sobota, 14 lutego 2015

luty taki przypadkowy

Krótki, niepotrzebny. Głównie w Łodzi.

Polecam świetny lokal Niebostan na Piotrkowskiej 17 - są tosty z pesto i serem, pyszne bułki i bagietki z tofu, są tanie kawy, bywa ciasto. Miło, jasno, przestronnie.







Na szerokim parapecie leżą darmowe książki, a do kawy dają Oreo. Jak się zna dziewczyny za barem, to nawet dwa!



Zupa afrykańska, za blogiem Hello Morning - ziemniaki, papryka, kukurydza, kmin rzymski, masło orzechowe, chili i inne.



Trochę Łodzi, która, pomimo zimy, zachwyca - ulica Rewolucji 1905 roku.

piątek, 23 stycznia 2015

styczeń się z niczym nie rymuje

Zaczęłam nową pracę. Jest wspaniała. Niech wam starczy, że właśnie wprowadzałam poprawki korektorskie do broszurki o Marksie.
A teraz pora na pizzę.



Łódź, miasto tanich knajp wegańskich, oddech po Warszawie.




Bliny gryczane z hummusem, pastą z avocado i tempehem. Wszystko, prócz tempehu zrobiłam sama (choć słyszy się i o takich śmiałkach, co i tempeh, i tofu dzielnie zrobią w domu).


Kilka dni temu miałam trzydzieste czwarte urodziny. Trochę mnie bawi, kiedy koleżanki mające trzy-cztery lata do trzydziestki się tej trzydziestki boją, przejmują i płaczą w rękaw. Trzydziestka to jest nic, liczba. Trzydzieści cztery też ujdzie. Trochę morda się zaczyna sypać, ale mamy takie życie, jakie mieć chcemy. A ja zaczęłam właśnie swój nowy świat w Łodzi. Prawie z niczego i prawie za nic. Czy jest trudno? Bywa, ale nowe rzeczy bardziej cieszą, niż przerażają. Nigdy nie bałam się dobrych - lub koniecznych - zmian.
Wierz w siebie, dziewczyno, wierz w to, że jesteś silna, niezależna, mądra i dobra, poradzisz sobie, a przynajmniej na poważnie spróbujesz. Nie potrzebujesz obstawy mężczyzn, żeby skręcić stół, pomalować ścianę, jechać w podróż, iść do kina.
Na tych trzydziestych czwartych urodzinach miałam piątkę bliskich znajomych - w nowym mieście. Wszystko się da i nie wierzcie w "odpowiedni czas" na różne rzeczy. To nieprawda, że po trzydziestce to tylko garsonkę do trumny przymierzać.


sobota, 27 grudnia 2014

grudzień w obrazkach

Wiem, od dawna nie zamieszczam przepisów, a tylko zdjęcia, relacje z wyjazdów i mrożących krew z żyłach zwrotów życiowych, a mój blog jest jaki jest, ale mam nadzieję, że jeszcze niejeden pies z kulawą nogą tu zagląda.














piątek, 19 grudnia 2014

przed-święta

Jak co roku kilka zdjęć z okołoświątecznych dni i przygotowań. Tym razem w zupełnie innym mieście i mieszkaniu, trochę inaczej.

Pierwsza poczta do mnie do Łodzi - kartka z Niemiec, od koleżanki Emi. Narysowała mi nawet jeża.


Falafel z sosami w Jaffie przy Piotrkowskiej 67. Łódzkie ceny to naprawdę oddech po warszawskich (obiad i wielka kawa 16 zł).

Inauguracja nowego piekarnika, pierwsze makowce. Smaczne jak zwykle, choć ze sztuczną masą makową.

Wiadomo gdzie.
Wietnamska budka z blachy w Offie - tofu pikantne z frytkami, niebo.

Łódź słynie z murali, o czym wie chyba niewiele osób. Nie udało mi się jeszcze znaleźć wszystkich, ale wybieram się niedługo na poszukiwania.

Prezent świąteczny.

Obciachowa brokatowa głowa jelenia (spokojnie, jest mała).

Krzak jemioły kupiony od pani bez zęba.
Tak zwane dekoracje.

Bajzel w nowej kuchni.

czwartek, 11 grudnia 2014

wreszcie Łódź

W końcu się przeprowadziłam, tydzień później, niż zamierzałam pierwotnie, ale jestem na miejscu.
Sama. Sama w mojej kawalerce z antresolą, w dziwnym mieszkaniu, które ma cztery metry wysokości, a powierzchni ponad 50 metrów; nieźle jak na jedną osobę.
Odkrywam niespodzianki - pralka trochę cieknie, światła zapalają się i gasną nieoczekiwanie, jak w tym dziwnym pływającym teatrze w "Lecie Muminków". Kuchnia jest wspaniale wyposażona, a gaz nieopomiarowany, więc można gotować do wiadomej śmierci.
Z okna widok na osiedle, dobre PRLowskie bloki, z infrastrukturą, z wielkimi przestrzeniami pomiędzy - bloki dla ludzi, nie deweloperskie cuda dla robotów.

A Łódź jest cudowna, wiedziałam, że mi się spodoba i nie słuchałam gadania o "kroku wstecz". To po prostu moje klimaty, moja Polska, betonowa, trochę brudna, trochę pijana, trochę głośna, biedna, ale z fantazją.









środa, 26 listopada 2014

bez słowa, numeru nie pamiętam

Najgorsze jest mieszkanie w jakimś miejscu, mieszkaniu, mieście, gdy już wiesz, że się wyprowadzisz i coś nowego na ciebie czeka, a tu jeszcze trzeba wytrzymać w prowizorce, która jest coraz mniej domem, pakować rzeczy, zrobić mentalny skok w nowe okoliczności.


Nowy widok z okna, 11 piętro łódzkiego wieżowca.


Frytki, moja miłość.



Dzień Bez Futra 2014, Warszawa.

poniedziałek, 3 listopada 2014

ostatni listopad w tym mieście

Trzeci i ostatni listopad w Warszawie i okolicach.
Kiedy się przeniosę, będę nadawała z jedenastego piętra wieżowca z całym miastem pod sobą.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...