Nadzienie to czerwona fasola, kilka pieczarek, podsmażona cebula, marchew i puszka pomidorów, zasypane ziołami i przyprawą do gulaszu.
Sos serowy był już na blogu nie raz, składa się z mąki, drożdży, musztardy, oleju i wody, co brzmi nieciekawie, ale daje pyszny efekt.
Zupa miso
Zupa ta, jadana przez Japończyków każdego dnia, również pojawiła się już na tym blogu, co nasuwa posądzenie o pewną repetytywność, i słusznie - gotuję pewne rzeczy wciąż i wciąż, jeśli mi smakują.
1 marchew
1 pietruszka
2 łyżki oleju
kawałek glonu nori
tofu naturalne, 1 kostka
sos sojowy
pasta miso
garstka makaronu
1 mała cebulka
natka pietruszki
Warzywa pokroić i ugotować z sosem sojowym. Dodać glon, a pod koniec gotowania makaron w stanie surowym i pokrojoną natkę, gotować, aż zmiękną (kilka minut). Nałożyć 1-2 łyżki pasty miso i wyłączyć gaz, mieszać, aż się rozpuści. Dodać tofu naturalne pokrojone w kostkę.
Ta zupka to coś w rodzaju słonego rosołu z warzywami i tofu. Według mnie pyszna, choć mało treściwa - ale nie każdemu smakuje. Kuchnia japońska stawia na zupełnie inne smaki niż nasza, raczej na rozkoszowanie się fakturą, kształtem, kolorem, a nie na wyraźnie wyodrębnione smaki, słoność, ostrość. Delikatność i brak wyraźnej linii smakowej ludzi przyzwyczajonych do kuchni polskiej, meksykańskiej czy hinduskiej może odstraszać, nie ma też prawie nic wspólnego z kuchnią chińską. Na pewno jednak warto spróbować wegańskiego sushi ( z avocado, surową marchewką, tofu wędzonym i marynowanym imbirem), ciasta z zieloną herbatą czy omletu z tofu w japońskim stylu.

