, chyba że zrobię sobie sama.

Squat Kopi w Berlinie

Katedra berlińska.

xxx

Nie powiem, żebym na wyjeździe źle się odżywiała, co zdarzyło się np. rok temu podczas wyjazdu autostopowego do Holandii, kiedy byliśmy uwięzieni godzinami na stacjach benzynowych, z których nikt nie chciał nas zabrać, a które oferowały jakże wyszukane menu, w postaci chleba z paczki, czekolad i coli. Teraz było ok, większy wybór sklepów, no i na stacje zawiajaliśmy tylko po paliwo, co powitałam z ulgą.
Smakowała mi zwłaszcza Club Mate, czyli yerba mate gazowana w zakręcanej półlitrowej butelce. Uwielbiam też Bionade, której cena w polskich sklepach jest spora ( jeśli da się ją w ogóle znaleźć), a w Niemczech na dworcu kosztowała 76 centów. Lubię zwłaszcza wersję z czarnym bzem.

Wróciłam właśnie ze sklepu z mnóstwem warzyw i pomysłów. Czas zabrać się za gotowanie. Dziś pierogi drożdżowe z kapustą i pieczarkami, smażone na oleju. Wczoraj upiekłam zapiekankę z kaszy gryczanej z warzywami i ciasto rabarbarowe z cynamonem. Niech żyje rabarbar!

3 komentarze:

  1. nie wiem jak w warszawskim starbaksie - a generalnie we wszystkich swiatowych daja mleko sojowe - trzeba bedzie wybadac, juz podobno na goldenline jest lasn na zdjecia z kubkiem z starbucksa, zlo!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. słyszałam, że warszawski nie ma opcji sojowej. palanty, pozbawiają się klienteli wegańskiej i ludzi z nietolerancją laktozy

    OdpowiedzUsuń
  3. Na Friedrichstrasse w Berlinie jest absolutnie boski wegemarket z najlepszymi jogurtami sojowymi na świecie w cenie 99 centów 2 kubeczki (info z zeszłego lipca). Czekoladę mają niedobrą, nie warto, ale jogurty były pyszne, tak samo jak chińskie i tajskie słodycze z azjatyckich sklepów (toffi z mleka kokosowego, kandyzowany imbir, ostre cukierki z tamaryndowca). Ogólnie Berlin dobre miejsce :)

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...