środa, 8 kwietnia 2009

wegańska wielkanoc

A teraz coś z zupełnie innej beczki - jako że nadchodzi wielkanoc i będzie to moja pierwsza w pełni wegańska, postanowiłam przezornie zaopatrzyć się w sporo produktów, których na wsi, tam gdzie jadę na święta, nie da się kupić.
Robię też już listę potraw, które ugotujemy wspólnie z siostrą ( niejedzącą mięsa) i mamą ( jedzącą wszystko, ale lubiącą eksperymenty kulinarne). Myślę, że będzie to pasztet z soczewicy ( czerwonej lub zielonej), jakieś babeczki z polewą lub owocami, jakieś dania z tofu...Zobaczymy, na razie zajęłam się gromadzeniem składników.

Kupiłam dziś :
-masło orzechowe (nie było Sante, wzięłam Feliksa)
- wędlinę sojową o smaku salami
- parówki sojowe
- konfiturę z czereśni
- przyprawy do kuchni greckiej i meksykańskiej
- zapas jogurtów Ala
- banany
-galaretki Mella na pektynie, w czekoladzie gorzkiej ( ananasowe)

...i kurczę, zapomniałam o majonezie bezjajecznym, a miał być podstawą tradycyjnej polskiej sałatki warzywnej, bez której żadna impreza przy polskim stole się nie uda:) Trudno, będę musiała przejść się jutro, nie jest to jakoś specjalnie daleko.

W piątek, już w drodze na święta zaczepimy z moją siostrą o jakiś większy sklep i kupimy tam wszystkie cięższe i szybkopsujące się produkty, np. mleko sojowe, owoce, warzywa, mąkę, słodycze ( ale większość mam nadzieję upiec sama).

Wczoraj wieczorem zrobiłam pyszną halawę, według przepisy z jednej z najbardziej inspirujących książek kucharskich "Kuchnia Kriszny". Tak w ogóle, to kuchnia indyjska jest moją ulubioną kuchnią narodową, czego na razie chyba po tym blogu nie widać. W każdym razie z książki tej korzystam często, a tę halawę robiłam już kilkakrotnie.
Jeśli jeździliście kiedykolwiek na Woodstock i stołowaliście się w namiocie krisznaitów, to pewnie znacie halawę - to taka kaszka o brązowej barwie, z rodzynkami. Pamiętam jak kilka lat temu chodziliśmy głodni z D. po terenie koncertu, pytając ludzi "Przepraszam, zjecie to do końca?". Wszyscy oddawali nam kaszkę:) Tak jakby nikomu nie smakowała, a jest naprawdę dobra i słodka.
Mam zdjęcie, ale nie na komputerze, więc pokażę je i podam przepis przy najbliższej okazji.

Chciałabym jeszcze wspomnieć o dziesiejszym pudełku, które D. wziął do pracy( a właściwie to wziął trzy pudełka). Były w nich - makaron razowy w sosie koperkowym z fasolką szparagową, "pseudogrecka" sałatka, czyli sałata, ogórek, pomidor, pestki dyni i pokrojone w kostkę tofu, imitujące fetę oraz porcja halawy, pokrojonej na paski ( bardzo fajnie zastyga) w pudełku najmniejszym. Zdjęć niestety brak, ale moje pudełka nie mają wiele wspólnego ze sztuką o-bento, zapewniam.

Ale piękna dziś pogoda! Mam nadzieję, że cały kwiecień będzie taki. Mój termometr pokazuje 40C w słońcu.

2 komentarze:

  1. A czy blog z którego wzięłaś przepis na krówki orzechowe jest wegański czy nie ? bo jak patrze na zdjęcia tych lodów to marze o tym żeby były wegańskie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O matko! przypomniałaś mi halawę. Też ją uwielbiam i czasem robię w domu, ale niestety i tak "ichnia" smakuje inaczej. Nie wiem czym słodzą, bo i cukier i sztuczny miód dają inny posmak. A może diabeł tkwi w proporcjach. W każdym razie pycha :D
    Już niedługo Woodstock :D

    OdpowiedzUsuń

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...