poniedziałek, 6 kwietnia 2009

kilka potraw z ostatnich dni

Dzisiaj zaprezentuję zbiorczo kilka potraw,które ostatnio ugotowałam - między innymi dwa dania obiadowe, śniadanie, niezbyt udane ciastka i sałatkę.

Obiad sprzed dwóch czy trzech dni : spaghetti z pomidorami, pieczarkami i granulatem sojowym. Pyszne, a robi się je bardzo szybko.
Potrzebujemy : pół opakowania makaronu spaghetti, 1/3 paczki granulatu sojowego ( używam Orico, nie gotuję go, tylko zalewam wrzątkiem razem z warzywną kostką rosołową, potem osączam), ok. 30 dag pokrojonych pieczarek, które zostały po sobotniej pizzy oraz puszki krojonych pomidorów.
Podsmażyłam pieczarki, a gdy trochę odparowały dodałam mokry granulat. Po jakichś 10 minutach duszenia dorzuciłam puszkę pomidorów i dusiłam dalej. Doprawiłam solą, pieprzem i czosnkiem granulowanym dla ładnego zapachu. Oddzielnie ugotowałam makaron bez soli i pomieszałam go z sosem. Wychodzi naprawdę pyszne.



Wczorajszy obiad był trochę kombinowany, a zdjęcia wyszły średnio, bo były robione po zmroku, kiedy mój telefon niespecjalnie sobie radzi. W każdym razie - podsmażyłam na oleju tofu, które całą dobę marynowało się w sosie imbirowo-sojowym z dodatkiem wody. Oddzielnie ugotowałam ziemniaki w mundurkach. Po wystudzeniu pokroiłam je dość drobno, dodałam czarne i zielone oliwki, łychę musztardy i trochę oleju. Wyszło coś w rodzaju mojej ulubionej ziemniaczanej sałatki, ale bez cebuli. Jako dodatek dorzuciłam marynowaną papryczkę chili, roboty mojej siostry. Hot as hell.



Dalej - podjęłam próbę zrobienia wegańskiego kakao. Okazało się całkiem udane. Podgrzałam po prostu kubek sojowego mleka, dodałam trzy łyżki niesłodzonego kakao i dwie łyżki syropu z agawy, zagotowałam wszystko. Agawa trochę zmieniła smak, nie był typowo czekoladowy, ale i tak było smaczne i słodkie, no i bezcukrowe.



Ostatnio nastąpiła też era ubogich, szybkich śniadań. Zazwyczaj pracuję od samego rana i często chwytam po prostu jakiś owoc czy resztki sałatki z poprzedniego dnia. Prezentowane śniadanie to jagodowy jo0gurt sojowy, kilka truskawek ( tych, z których byłam tak niezadowolona) i czarna kawa z zabielaczem soya creamer.



A oto sałatka, płód dnia dziesiejszego. Miałam straszną ochotę na surową cebulę! Pomieszałam więc 1/2 dużej, soczystej cebuli ( czy wiecie, że cebula ma aż 87% wody?), jeden ogórek kiszony, pół zwykłego zielonego ogórka, pół pomidora, odrobinkę oleju i oregano. Efekt świetny. Uwielbiam surowe, świeże warzywa. W lutym byłam tydzień na prawie surowej diecie ( bez gotowania, bez chleba itp.) i czułam się doskonale. Muszę to powtórzyć.



Na koniec - niezbyt udane ciastka. Czytałam wczoraj bardzo ciekawy blog http://aliceinveganland.blogspot.com/ i zainspirował mnie przepis na cynamonowo-czekoladowe ciasteczka. Pachną obłędnie, ale chyba za krótko je piekłam ( mimo że dłużej, niż w oryginalnym przepisie!), bo nie są chrupie, tylko miękkie. A może po prostu źle je sobie wyobrażałam.

Oto przepis :
1 1/4 szklanki mąki
1/2 łyżeczki sody
1/4 łyżeczki cynamonu
2/3 szklanki cukru
1/3 szklanki sosu jabłkowego ( dałam mus ze słoika)
1 łyżeczka wanilii ( dałam cukier waniliowy)
1 szklanka chocolate chips ( posiekałam pół gorzkiej czekolady)

Zmieszać mąkę, sól i cynamon. W innej misce zmieszać cukier, sos i wanilię. Wsypać mączną miksturę i połączyć. Dodać czekoladę. Nakładać łyżką na papier do pieczenia. piec 12-15 minut ( ja piekłam 20 i okazało się za krótko).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Kochane i kochani, bardzo proszę o podpisywanie się imieniem lub ksywą pod komentarzami. Jest ich sporo, i czułabym się lepiej wiedząc, kto pisze oraz czy kolejny/a "anonimowy" to wciąż ta sama osoba, czy może już inna. Dziękuję:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...